Czas przełomu

W prawie naturalnym nie tylko jest łatwo stwierdzić jego złamanie, jak i nie wymaga ono od nas zbyt dużej widzy prawniczej. Wystarczy zastanowić się czy to co robimy, nie jest krzywdą dla innej osoby. Wiem jak wygląda to niepoważnie, ale im bardziej się nad tym zastanawiałem, tym bezsensowne wydawały mi się zapisy z konstytucji, tak naszych i innych, oraz rozmaitych projektów. Wygląda to jakby wprowadzało totalny zamęt, w rzeczywistości wprowadzy harmonię i ład, porządkuje chaos prawno-pojęciowy, jakiego na codzień doświadczamy.  Równierz obecna forma ustrojowa, opiera się na tych samych założeniach, odwołując się do sprawiedliwości, solidarności i równości, przynajmniej w formie deklaratywnej, bo realnie już nie jest to tak kolorowo.

Już w samej konstytucji mamy zapisy, które stoją jawnie w sprzeczności z tymi deklaracjami, bądź są one w taki sposób złożone, by nie znaczyły nic. W przypominanej tutaj przeze mnie formie (podstawie) ustrojowej, równość nie wynika z niczego, jest wyłącznie prawdą-określeniem stanu faktycznego. Sprawiedliwość jest pochodną nadzoru nad prawem (stanem) naturalnym, a solidarność wynika z samej istoty istnienia państwa. Jak widać nie istnieje żadna potrzeba deklarowania w jakimkolwiek dokumencie tak wzniosłych celów i ideałów, skoro można je wprost wyprowadzić, z istniejącej rzeczywistości. U nas jest przyjęta odmienna forma, będącą niemal urzędową egzaltacją, która zamiast pełnić funkcję pomocniczej (opisowej), pełni funkcję główną-coś nie zapisane „nie istnieje”.

Zapędziło nas to w ślepą uliczkę, w imię urzędowej próby posegregowania i uporządkowania całego otaczającego nas świata, co jest oczywiście niemożliwe, bo nie znamy do końca wszystkich jego aspektów, a część z nich wymyka się przyjętym przez nas regułom. W ten sposób tworzymy konstrukcje, która jest pełna dziur i niedomówień, ale maskuje się je i przedstawia jako solidną budowlę. Zamiast otwarcie przyznać, że jest to tylko nasza najdoskonalsza, ale i ułomna (bo nie oddająca wszystkiego) próba opisania rzeczywistości, ,my próbujemy ją przedstawić jako rzeczywistość i zaklinamy realia, uznając że nic ponad to „nie istnieje”. To oparty na kłamstwie dogmat, którego obrona nie tylko przypomina zaciekłość fanatyzmu religijnego, ale i samoogranicza nas w swej niedoskonałości, bo wszystko co wykracza ponad to, nawet jeśli jest prawdziwe (zgodne z rzeczywistością), jest bezwzględnie odrzucane, bo „nie pasuje”.

 

Wracając do spraw prawno-ustrojowych, tu również powinniśmy zastosować ten wzorzec, który powinien nam pomagać w zrozumieniu prawa, a nie próbować je „tworzyć” na swój niedoskonał sposób, naśladując naturę, która go dla nas stworzyła, i wyposażyła nas w instrumenty, dzięki którym możemy je rozumieć i rozpoznawać. Nasze dzisiejsze próby ustanowienia prawa, poprzez wypisanie wszystkich czynności, których nam nie wolno, jest tożsame z nauką matematyki na pamięć (bo prawo jest dyscypliną ścisłą), co samo w sobie jest absurdalne i niedoskonałe już w założeniu, a co dopiero w praktyce. Nic nie stoi na przeszkodzie, by tworzyć zbiory najczęściej powtarzalnych zachowań, które są przestępstwami (złamaniem prawa) dla przybliżenia znajomości prawa osobom mającym problem ze zrozumieniem go w swej istocie (nie krzywdź drugiego, byś sam nie był krzywdzony), tak jak obrazki i figurki w religii przybliżają istotę boga, ale nie możemy żadnego kodeksu traktować w sposób zamknięty, jako pełni prawa, tak jak bóg to nie dobrotliwy starzec, a aniołowie to nie ludzie ze skrzydłami.

To co powinno nam pomagać, nie może nam przeszkadzać, a do tego doprowadzamy, zamykając się w konstrukcji zbudowanej ze znanych już nam własnych możliwości i obaw przed tym co nieznane. Możemy to przyrównać do zbudowania statku i wypłynięcia w morze. Gdy żeglując napotykamy wyspę, nie opuszczamy statku z obawy przed tym co może nas spotkać na wyspie. Nie przewidywaliśmy tej wyspy w naszym planie żeglugi, więc nadal jej nie uwzględniamy, ona dla nas po prostu „nie istnieje”. Tak oto statek, który powinien nam służyć do podróży, poszerzania naszej wiedzy i horyzontów myślowych, stał się naszym „więzieniem” , jak sama idea tej podróży. Zamiast wykorzystać zdolności jakie posiadamy, my je wykorzystujemy jedynie do potwierdzenia tego, że je posiadamy-ten statek i ta żegluga, jak miś ze znanej komedii, są wyłącznie świadectwem naszych możliwości i …próżności która była wyłącznym motywem tej idei. Dodając do tego energochłonność całego projektu, i nasze zachowanie, gdzie ignorując istnienie nieznanej nam wcześniej wyspy, zakłamujemy rzeczywistość i świadomie pozostajemy w kłamstwie, jest to obraz końca-cywilizacji która się wyczerpała. Jej idee stały się hamulcem dla rozwoju, której osiągnięcia są już jedynie oznakami próżności (najwyższy, najdłuższe, itp) i nie mają wiele wspólnego z użytecznością, marnujemy na nie za to niepotrzebnie energię, tak jak na pasma ekranów dzwiękochłonnych w szczerych polach.

Trwa swoisty wyścig, kto w bardziej głupi sposób zmarnotrawi energię (pieniądz i emocje to nośniki energi na poziomie społeczeństwa), wymyślane są tak niedorzeczne koncepty, jak „handel” CO2 i tym podobne „udziwnienia”. Abyśmy nie mieli czasu protestować, „postęp” oferuje nam całą gamę zachowań odwracających uwagę, w tym spektakle i marsze obrazoburcze które nie tyle uderzają w tradycję, co w zdrowy rozsądek-i taki też jest ich cel. To nie jest tania demagogia, ale cywilizacja która z jednej strony pozwala na marnotrastwo takiej energi, a z drugiej strony stwarza warunki, w których ludzie umierają z głodu, pozwala na mordy rytualne (z powodów rasowych, religijnych lub innych tego typu), i panujące bezprawie,którego ofiarą padają ludzie tacy jak my-prości obywatele, to cywilizacja tak naprawdę opierająca się na krzywdzie ludzkiej, i choćby powtarzano nam tysiąc razy dziennie, że jej podstawą jest nasz dobrobyt, nie wierzmy w to co mówią, wierzmy w to co robią. Niech fakty przemówią same za siebie.

