Pod Twoją Obronę…

defilada

AppleMark

Co rusz pojawiają się pomysły, by przywrócić obowiązkową służbę wojskową, lub dozbroić naszą armię w broń atomową-obydwa pomysły, jakkolwiek stoją za nimi jak najlepsze intencje pomysłodawców i zwolenników, nijak mają się do rzeczywistości, a co gorsza mogą zadziałać wprost przeciwnie do tego, czego się po nich spodziewamy, czy też czego od nich oczekujemy.

Dla zwolenników obowiązkowej służby wojskowej, jest to nie tylko związane ze wspomnieniami swojego własnego pobytu w MONie, który naturalnie z perspektywy lat coraz przyjemniej się wspomina, tak jak dla niektórych przyjemnie się wspomina czasy stanu wojennego i komuny, bo to lata młodości i brak było pewnych rzeczy i zjawisk, tak nam dzisiaj dokuczliwych. Nie każdemu przeszkadzała cenzura i brak wolności, chociaż ta ostatnia dzisiaj często polega na tym, że można wybierać między pracą za 2000 w sklepie  z niedzielami, lub w drukarni z nockami. Do tego niezależnie od czasu jaki im przyszło spędzić w wojsku, czy to były dwa lata, czy niespełna rok, większość zgodzi się ze mną, że wystarczyłyby max 3 miesiące, by posiedli swoje umiejętności-reszta to typowe służby i zbijanie bąków.

Niebezpieczny jest również mit, jakoby zmuszenie do noszenia wojskowych glanów młodzieży gustującej w „rurkach”, wpływało na podniesienie zdolności obronnych naszego kraju. To nie tylko jest wypaczaniem roli jakiej oczekujemy od armii (obrona  naszego prawa do życia i samostanowienia),. ale i próba narzucania drugim osobom własnego stylu życia i zachowania, niczym nie różniąca się od rozmaitych tyrani, których na tym świecie mamy przesyt. Krzysztof Kamil Baczyński pisał wiersze, jednak w momencie gdy uznał to za potrzebne, chwycił za broń i poszedł w bój-sądze że niejeden EMO (?) może pójść tym samym śladem, ale jeśli nie chce, to nie róbmy z nikogo żołnierza wbrew jego woli. Wpychanie komuś na siłę  karabinu, to jak kazać Prezesowi zrobić prawo jazdy i posadzić go za kierownicą autobusu MZK-nikomu to na zdrowie nie wyjdzie,. i będzie bardziej przykładem udowadniania czegoś komuś, niż racjonalnym wykorzystaniem naszych narodowych możliwości.

Nie róbmy z wojska „wychowalni”, ani nie obarczajmy wojska kolejnym obowiązkiem, któremu sami nie podołaliśmy: jako rodzice, wychowawcy, społeczeństwo-wojsko ma jeden ważny obowiązek, i niech z niego się wywiąże jak najlepiej. Do tego celu potrzebuje pewnego rodzaju autonomii, i tu jestem zwolennikiem, by na czele wojska stał marszałek, jako swego rodzaju patron i jednoosobowy nadzorca armii, ale i jako osobisty nosiciel obowiązku zapewnienia przez wojsko tego, czego od naszych sił zbrojnych jako społeczeństwo wymagamy. Takie ojcowskie oko jest potrzebne tej formacji, i nie posiadając żadnych proregatyw, powinien posłuch i respekt wśród żołnierzy i oficerów wypracować nie z nadania czy szarży, ale z własnej postawy i szacunku do formalnie podległych mu wojskowych. Czas by i w wojsku wróciła racjonalność i realne dostosowanie naszych sił do prawdziwego pola walki i zagrożenia.

