Polacy-Polakom, ponad tym wszystkim

Po pierwsze obywatel, czyli prawo które powinno gwarantować mu bezpieczeństwo, oraz nie ograniczać jego swobody kształtowania swojego życia, podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji- to podstawowe zadanie państwa, które nie zostało stworzone w celach kulturalno-oświatowych, ani nie może być opasłym gmachem biurokratyczno-rozporządowym, nie tylko usadowionym na plecach obywateli, ale i nieliczący się z nim i jego potrzebami kompletnie, widząc go przez pryzmat numeru deklaracji podatkowej, i nieustannych instrukcji mu udzielanych, regulujących każdy aspekt jego życia.

I tu po pokonaniu tej przeszkody, powinniśmy się zastanowić, w jaki sposób pomóc naszym rodakom na wschodzie. Nie powinniśmy zabierać się do tego jak do ściągnięcia worków z polskimi kartoflami z zagranicy, tylko podejść do nich jak do ludzi.

Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek urzędowych przesiedleń, bo to tworzy kolejny kołchoz urzędniczo-wykonawczy, i gubi się w tym wszystkim człowieka, a to dla niego, a nie z jakiejś nieokreślonej potrzeby, powiniśmy działać, i nie państwo, ale Polacy, bo tylko człowiek powinien pomagać człowiekowi (państwo powinno jedynie zapewnić pewne warunki do tego, i dyskretnie wspierać biorących udział).

Jestem także przeciwnikiem wysyłania tam konwojów z pomocą—jest to nie tylko poniżanie ludzii, (a z drugiej strony sprawia wrażenie „odfajkowania” sprawy), ale i dzieli miejscowych, a podziały nigdy nie są pozytywne…

Powinniśmy rozbudzić zainteresowanie mieszkającymi tam rodakami, ich losami–bo historia każdego z nich, każdej rodziny, to część naszej wspólnej historii, i ich jak najczęściej odwiedzać.

Powoli przejadły nam się kurorty, spowszedniały nam dziwne, egzotyczne wyprawy, może ta strona turystyki, w obliczu mody na postawy patriotyczne, pozwoli nam upiec dwie pieczenie na ogniu.
I tak oto nasi rodacy, udając się na wojaże w tamte, różnorodne rejony, poznawali by nie tylko „nowe” turystycznie miejsca, ale i mieli okazje zapoznać się z kawałkiem naszej zapomnianej historii.

W ten sposób nie tylko dalibyśmy im możliwość zarobku (zatrzymując się u nich, i korzystając z ich pomocy), który w przeciwieństwie do transportu koców i mleka nie upokarza, ale i nawiązywałyby się wzajemne relacje i znajomości.

Nasi rodacy mieliby ciągły kontakt z nami, co za tym idzie z ojczyzną, naszą kulturą i językiem, w sposób całkowicie naturalny, a nie regulowany okólnikami i środkami na ten cel przeznaczonymi.
Możliwy byłby rozwój tych ludzi tam, gdzie żyją i wychowali się, ich dzieci może chętniej uczyły się polskiego, a z czasem przyjeżdżały studiować u nas.

Wskutek tak rozwiniętych relacji, niektórzy z nich pewnie wybraliby się w podróż do kraju przodków swoich, a z czasem może nawet, zechcieliby osiąść na stałe w naszym kraju. Postawmy na nawiązanie kontaktów międzyludzkich, i pozwólmy by sami podjeli decyzje, jeśli poczują taką potrzebę.

Urzędowe podchodzenie do sprawy, to kolejne listy, i transporty-nie róbmy im tego znowu, tym razem w drugą stroną, bo to co nam się wydaje że „powinno być”, jest tylko naszym subiektywnym odczuciem, a osoby które dzisiaj miałyby jechać do Polski, w większości nigdy z Polski nie były wywożone.

Nie każdy z mieszkających tam Polaków chce być do Polski przesiedlany, ale każdy czuje się przez Polskę zapomniany…

Pozwólmy im samym podjąć decyzję, ale najpierw pokażmy im, że nadal są częścią naszego narodu—nie państwa, ale narodu, aby jeśli zdecydują się na powrót do kraju przodków, jechali między swoich…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s