To nie dzieje się „gdzieś tam” gdzie nas nie dotyczy, to wszystko ma miejsce na naszym świecie, który jest każdemu z nas przynależny, i na którym wszystkie podziały i granice jakie znamy są sztuczne i wykreowane przez nas metodą opisową. Aby sobie to uświadomić, wystarczy wyobrazić sobie że nasze osiedle (wieś) przedzieliła granica. Po naszej stronie wszyscy mają zapewnione darmowe mercedesy co roku, a po drugiej stronie ludzie umierają z głodu, padają ofiarą bezprawia, itp. Ani my, ani oni nie mają wpływu na to co się dzieje, ani na fakt istnienia granicy. Czy choć przez chwilę powinniśmy uważać ten porządek za „naturalny”? Wiele z tych podziałów nadal jest wykorzystywana przez tych, którym jest to na rękę, wielu z nas ulega iluzji, że takie podziały zapewniają nam spokój i poczucie bezpieczeństwa. Dla niektórych z nas takie podziały są „naturalne”, bo za naturalna uznają to co znają i co towarzyszy im „od zawsze”, a nie to co jest realne i prawdziwe. Wszystko to bullshit, opierająca się na fałszywych przesłankach teoria, którą wtłacza nam się dzień i noc, od narodzin do śmierci, by trzymać nas w ryzach niedoskonałego i pełnego sprzeczności systemu wykorzystywania nas.

Jednym z podstawowych lęków jaki jest wykorzystywany, to lęk przed…innymi ludźmi, przed narzucaniem nam obcej woli. System podsyca ten strach, prowokując nas do…zajmowania zgodnie ze swoim światopoglądem jakiegoś stanowiska, i przedstawia to w ten sposób, jakbyśmy próbowali narzucić innym swoją wolę lub też tak czyni, utrwalając podziały i nasz wzajemny strach przed sobą-potrzebujemy wtedy systemu, który nas „obroni” i będzie „walczył” ze złymi przepisami. Tak przewrotnie działa demokracja, która działa jak straż pożarna na Antarktydzie, większość swojej energi poświęcając na wyszukiwanie czegoś palnego, podpalanie tego i uroczyste gaszenie, by wykazać potrzebę swojego istnienia.

Nikt nie kwestionuje potrzeby istnienia państwa, jednak jego rola powinna zostać ograniczona do tego, w czym jest nam niezbędne, a nie tworzenia kolejnych wyimaginowanych problemów i walka z nimi-bo wtedy przenosimy się w świat nierealny, w którym tracimy nasze realne zasoby.

Chociaż moje rozważania sprawiają wrażenie ogólnoświatowych, u ich podłoża leży moja troska o ojczyznę, a dokładniej o nas obywateli, żyjących w tym nieludzkim, zakłamanym systemie. Mimo że nie widać u nas umierających dzieci oblepionych stadem much, ani nie dochodzi co rusz do jakiś pogromów i rzezi, nie oznacza to wcale że jest u nas lepiej. Bezprawie, niepotrzebne podziały, brak perspektyw i zabezpieczenia podstawowych potrzeb, zbierają u nas żniwo tak pod względem osobowym jak i energetycznym. Odejście rządzących od rządzonych (okupacja) nie jest typowo polską specyfiką, to wynika z systemu jaki jest również i u nas stosowany, który rozdziela władzę (oni) od odpowiedzialności (my). W rzeczy samej prezydent PODEJMUJE się odpowiedzialniści za kraj, a nie jest kim komu trzeba kupić limuzynę traktować jak półboga, poseł powinien PODEJMOWAć się reprezentowania obywatela, a nie uważać się za wybranego do decydowania w jego imieniu, policjant powinien poczuwać się do ODPOWIEDZIALNOśCI za przestrzeganie prawa, a nie czuć się jak pan-władza, i uważać że może więcej z racji pełnionej funkcji. To poczucie odpowiedzialności zna każdy, komu przyszło prowadzić własną działalność, lub w inny sposób musiał się zmierzyć z czymś, co w swoim zakresie przekraczało jego pojedyńcze możliwości.

Jeśli chcemy coś zmienić, nie tylko tuszować, to musimy nie tylko patrzeć na objawy, ale zacząć od przyczyn, które są naszym prawdziwym probleme. Prawda jest uniwersalną wartością, jej poszanowanie, to podstawa jakiejkolwiek prawdziwej i realnej działalności. Uznanie prawdy za podstawę, to odrzucenie kłamstwa jako sprzecznego z naszym światem, bo tylko prawda istnieje, kłamstwo jest abstrakcją (nasza wiara je urealnia, ale nie sprawia by stała się prawdą, to po prostu niemożliwe). Biorąc prawdę za realność i odrzucając kłamstwo jako nierealny twór, odrzucić musimy wszystko co na kłamstwie się opiera jako nierealne…To że na świecie wszyscy patrzą i nie widzą (lub my po prostu nie słyszymy ich głosu), nie znaczy że nie czas powiedzieć na głos, że „król jest nagi!”.

Ktoś musi być pierwszy, i nie o pierwszeństwo nam chodzić powinno, bo to jest próżne samo w sobie i niczego nie wnosi, a o prawdę. Prawdę która powinna być kamieniem węgielnym naszego systemu-systemu opartego na służbie człowiekowi, a nie na zniewoleniu. System którego jesteśmy częścią jest nie tylko niewydolny, ale i przeszedł już do historii. Tego systemu, w którym się wychowywaliśmy i po którym nas uczono już nie ma, nikt nam o tym nie mówi, tak jak nikt by nam nie powiedział o zbliżającej się asteroidzie-powód jest ten sam.

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, niech spojrzy z boku na to czego sam jest świadkiem. Milion (czy dwa, bez różnicy) nieuzbrojonych ludzi jest nam przedstawiane jako „wielki problem”. To nie jest nawet równoważnik 200 tysięcy uzbrojonych żołnierzy, bez czołgów, rakiet i lotnictwa. Nasze armie, policje, państwa są bezradne, lub na takie wyglądają. Jesteśmy nieustannie bombardowani wiadomościami o zagrożeniu płynącym z tej strony, i mu się często poddajemy. Narzucają nam kłamliwy obraz rzeczywistości, i my często mu ulegamy, przyjmując te kłamstwa za prawdę. Urealniamy coś, co jest nierzeczywiste. W obliczu możliwości naszych państw, jest tylko jedna opcja-wyolbrzymia się to zagrożenie i mu się nie przeciwdziała, bo celem jest zastraszenie obywateli, a państwo, wraz ze swoimi służbami, nie działa dla obywateli, ale przeciwko nim. Mamy tu dwa kłamstwa-jedno użytkowe, które jest ostatnio używane na potrzeby propagandy strachu, i drugie, które odnajdziemy w konstytucjach, deklaracjach i innych dokumentach opisowych, gdzie się kłamie, twierdząc że państwo ma służyć obywatelom. Tyle warte są wszystkie pisane prawa i konstytucje, na ile realne jest kłamstwo. Tylko wiara i nic ponad to.