carl-gustaf_031

Dziś nasze zakupy i szkolenia wojskowe przypominają to co dobrze znamy z cywilnych struktur państwowych: chaos i burdel na kółkach. Kiedy jeden sąsiad ma 2000 czołgów, drugi 1100, a my 200-to zakup kolejnych 100 czołgów jest wyrzuceniem pieniędzy w błoto, bo, nie zmienia to w żaden sposób tych proporcji. Zamiast tych 100 czołgów, lepiej jest kupić 2000 zestawów antyczołgowych (bazook) z amunicją-da to nam szansę  (chociaż teoretycznie) na zniwelowanie przewagi wroga pod tym wzglądem. Oczywiście żeby to zdało egzamin, należy zakupioną amunicje rozdysponować w proporcjach 80:20, 80% rozdysponować na ćwiczeniach, 10 % zostawić na ćwiczenia w momencie realnego zagrożenia, 10% na walkę. Przykładowo 80 szt. to ośmiu żołnierzy x 10 strzelań, w wypadku zagrożenia mamy 10 szt. na strzelanie ćwiczebne żołnierzy którzy tej broni będą używać lada moment (2×5, lub 3×3) i zostaje 10 szt na pole walki-mało? Tak się tylko wydaje. Jeżeli za pomocą tej jednej bazooki i 100 szt. amunicji uda się wyeliminować jeden wrogi czołg (a wyćwiczony w obsłudze żołnierz może zniszczyć śmiało 2-3), to łatwo policzyć jak ekonomicznie prowadzimy tą wojnę. Do tego takiego żołnierza ciężko wykryć (w porównaniu do czołgu-element zaskoczenia) i zniszczyć zawczasu, a broń można schować i wykorzystać do ewentualnych działań partyzanckich (czołgu raczej nie). Na dzień dzisiejszy jednak wykorzystanie amunicji wygląda odwrotnie: 10-20%  wykorzystuje się do ćwiczeń, reszta czeka na wojnę, i tak naprawdę to większość z nich nigdy nie zostanie użyta, bo wpadnie w ręce nieprzyjaciela, lub zostanie wysadzona przez naszych saperów-pieniądze wyrzucone w błoto, a żołnierze niewyszkoleni dostatecznie, nie stanowią większego zagrożenia-bohaterstwem i męstwem nie da się wszystkiego nadrobić.

Dlaczego jednak kupujemy te czołgi, które nie zmieniają nic,  zamiast zestawów mogących niszczyć wrogie siły? Odpowiedź jest prosta. Bo na defiladach, lepiej prezentuje się sznur kilkudziesięciu czołgów, niż brygada żołnierzy uzbrojona w bazooki. Te czołgi nie zmieniają nic, ta brygada może napsuć krwi przeciwnikowi. Jednak u nas stawia się na symbolikę, decydenci i generalicja stawia na armię pokazową, a nie na armię mającą zdolność nas bronić. Kupowanie pocisków bez kodów, to jak zakup samochodu bez silnika, topienie miliardów w Gawronach i innych tego typu poronionych pomysłach. Teraz ci którzy tworzą armię pod kątem zdolności do defilad, a nie działań bojowych, mydlą nam oczy powrotem poboru wojskowego, jakoby zwiększało to nasze zdolności obronne-kolejne kłamstwo które bazuje na emocjach, i nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia…

Armia powinna pozostać formacją profesjonalną, powinna przejść gruntowną reorganizację-jednego losowego oficera, z zaliczonym stażem bojowym, maksymalnie w stopniu kapitana, powinno się awansować na marszałka i niech sobie dobierze doradców wedle własnego uznania i reformuje oraz dozbraja Armię-wg budżetu jaki mu przysługuje. Zostawmy profesjonalistą swoją robotę, i niech żadni posłowie ani politycy się mu nie wtrącają-chyba że jawnie pracują na rzecz osłabienia naszych zdolności obronnych.