W Polsce funkcjonuje system opieki społecznej, który nie pozwala na takie patologie, jakie mają miejsce na zachodzie. Uchodźca ma dach nad głową (w wieloosobowych salach), możliwość nauki języka i jedzenie na stołówce. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli ktoś ucieka przed wojną, czuje się tu jak w niebie, jeśli ktoś szuka zasiłku i darmowego mieszkania, do nas nie przyjeżdża, bo nie ma po co.

Nikt nie zmusza inne kraje do przyjmowania naszego wzorca, więc niech i inni nie zmuszają nas do przyjmoiwania ich patologicznego wzorca, tak opieki społecznej, jak i całego funkcjonowania państwa. System demokratyczny to utopia oparta na kłamliwych deklaracjach, i jest nie tylko niewydolny, ale i szkodliwy dla ludzi. Czas coś z tym zrobić.

Jeśli naprawdę pragniemy zmian, jeśli chcemy odrzucić kłamstwo i abstrakcje, i wrócić do prawdy i rzeczywistości, to droga jest jedna. Ta droga wiedzie przez umysł i życie każdego z nas.

Nie zmienimy tego świata, jeśli nie zmienimy naszego kraju, a nie zmienimy naszego kraju, jeśli nie zmienimy sami siebie. a nie zmienimy się jeśli nie przestaniemy pragnąć i powielać kłamstw, jeśli nie zaczniemy pragnąć powrotu do prawdy. Nie ma innej drogi.

Reklamy

Na osobności

Podział na „prawicę” i „lewicę” też jest sztuczny, i dokładniejsze przyjrzenie się ukazuje nam bezsens tego podziału, mimo że jest nam tak mocno wmówiony, i w nas ugruntowany, że aż realny. To nie jest problem, to bardziej podział na osoby uważające się za świadome i osoby mające świadomość że jeszcze nie wiedzą wszystkiego, jest podziałem podstawowym, z którym należy coś zrobić. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa (wolności i jej obrony) i zasada równości wszystkich ludzi względem siebie są jak najbardziej kompatybilna ze sobą i stanowi nasz naturalny pełny stan świadomości. Jeśli do tego dodamy masę fałszywych przesłanek i konceptów, jakimi ten sztuczny podział obrósł (wszelkiego rodzaju „wyrównywania”, lub zamykania się na określone grupy, kreowanie jakiś barier w imię „bezpieczeństwa”, lub w imię „wolności”, przymuszanie ludzi do czegoś-bo jest „dobre”, lub zabranianie czegoś, co nie jest sprzeczne z prawem naturalnym, itp).

W rzeczy samej, potrzebą każdego z nas jest poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, które gwarantuje nam przeżycie uczciwe tego życia. życie to nie zmiana w fabryce, więc poza bezpieczeństwem chcemy kochać i być kochanym, potrzebujemy innych i chcemy być potrzebni. Jak widać, coś, co można nazwać ideałem prawicy, to podstawa i proza naszego życia, to co nam się kojarzy z lewicą, to jego koloryt i sens. Próba oddzielenia tych dwóch rzeczy, narzucenia nam totalnie sztucznego podziału, to próba zrobienia z nas kalek, które nie będą w pełni korzystać ze swoich możliwości i pełni człowieczeństwa. Te wszystkie wymyślone podziały na potrzeby wymyślonych ideologii i wieczne szczucie jednych na drugich, byśmy zajęci niepotrzebną walką, nie interesowali się prawdą, i nie walczyli z tymi, którzy są naszymi prawdziwymi wrogami.

Kim są nasi wrogowie, osoby którym zależy na tym byśmy działali wbrew prawu naturalnemu (krzywdzili innych) i przez to sami byli krzywdzeni w majestacie przyjętych oficjalnie przepisów? Kto za tym stoi-to…nieistotne. W otaczającym nas oceanie informacji prawdziwych i fałszywych, ciężko jest nam wiele informacji zweryfikować, więc musimy często polegać na „wierze”-to nieracjonalne podejście, ani w kategori sądowej, ani wojskowej nie możemy sobie na to pozwolić, bo by kogoś skazać musimy znać prawdę (mieć pewność), a by zwiększyć szansę na zwycięstwo, musimy wiedzieć z kim walczymy. Jeśli nie możemy jasno tego określić, kto za tym ostatecznie stoi, to lepiej jest tego nie robić, by nie zostać oszukanym (zwiększa to możliwość porażki), ani nikogo nie posądzić fałszywie (usypia to nas w przeświadczeniu że znamy wroga i pozwala na atak z zaskoczenia, z innej strony).

Skoro nie możemy w 100% zidentyfikować wroga naturalnego porządku rzeczy, należy znaleźć osoby które mu służą, i są dla nas łatwiejsze do zidentyfikowania, poprzez działania możemy je bezbłędnie namierzyć. Powody dla jakich to robią są różne, jedni z powodów ambicjonalnych, inni czysto materialnych, często z powodu nieświadomości, że to co robią jest krzywdzące dla innych, a są i tacy którym wydaje się że walczą z tymi wrogami i robią „dobrze”, niestety w tej walce używają technik swoich wrogów, co nie tylko stawia ich w jednym rzędzie z nimi, ale i nie daje żadnej szansy na sukces-przypomina to trochę walkę z państwem, za pomocą pocisków, do których kody posiadają jedynie nasi przeciwnicy.

Ten pobieżny przegląd motywacji osób służacych naszym wrogom, daje nam nie tylko podstawę do traktowania ich działań jako wrogich, ale i przestrzega przed traktowaniem ich jako naszych wrogów, są to często osoby o podobnym jak my podejściu, nieświadome wrogiego charakteru swoich działań, tkwiące w większym lub mniejszym stopniu w kłamstwie i fałszu, w jakim nasi wrogowie i osoby im służące, utopiły cały nasz świat. Nie da się ukryć, że wszyscy w tym tkwimy, więc najlepszym początkiem dla każdego z nas, jest przyjrzenie się sobie samemu. Pomoże to nam nie tylko zrozumieć naszą naturę (wszyscy jesteśmy tacy sami, różnie tylko „obrastamy”),nie tylko unikniemy krzywdzących i niepotrzebnych błędów w ocenie innych, ale da nam solidne i prawdziwe podstawy do podjęcia działań.

Poznanie i zrozumienie własnej osoby, w pełnej krasie swojego prawdziwego człowieczeństwa stawia nas w sprzeczności z kłamstwem i wszystkimi jego pochodnymi, wzniecając w nas prawdziwy bunt, którego nikt nigdy nie ujarzmi żadnym działaniem materialnym, bo ten bunt ma istotę mentalną, a jak świat światem, to myśl ma wpływ na materię (rozwój), a nie materia na myśl (patologia).

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/sebastian-jarczak/tylko-naprzod

Prawdziwy znak

Najbardziej nam przyrodzony jest system (ustrój) oparty na prawie naturalnym (nie mylić z życiem zgodnym z naturą). To z nim jest sprzężony nasz „podręczny zestaw instrumentów”, czyli nasze poczucie sprawiedliwości, uczciwości, wstydu (gdy zrobimy coś złego-wyrządzimy komuś krzywdę) i wiele innych. W tym systemie czujemy się jak pączek w maśle. Zasada symetri (wzajemności), to jedna z podstawowych zasad racjonalności. Jest bezwzględnie uczciwa i sprawiedliwa. Wywodzi się z prawa naturalnego, podobnie jak wiela innych rzeczy, i tak chętnie ją przytaczamy, bo tęsknimy za normalnością, za ładem i porządkiem opartym na tym prawie.

Prawo naturalne to świadomość istnienia (własna oraz innych nam podobnych), zdolność działania (wpływu na własne ciało i otaczającą nas rzeczywistość) i rozumność (zdolność do rozumnego działania, przewidywania konsekwencji swoich działań). Bezpośrednio z tego wyprowadzamy zasadę że wszyscy jesteśmy równi względem siebie (nierówność to fałsz, abstrakcja) każdy z nas może robić co chce, ale nie może robić czegoś, czego sam by nie chciał -innymi słowy możemy robić wszystko, co tylko nie krzywdzi innych, bo sami nie chcemy by inni nas krzywdzili. Jak łatwo zauważyć, jeśli ktoś zrobi drugiemu krzywdę, to nie może narzekać na to co go spotkało (kara), bo spotkało go coś, co uważa za dopuszczalne.

Ten system jest tak spójny i logiczny, że wszystkie inne próby jego podrobienia (pod postacią różnych form ustrojowych) są aż żałosne… Wiadomo, że do czasów doskonałości długa droga (o ile w ogóle takie nastąpią), więc trzeba by ktoś stał na straży tego prawa, jeden z nich podejmuje się nadzoru nad tym prawem i dobiera sobie pomocników, którzy w jego imieniu służą całej społeczności. Aby ich służba była sprawniejsza i bardziej wydajna, tworzą oni strukturę, którą my nazywamy państwem. Zajmuje się ona nadzorem nad prawem i wszystkim, co przekracza możliwości człowieka lub grupy ludzi, (w tym zarząd nad majątkiem i przestrzenią publiczną).

Jest to model państwa okrojonego z wielu niepotrzebnych i sprzecznych z prawem naturalnym funkcji, a jednocześnie sprawnie wypełniającego swoje podstawowe cele. Ludzie w tym państwie nie są „jego” obywatelami, ale czują się realnie współwłaścicielami i współodpowiedzialni za nie, nie poprzez próbę wpływu na nię (jak to ma miejsce w demokracji) ale poprzez…obronę go przed jakimkolwiek wpływem. To nie utopia, chociaż taką się wydaje, ale właśnie utopią są wszelkie modele zakładające społeczeństwa bez niezależnej struktury nadzorującej przestrzeganie prawa (hippisi), lub pozwalające na wpływanie społeczeństwu na jego struktury i zakładające jego pozytywne konsekwencje-zawsze przeradza się to w tyranię, tyranię większości a dokładniej tyranię elit, które manipulują masami w celu uzyskania własnych celów. Obrona sprawnie i sprawiedliwie działającego państwa, które gwarantuje każdemu pełny zakres swobody i podejmuje niezwłocznie działanie, w razie jej naruszenia, to jest obowiązek, którego zaniechanie kończy się tragicznie dla obywateli, a najlepszy przykład tego mieliśmy pod postacią rozbiorów.

Okupacja, jaką od tamtej pory przyszło nam znosić powinna być dla nas motywacją, aby nigdy więcej….

Wielokrotność oszustw i manipulacji jakich doświadczyliśmy, powinna być dla nas nauczką, aby nigdy więcej…

Otwartą dłoń i zaciśnięte serce powinniśmy zamienić na zaciśniętą pięść i otwarte serce, bo to jest nasz prawdziwy znak.

Iluzja władzy

Za łajdaków uważam każdego wroga obywatela, czyli tego który działa (lub ma zamiar) wbrew jego interesom, na jego szkodę. Są to więc nie tylko osoby uzurpujące sobie „prawo” do władzy nad nim, ale i ich wspólnicy, jak i inni psychopaci, cierpiący radość lub korzyści z czyjejś krzywdy.

Co do demokracji-to jest kłamliwa iluzja i oszustwo. Wmawia nam się że jest to system sprawowania władzy, w rzeczywistości jest to system pozbawiania nas władzy i obarczania nas odpowiedzialnością za czyjeś błędy. Najlepszym przykładem będzie tu referendum, bo jest to rzekomo najbardziej demokrytyczny (bezpośredni) sposób podejmowania decyzji. Tak więc w głosowaniu mam zadecydować o tym w jakim wieku pójdzie do szkoły moje dziecko i dzieci innych ludzi, oraz czy mamy przechodzić na emeryture na starych zasadach czy na nowych. To jest iluzja podejmowania decyzji, bo nawet jeśli wyniki nie będą zmanipulowane, to tak naprawdę nikt z nas, tylko wola większości zadecydowała i niezależnie od tego jaka była moja wola, nie miała ona tu żadnego znaczenia.

Część osób będzie niezadowolona i będzie kierowała swoje niezadowolenie do…innych obywateli, którzy po prostu tak samo podejmowali wybór, mieli jedynie inne preferencje. Ale w zamian za tą iluzję sprawowania władzy straciliśmy realną-to nie my decydujemy o tym w jakim wieku nasze dziecko pójdzie do szkoły, ani który wariant emerytury wybierzemy. W normalnym systemie prawnym to my podejmowalibyśmy decyzje związaną z nami i nie mieli do nikogo pretensji, ani przez myśl by nam nie przeszło żeby kimś dyrygować i mu nakazywać coś robić, lub pozwalać by inni nam swoją wole narzucali-w tej iluzji, taką niewolę nazywamy „wolnością wyboru”-przewrotna nazwa na tyranię wszystkich nad wszystkimi.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/sebastian-jarczak/wladza-iluzji

Multi-Kulti & Company

Jeżeli damy się podzielić na Francuzów, Belgów, Szwedów, Niemców, Polaków, etc, to przegramy zanim cokolwiek się zacznie. Nie muszę chyba przypominać że naszym wrogiem nie są ci egzotyczni przybysze, ani ich religia (to tylko narzędzia), ale ci co nas rozbroili, związali i ściągają rzeźników-to oni odpowiadają za taką a nie inną sytuację na ulicach europejskich miast, i propagandę „malowania kredą”, lub opasek „antygwałtowych”-puszczają te newsy o różnych krajach, pokazując marginalne wydarzenia lub jakiś płatnych zdrajców (jak ta polityk o tym że gwałt od emigranta to nie gwałt), a my jeśli z tego będziemy czerpać wiedzę, a właściwie niewiedzę na temat tego co się dzieje w Europie i jakie panują tam nastroje.