Co do przeszkolenia powszechnego obywateli-powinna powstać Obrona Cywilna (czy OT), lokdo której każdy byłby powoływany na okres 4-6 tyg. i później co 3-5 lat na 1-2 tyg. Oczywiście przeszkolenie w okolicach własnego miejsca zamieszkania. Obejmowałoby nie tylko obsługę broni i walk polowych, ale i pierwszą pomoc, reagowanie w wypadku klęsk żywiołowych, katastrof związanych z okolicami (zakłady azotowe, petrochemia,. lasy, itp.), działania wsparcia logistycznego jednostek liniowych, partyzanckie, itp. Oprócz tego kursy-obozy dla chętnych w lecie i zimie, surrivalowe itp., dostępne już od np. 16 roku życia, coś na kształt niegdysiejszej Ligi Obrony Kraju, czy harcerstwa w nowej formule. Pamiętajmy że dzisiaj wojsko, to nie tylko kałach, ale i drony-dla wielu młodych „komputerowców” przedzieranie się przez las w nocy, a później sterowanie dronem z wierzchołka drzewa, za pomocą pada to przygoda-a że przy okazji nauczy się czegoś więcej, co może być przydatne jemu. czyli też i nam, w ciężkich czasach, to już sama wartość dodatnia. Trzeba tylko pozbyć się uprzedzeń, i przestać myśleć kategoriami które nam wpojono-niektóre są już przestarzałe, a na siłę wyrządzimy więcej szkody niż pożytku…

Reklamy

Podatek pod psem, czyli jak nas patriotów robią w konia…

snappy-podatkowy-2

(…) Hrabia Mortadella rządził w królewskim imieniu mądrze i sprawiedliwie. Kiedy dwóch poddanych wiodło spór o rzecz cenną, hrabia godził ich znakomitym wyrokiem, zabierając dla siebie przedmiot sporu i usuwając w ten sposób sprzed ich oczu to, co budziło ich namiętności. Nie uciskał zresztą swych poddanych i nie dręczył ich zbytnią ilością danin i opłat, bo – oprócz podatku od majątku, od ilości dzieci, od ilości przeżytych lat, od koni, krów, kóz, psów, kotów, kanarków, kur, kaczek, indyków, perliczek, gołębi i królików, od ilości spodni, od ilości wypitej wody, od snów, od kwiatów, od południowego wiatru, od miesięcznych nocy, od pogodnych dni, od chrzcin, od wesel, od pogrzebów, od trumny, od schodów, od kominów, od parasolów, od kapeluszów, od cienia, od śpiewania, od grania na trąbie, od imienin, od zezowatych oczu, od rudych włosów, od paraliżu, od sztucznych zębów, od rumieńców i od paznokci – żadnych innych podatków szczęśliwi mieszkańcy tego miasta nie płacili. Wyjątkowo płacił nadprogramowy podatek jeden tylko człowiek, który przez dziwny kaprys natury miał sześć palców u lewej nogi; długo to ukrywał, kiedy się jednak ujawniło to dziwo, musiał zapłacić karę za to ukrywanie i odtąd uiszczał daninę od zbytku. (…)           by Kornel Makuszyński

Dzięki ponadczasowości jesteśmy w stanie łatwo odróżnić pisarzy od gryzipiórków, poetów od propagandzistów, czyli jednym zdaniem, autorów uniwersalnych od tych, którzy uwikłani w bieżące sprawy, zajmują się nimi przedmiotowo, zamiast podmiotowo (ponadczasowo). Twórcy i kontynuatorzy naszego systemu prawno-ustrojowego również uwięźli na takich mieliznach, ich przepisy tworzą kolorowy lecz mało spójny obraz naszego państwa „prawa”. Wzajemna ich sprzeczność oraz nielogiczność uzasadnień (które są tak naprawdę ich fundamentem-przepis jest jedynie spójnym zobrazowaniem uzasadnienia), każe nam nie tylko zadawać pytanie o sens ich istnienia, ale i o to co je łączy, poza chęcią pokazania „kto tu rządzi” i odebrania nam prawa do samostanowienia. Nie możemy rozpatrywać kwestii, czy coś jest legalne-nielegalne w myśl prawa, jeśli nie rozwiejemy wątpliwości co do legalności samego prawa, które ma o tym decydować.