Te dezinformacje mają nas jako europejczyków rozbić i sprawić byśmy byli cichymi kibicami w tej rozprawie z bezpieczeństwem i spokojem w Europie. Dając im wolną rękę, pozwalamy by po kolei etap po etapie, państwo po państwie, realizowali swój plan. Te nasze „dobrze im tak”, „zasłużyli na to”, „mają multi-kulti na własne życzenie” to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale jak najbardziej zgodne z tym co określamy demokracją-obwinianie ofiar o to co ich spotkało. Politycy dzięki tej iluzji obwiniają nas o…nietrafione wybory, przerzucając odpowiedzialność za swoje rządy na nas. Taką samą Europejczycy ponoszą odpowiedzialność za politykę multi-kulti, jaką my ponosimy odpowiedzialność za zrujnowanie i rozsprzedanie naszego majątku narodowego przez szarlatanów gospodarczych. Europejczycy tak samo mogą powstrzymać to zagrożenie, jak my możemy powstrzymać gigantyczny drenaż naszego kraju, co roku z Polski „wyciekają” dziesiątki miliardów zł, pod postacią wyłudzeń podatkowych, lewych kosztów i zwykłaj nieuczciwej konkurencji, bo jak polski przedsiębiorca ma konkurować z firmą, która nie musi płacić podatku, a na swoje inwestycje dostaje bezzwrotny kredyt. Mamy tego pełną świadomość, i taką samą świadomość mają mieszkańcy Europy zachodniej.

Media manipulują, ale nie da się wszystkiego zwalać na manipulację-my również musimy dać od siebie coś więcej poza bezmyślnym powtarzaniem tych manipulacji i radością z cudzego nieszczęścia. Nie musimy im wcale pomagać, ale jeśli chcemy cokolwiek z tym zrobić, musimy uznać że na świecie jest tylko jeden podział: my-czyli obywatele, i oni-łajdacy jakich mało.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/sebastian-jarczak/multi-kulti-company

Realna władzy iluzji

 

Myśle że mało kto w Polsce (i na świecie) zdaje sobie sprawę, że demokracja to nie system sprawowania władzy, a system utrzymujący ludzi w niewoli, i obarczający ich…odpowiedzialnością za tą niewolę. Nie muszę dodawać, że to przynosi zysk nadzorcom (realny i mentalny, tak jak kapo w obozie). I tu jest klucz do rozwiązana tego problemu (który generuje miliony innych problemów, dotykających nas na codzień)
Mam świadomość istnienia tego systemu, i widzę ludzi na codzień uwikłanych w nim, wierzących w rzeczy, które „nie istnieją”. Nie trafia do nich argumentacja, są jak zombii 🙂 Ja na ile mogę, na tyle się uniezależniam, bo klucz do wolności każdy nosi w sobie. Jednak są rzeczy, do których sam jesteś za niski, i bez szans.

Jak to się mówi „teoria teorią, a wprowadzić ją w życie, to dopiero sztuka”. Można mieć najlepsze pomysły na idealny ustrój, gotowe rozwiązania nie tylko na problemy nas borykające, ale i zabezpieczające nas na przyszłość (rozwiązania systemowe), i co z tego jeśli nie masz jak ich wdrożyć, a próba osiągnięcia takiego statusu, to prawdziwa „droga przez mękę” (obserwuję działalność G.Brauna, który ma poparcie/przychylność kk-a właściwie środowisk okołokościelnych, i i tak nie ma łatwo).

Najważniejszym celem powinno być obudzenie świadomości , a nie pozyskanie zwolenników, bo ci łatwo dadzą się zmanipulować-ludzie świadomi, nie tylko nie poddadzą się manipulacji (wyśmieją wszelkie obietnice, lub fałszywe zagrożenia), ale i posiadają w kwestiach podstawowych identyczne (bo przyrodzone) poglądy-i to jest zgodne z prawem naturalnym, bożym czy złotym (to są różne nazwy tego samego), który daje nam prostą i logiczną receptę na podstawę prawno-ustrojową. Wszelkiegio rodzaju -izmy, to tylko błędne ścieżki, które nam wpajano, w czysto instrumentalnych celach.

Weż teraz, bez zaplecza i środków (wiem że najważniejszym zapleczem jest chęć dokonania zmiany, a najważniejszym środkiem własna osoba 🙂 ), ale by tego dokonać (zacząć) musisz mieć nie tylko pewność, że to co robisz jest słuszne i realne, ale i chociaż cień nadzieji, że to się uda. Teoretycznie, każdy człowiek obudzony jest sukcesem samym w sobie, w praktyce zanim dojdziesz do końca ulicy, Ty i Twoi najbliżsi mogą zginąć w nalocie dywanowym „umacniającym wartości demokratyczne”, lub lub część z nich obłożona dodatkowym podatkiem, a inni obdarowani przywilejami, które spowrotem sprowadzą ich ścieżkę wzajemnej nienawiści i obszczekiwania się.

Pomijając już fakt, jak wiele osób po prostu nie interesuje się niczym, czym nie musi, i nagle, gdy w telewizji powiędzą że „coś jest nie tak” osoby takie gardłują za tym, by znowu wszystko było po staremu, bo czują się „nieswojo”. Brak naszego zainteresowania, lub jego przejawy, powinien być logicznie umocowany w naszej świadomości. Jeśli mnie coś nie interesuje, to do końca, jeśli jednak coś mnie interesuje, to powinienem pogłębiać swoją wiedzę na ten temat, a nie poprzestawać na jakimś pośrednim etapie samozadowolenia. Tak nie jest, więc często udzielają się jakieś osoby, nie tylko nie mające pojęcia o danym temacie, ale i nie zamierzające w żaden sposób zagłębiać się w jego meandry, po prostu mają takie zdanie i już. Nie potrafią go uzasadnić, bo to nie jest ich zdanie (tylko im podrzucone, przez usłużnych manipulatorów), ani w żaden sposób dyskutować na ten temat-mam ochotę strzelać do takich osób, bo to oni dają przyzwolenie na najbardziej nieludzkie reżimy (uderzające w niewinnych ludzi-bo tym się różni reżim od republiki), nie wnosząc nic pozytywnego do społeczeństwa, a przeszkadzając jedynie.

Włos z głowy nie powinien im spaść za wyznawane poglądy, ale nie mogą oni narzucać swoich innym, ani przeszkadać im w realizacji własnych-każdy ma swoją wyłączną strefe wolności i komfortu.Powtarzanie jakiś schematów/dogmatów (najczęściej fałszywych) nie oznacza że posiada się jakieś poglądy, bo te się wypracowuje samemu, analizując dane zagadnienie i dochodząc do bardziej lub mniej poprawnych wniosków ( w zależności od tego czy doszło się do ostatecznego rozwiązania, czy zatrzymałeś się gdzieś na pośrednim wyniku). Każdy, kto poćwiczy samodzielnie dochodzenie do wniosków, czeka go podwójna niespodzianka: raz- uniezależnia się od wpływu manipulacji, i dwa-odkryje, że te wnioski są zawsze obiektywne, niezależnie od poglądów.

To nieustanne trollowanie, bo tak można nazwać powtarzanie czyiś poglądów (zlepku haseł) i beznamiętne powtarzanie go jako „własnych” jest tak męczące, jak stosy niepotrzebnych wiadomości, którymi jesteśmy zasypywani każdego dnia. Ten mix ma nas ogłupić, skłócić i odciągnąć od ważnych spraw, skierować naszą percepcje na boczne tory, a myśli uwikłać w fałszywe „rozwiązania”. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mam świadomść, że tak samo mój post jest nie pierwszym i nie ostatnim postem dotykającym tej sprawy, bo wiele osób wcześniej, teraz, jak i później pewnie będzie pisać podobnie-sami też dorzucamy się do tego zamieszania informacyjnego. I co? I nic.

Czy to znaczy że nie ma już żadnej innej możliwości?, że raz na zawsze rozum i rozsądek przegrał w tej bitwie o wolność, z tzw „wolnością”? Jak widać kolejny raz, wszyscy mamy te same podstawowe potrzeby, jednak część z nas ulega manipulacji, i pragnąc czegoś werbalnie, robi coś, co daje dokładnie odwrotny rezultat. Może to jest ten punkt, od którego należało by zacząć, jasno określić to czego chcemy, a czego nie.

Chcemy być wolni, a nie niewolić innych. Chcemy by nikt nam nie zabierał, a nie zabierać innym. Chcemy być sprawiedliwie traktowani, a nie traktować innych sprawiedliwie. Chcemy być odpowiedzialni za swoje decyzje, a nie odpowiadać za innych. Chcemy oczyścić Polskę z wrogów, a nie z żydów, niemców, amerykanów, rosjan, masonów i pedałów, etc. Chcemy w końcu usłyszeć prawdę, a nie tylko prawdę głosić innym. Chcemy w końcu żyć normalnie, a nie tylko tłumaczyć, czym jest normalność.

Królów ci u nas dostatek

 

Chyba jedynym systemem (właściwie idealnym) jest system oparty na prawie naturalnym (nie rób drugiemu co tobie niemiłe). Mamy tam niezmienne prawo (zmieniające się jedynie w sensie opisowym, nie merytorycznym), największą indywidualnie wolność osobistą, (co za tym idzie mocno ograniczoną strukturę państwową, ale i nie zostawiającą całkowicie obywatela na pastwę losu). Zostawia on wszelkiego rodzaju odmiany totalitaryzmu, takie jak socjalizm, kapitalizm czy feudalizm, co nie oznacza że nie istnieją tam pewne elementy z tych ideologi. Monarchia wywodzi się z tego systemu bezpośrednio, chociaż jest to już zdegenerowana odmiana (z rodziną panującą i poddanymi).

Na podstawie prawa naturalnego żyli i organizowali się Słowianie, jak i nasza Rzeczypospolita w prostej lini się z niej wywodzi-jak wiemy z historii, nie tylko nasz kraj był dobrze „poukładany”-przez co i potężny, ale i jego obywatele (szlachta w tamtym okresie za takowych uchodziła, nie ze względów klasowych, ale świadomości, która chłopom była obca) wychowywani na wartościach fundamentalnych i prawdziwych, nie ulegali tak łatwo zepsuciu, jak ich sąsiedzi (wystarczy porównać tolerancje wobec obcych i religii, aby zauważyć prawdziwą przepaść kulturową).

W prawie naturalnym wszyscy są sobie równi (jak i wzglądem prawa) każdy może robić co,chce, nie może tylko krzywdy wyrządzać drugiemu-bo i sam nie chce by jemu wyrządzano. I wszystko byłoby piękne i miłe, gdyby nie to że zdażają się ludzie „niedoskonali”, co to drugiemu specjalnie, lub niechcący w szkodę wchodzili, więc trzeba było kogoś powołać, by na straży tego prawa stał, i tych co go łamią, wyłapywał, osądzał i karał i tak mamy osobę (nazwijmy ją królem), która ma OBOWIąZEK stać na straży prawa (w imieniu wszystkich). Oczywiście jedna osoba nie jest w stanie tego zrobić sama, więc dobiera sobie pomocników (służbę) którzy będą mu pomagać, jednak wszędzie działając jedynie „w jego imieniu” (tylko on ma obowiązek stania na straży prawa, a więc i przyzwolenie na działanie od innych obywateli) to że są tylko i wyłącznie jego pracownikami pozwala nie tylko na wykonywanie służby w jego imieniu, ale i jemu na wyciąganie konsekwencji, jeśli by któryś z nich nadużył jego imienia. Ponieważ służba musi się jakoś uregulować, by dobrze pełnić swą funkcje, tworzy ona swoją organizację, którą my znamy pod postacią Państwa.

Jak widzimy państwa nie tworzą obywatele (każdy z nich jest odrębnym…państwem 😉 ) Nie tworzy go jeden z obywateli, na którym ciąży obowiązek stania na straży prawa (nie jest mu do niczego potrzebne), państwo tworzą ci, którzy służą pomocą królowi w staniu na straży prawa (więc i na straży bezpieczeństwa obywateli), Służąc królowi, służą jednocześnie obywatelom, a że król to po prostu jeden z obywateli (obarczony obowiązkiem), to i każdego obywatela powinni traktować jak potencjalnego króla-chyba że ten prawo łamię, wtedy ukarać go tak, jakby złamał je względem króla.
To zapomniana (po części specjalnie przemilczana) koncepcja nadzoru nad prawem (funkcja do dzisiaj podstawowa dla każdego państwa i quasi-państwa, określająca bezwzględnie jego faktyczny zakres), w której mamy państwo bezwzględnie podporządkowane obywatelom, najsprawiedliwsze prawo, jasny system decyzyjno-konsekwencyjny (łatwo wyciągać konsekwencje wobec zaistniałych przypadków nieprawidłowego działania urzędników) i chyba największy zakres wolności osobistej. Wiem jak to brzmi z tym „królem”, ale to taki prezydent, tyle że nie wybierany(patrząc pod kątem wyborów, lepiej byłoby go wylosować, jak wybierać).