Za modelowy wręcz przykład, może nam posłużyć „podatek od psa”, który gminy mogą nakładać i z reguły korzystają z tej możliwości, co jest kolejnym potwierdzeniem zasady, że jeśli coś można zrobić, to taka możliwość zostanie błyskawicznie wykorzystana, niczym „furtki” zostawiane w innych  przepisach. Podatek ten jest praktycznie obecny w całej Polsce, z obowiązku jego uiszczania są często zwolnione osoby niepełnosprawne, emeryci, czy też osoby które wzięły psa ze schroniska. Gdybyśmy chcieli się zastanowić nad tym, co jest uzasadnieniem tego podatku, to tak naprawdę nie istnieje żaden racjonalny i logiczny powód poza „widzimisię” ustawodawcy i wykonawcy (gminy). W przeciwieństwie do takiego np.: samochodu, gdzie podatek drogowy, o ile faktycznie idzie na drogi, ma jakieś uzasadnienie, tutaj nie mamy żadnego.

Często powtarzane są dwa powody stojące za takim podatkiem: jeden z nich odnosi się do kosztów związanych ze sprzątaniem po pupilach przestrzeni publicznej, drugi nawiązuje do utrzymywania schroniska dla bezdomnych zwierząt z tych opłat. Obydwa są sprzeczne z logiką i realiami, w jakich tak naprawdę żyjemy. Gdybyśmy pierwsze uzasadnienie traktowali na poważnie, to osoby po opłaceniu takiego podatku/abonamentu nie mogłyby być ukarane mandatem, bo zapłaciły za usługę sprzątania po swoim psie. Takie rozwiązanie nie jest nigdzie wprowadzone, wszędzie właściciel jest zobowiązany, pod karą grzywny, do posprzątania po swoim psie, więc nie jest to żadne uzasadnienie do tego podatku. Pomijając już fakt, że psy emerytów i te wzięte ze schroniska też swoje potrzeby mają :)  Z kolei argument o utrzymywaniu schroniska dla bezdomnych zwierząt, przez osoby które same posiadają jakieś zwierzęta, to tak jakby je za to dodatkowo karać… Wyobraźmy sobie, gdyby domy dziecka miały utrzymywać wyłącznie osoby posiadające dzieci-nie brzmi to zbyt logicznie, to już prędzej taką opłatę powinny ponosić osoby nie posiadające dzieci/zwierząt :) (chociaż to też nie jest prawidłowy wniosek, bo kategoria sierocińców czy schronisk podchodzi pod sprawy ogólnopubliczne, czyli wspólne).

posłowie przyzwoici

Jako że „jak na górze, tak na dole”, a prawo jest (powinno być) czymś nie tylko logicznym, ale i takim samym, niezależnie od wielkości zagadnienia, to tak jak nas robią w konia, przy podatku od psa, tak samo traktują nas przy sprawach wydawałoby się poważniejszych, gdzie ten sam bełkot robi za uzasadnienie, a logika i zdrowy rozsądek padają ofiarą „molestantów ustrojowych”. Brak obiektywnej troski o sprawiedliwość, i traktowanie prawa jako narzędzia do powiększania dochodów, oraz obkładanie dodatkowymi obowiązkami obywateli, to jest obraz tyrani, której żadne hasła o „demokracji” czy „suwerenie narodowym” nie powinny nam przysłaniać prawdziwego stanu rzeczy.

Patriotyzm to nie tylko troska o to czy flaga jest odpowiednio wyeksponowana, ani przypominanie o naszych dokonaniach historycznych–prawdziwą miarą patriotyzmu powinna być troska o naszych rodaków, o to by mogli żyć w państwie sprawiedliwego prawa, zarządzanego przez uczciwych urzędników. To jest przede wszystkim  wyzwanie na dzień dzisiejszy dla nas (pozostawiając świętowanie rocznic niejako „przy okazji”), a nie patriotyczne obchodzenie rocznic oraz duma z husarii, i pomijanie naszych codziennych, jakże dokuczliwych spraw, które są tak naprawdę naszą „szarą niewolą”. I niezauważanie tego zniewolenia, to prawdziwa klęska naszych dumnych przodków i wolności, w imię której przelewali własną krew …