 

Każdy tego typu system państwowy kojarzy z poddanymi, a tutaj tego nie ma, tak w warstwie opisowej, jak i faktycznej (realnej). Do pozytywnych stron tego systemu należy również jego otwartość, co przejawia się w tym, że o ile zakazuje działań krzywdzących inną osobę, podobnie jak inne systemy, jednak w żaden sposób nie nakazuje jakiś działań (czym charakteryzują się totalitaryzmy, tak popularny w naszych kręgach cywilizacyjnych homo sovietus), pozostawiając nam drogę do własnego rozwoju, samodyscypliny i podnoszenia wartości cywilizacyjnej.

Rak nasz powszedni

post powstał jako odpowiedź w dyskusji, jego uniwersalne przesłanie zdecydowało, że postanowiłem go upublicznić, po niewielkiej korekcie-aby wyjaśnić okoliczności jego powstania, zacytuję fragment dyskusji, który bezpośrednio go poprzedzał

(…)

-dziś czyałem że najstarsze samochody kupują rodziny które teraz dostały 500 zł z wyrównaniem od kwietnia i teraz 500 zł miesięcznie będzie szło na paliwo aby wozić dupę przysłowiowej mamusi lub tatusia… i tak została spożytkowana kasa na dzieci… ” super inwestycja w przyszłość „
-I co to ma do rzeczy? Chcesz drugiemu mówić, co ma robić ze swoimi pieniędzmi-to totalitaryzm, a ból z tego powodu jak ktoś je wydaje-to bolszewizm
-ze swoimi? człowieku 500 zł + to darowizna każdego z obywateli na dzieciaki a nie na kurwa mać samochód… chcesz samochód to sobie na niego zarób a nie oczekuj aby inni Ci na niego dawali… TO KASA NA DZIECIAKI A NIE NA ZACHCIANKI ICH RODZICÓW… jak by zarobili tą kase to mi przysłowieowy ch… do tego … ale to kasa darowana między innymi przeze mnie, między innymi ja musiałem odjąć sobie i swojej rodzinie od ust jedzenie i dać im kase na 500+ i nie życzę sobie kupowania za to telewizorów, samochodów, biżuterii czy alkoholu… bo żadna z tych rzeczy nie służy dzieciom w ich rozwoju i nie jest niezbędna do życia…
 -Nie Ty ani nie ja im daliśmy, tylko pozwalamy na to by ktoś im dawał w naszym imieniu. On też nie robi tego tylko w celu zwiększenia swoich szans na reelekcje, ale i po to by nas ze sobą skłócić (rządź i dziel), to podobnie jak inne przywileje i ulgi-rząd/(system) nie kocha górników ani innych, on to utrzymuje, abyśmy się gryźli między sobą i przychodzili do nich po rozstrzygnięcia. piszesz że czytałeś o tym?-chyba masz świadomość do czego służą massmedia (nie do informowania i przedstawiania tak jak jest, tylko do manipulowania)
– więc może zaczniesz ostro traktować zwoleników pis za zachowanie się ich mateczki partii i nazywać skurwysyństwo po imieniu ;]?

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

 

W Polsce nie ma niezależnych mediów (ostatnie jakie miały szansę się przebić, to była Interia za czasów Kluski, ktoś ciekawy może sobie sprawdzić kiedy został zmuszony do jej sprzedaży) i nie będzie…dopóki nie odzyskamy suwerenności i nasze służby nie będą strzegły nas przed wpływami obcych grup interesu. W związku z tym trzeba działać w takich a nie innych warunkach, i do nich przystosowywać taktykę, a nie próbować dostosowywać otoczenie do taktyki (bo tylko taką znamy,. lub ta kiedyś w innych okolicznościach zdała egzamin, więc teraz wystarczy zmienić okoliczności-to droga donikąd, bez szans na powodzenie). Abyśmy cokolwiek byli w stanie zrobić (lub chociaż zapoczątkować) musimy przestać toczyć ze sobą obce wojny, wojny które w żaden sposób nas nie dotyczą, a są jedynie projekcją podziałów na górze (prawdopodobnie rzekomych), które za pomocą massmediów przenosi się na nasz poziom. Ma to na celu zajęcie naszej uwagi i podzielenie nas na wzajemnie zwalczające się grupy.

Te grupy są pozorne, bo tych lini podziału jest tyle,aby żadna grupa nie była stała, ci którzy zgadzają się w kwestiach politycznych, będą się różnić w kwestiach światopoglądowych ,lub podejściu do innych spraw-każdy koniec końców ma się czuć skłócony w jakiejś kwesti z innymi, do tego dochodzą fałszywe stereotypy i obraźliwe określenia, mające w zamyśle poniżać innych  („młodzi wykształceni”, „słoiki”, „mohery” „kibole” „lemingi” „emigranci” „wolnorynkowcy” „kodowcy”, „pisiory”,”prawaki” „lewaki” „frankowcy” itp). Każdy ma być wyalienowany i mieć w głowie opisane szufladki, do których na podstawie jednej, dwóch wypowiedzi, ma sklasyfikować i wrzucać nowopoznaną osobę. Taka pozorna samotność ma wywoływać w nas lęk przed innymi (w końcu z prawie każdym się w czymś rożnimy-obawiamy się, że nam narzucą jakieś rozwiązania sprzeczne z naszym poglądem) ratunku upatrując w…państwie (systemie).

NIe wszystkie rozwiązania państwowe nam się oczywiście podobają, ale tą część która nam nie odpowiada relatywizujemy, uznając że ważniejsze jest by państwo nas broniło przed jeszcze większym (rzekomo nam zagrażającym) uciskiem ze strony innych ludzi niż walcząc z tym co nas realnie (ze strony państwa) zniewala. Biorąc udział w tym chocholim tańcu, stoimy na przegranej pozycji, bo państwo (system) nie ma, nie miało i nigdy nie będzie miało na celu naszego dobra (to są tylko nasze pobożne lub nie życzenia), jeśli jego działania będą skierowane przeciwko nam-obywatelom. To jak się to państwo nazywa (republika, demokracja ludowa bądź nie, królestwo, czy nawet królestwo boże) czy co deklarują jego przywódcy i zapisy konstytucji, to tylko fasada, na którą nie warto zwracać uwagi-liczą się fakty, bo tylko one jako wymierne i obiektywne, mogą nam powiedzieć jakie to państwo (system) tak naprawdę realizuje cele.

System państwowy, który z założenia jest systemem obejmującym nas wszystkich w równym stopniu, powinien traktować nas neutralnie i jednakowo, jako swoich gospodarzy (bo to my go utrzymujemy, w celu by nam służył), jeśli jednak nie traktuje nas jednakowo, a wprowadza pomiędzy nas podziały-jest to system zwyrodniały, gdzie jesteśmy poddanymi, a on zajmuje nadrzędną pozycję. Nasze podzielenie buduje jego siłę, a nasz irracjonalny strach przed drugim człowiekiem daje mu zielone światło na coraz większą ingerencje w nasze życie. Większość zwolenników wolnego rynku i „państwa minimum” uważa,  że należy ostro traktować zwolenników PIS za to co robi „ich” partia-to jest działanie, które takie artykuły mają wywołać, i mimo że wydaje nam się że działamy „dobrze” i w zgodzie z naszą ideologią, w rzeczywistości robimy „dobrze” systemowi, który odpowiada za powstanie całego tego problemu. Z podobnymi przypadkami mamy do czynienia, w artykułach o dofinansowywaniu Kościoła przez państwo, zdecydowana większość osób kieruje pretensje do…tego co dostaje, zamiast do organów państwa, które to tak nonszalancko szastają naszymi pieniędzmi na prawo i lewo  (masa dziwnych fundacji itp.)

Zwolennicy jednej czy drugiej parti nie są odpowiedzialni za to co wyczynia „ich” partia-tak ma działać demokracja, aby przerzucać część odpowiedzialności na obywateli (zarówno tych co na nich głosowali, jak i na niegłosujących) i dawać im nadzieje na zmianę „już za tylko 4 lata” takie krótkoterminowe oczekiwanie pacyfikuje buntownicze nastroje, a w międzyczasie są przygotowywane programy i partie, które mają zagospodarować nastroje społeczne, tak aby mimo „zmian”, znów nie zmieniło się nic. Przenoszenie tych różnic i „wojen” na nasz, obywatelski poziom nic nie zmienia, a jedynie utrudnia nam porozumiewanie się, na czym korzysta nasz prześladowca. Jeśli nie odpowiadają nam jakieś rozwiązania, kierujmy swoje pretensje w strone tych, którzy je wprowadzili-wtedy świadomie będziemy wymagać odpowiedzialności od faktycznych sprawców. Jeśli chcemy poszerzyć krąg ludzi świadomych i osłabić w ten sposób zniewalający nas system-musimy wykazywać innym miejsca, gdzie są przez system krzywdzeni, a nie wrzeszczeć o odbieraniu im nienależnych przywilejów (jak to robi jeden z uporem maniaka), przyjdzie czas że sami zrozumieją jak puste są to korzyści. Próba rzucania się na coś, co uważają za swoje, powoduje odruch obronny i zamknięcie na jakąkolwiek argumentację. Tą drogą nie osiągniemy nic, a jedynie narobimy sobie wrogów, którzy nie będą słuchali, co mamy do powiedzenia, tylko pamiętali nas jako tych co „chcą im coś odebrać”.

Dając się złapać na takie zagrywki, pozwalamy na manipulowanie sobą, i działanie wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nie osiągamy żadnych korzyści, a jedynie tracimy czas i energie na jałowe sprzeczki. W ostatecznym rozrachunku nie tych nam jednak może braknąć,  a poczucia wspólnoty i współodpowiedzialności za nasze losy i los naszej wspólnej Rzeczypospolitej. Nie możemy się dzielić na „lepszych” i „gorszych” bo to zmyślony i obcy naszej kulturze podział, ani też ulegać sztucznie rozdmuchiwanym różnicom pomiędzy nami bo one nie dzielą a łączą nas w świadomości, że  tylko razem możemy osiągnąć sukces.

 

Kompleks wroga

Jeśli za „sukces” polskiej dyplomacji uznaje się, że on się odbył, i odbył się w Warszawie, to ja już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, a w szczególności o tej naszej „dyplomacji”.  Szczyt się odbył, bo było na niego zapotrzebowanie, i gdyby nie to, to by go nie było (i nic tu nam do tego). Nie rozumiem w jaki sposób miałby go ktoś zablokować, a już tym bardziej jakaś partia polityczna lub grupa interesu. Wątpie by nawet demokraci, czy republikanie (będąc w opozycji) byliby w stanie zablokować go, więc co niby miało zrobić PO czy N – niczym Rejtan zatarasować drogę przywódcom państw? To gdzie się odbył, ma drugorzędne znaczenie (tak naprawdę nie ma żadnego), ważne są postanowienia. Osoby które się cieszą z tego że jakieś wydarzenie ma miejsce w Polsce, dla których tylko to się liczy a nie konsekwencje jakie z tego wynikną dla nas (naszego kraju), są jak tani lanserzy i pozoranci wciskający nam tandetne garnki za gruby hajs. Dla tych ludzi, gdyby wulkan Yellowstone wybuchł u nas, niszcząc pół kraju, to też by było dobrze, bo to u nas, Polska jest na ustach całego świata, i należy być z tego dumnym. Podobny przypadek mieliśmy (mamy) z „naszym” papieżem. Dla wielu z nas Jan Paweł ll był wielkim papieżem, bo…był Polakiem, i tak często nie mając pojęcia o jego naukach, nie przestrzegając jego zaleceń, zawartych w encyklikach (nie rozumiejąc ich,ale i nie podejmując nawet próby ich zrozumienia), tak w kosmopolicznej instytucji, część z jej gorliwych członków, uznaje swojego przywódce za „wielkiego”, uzasadniając to przesłanką, będącą jawnie sprzeczną z jej główną ideą.

Z dalszej części tekstu dowiadujemy się że do tej pory wojska sojuszu nie mogły przebywać na terytorium Polski, tak jakby… polska armia nie była wojskiem natowskim (!). Ktoś mało zorientowany w temacie, może uwierzyć w te brednie, jeśli jednak weźmiemy pod uwagę „mieszane” jednostki, takie jak korpus polsko-niemiecko-duński, czy polsko-ukraińskie batalion, i inne jednostki, zawiązywane  w ramach wspólnych ćwiczeń, stanów gotowości, czy realizacji celów im wyznaczonych. Amerykańscy żołnierze już od czasów prezydentury L.Wałęsy są obecni w Polsce na manewrach i ćwiczeniach, więc nie ma tu żadnego „sukcesu”, nie wspominając już o czymś nowym. Nowym niewątpliwie faktem będą, jeśli do nich dojdzie, bazy obcych wojsk na naszym terytorium. Może dla niektórych nie tak nowym, 22 lata temu jedne obce wojska opuściły nasz kraj (nie bez problemów się ich pozbyliśmy), teraz nasi polskojęzyczni okupanci i ich klakierzy zapraszają kolejnych obcych żołnierzy, rzekomo w imię naszego bezpieczeństwa (sic). Historia niejednokrotnie już nam udowodniła, że na obcych wojskach i układach (w których jesteśmy słabszą stroną) nie możemy polegać, więc cały wysiłek rządu (naszego nie przejdzie mi przez klawiaturę) powinien skoncentrować się na zwiększaniu zdolności obronnych naszej armii. Nie muszę dodawać, że jeśli na terenie naszego kraju będą się znajdować elementy amerykańskiej tarczy (osłaniającej Amerykę, nie nas,bo jesteśmy za blisko), to automatycznie będziemy na celowniku armi rosyjskiej, bez względu na nasze dwustronne stosunki (jeśli to nie jest ograniczenie naszej suwerenności-to co to jest?). Tak oto stajemy się poligonem nowej wojny, i o ile w czasach układu warszawskiego (27 lat temu), to amerykańskie głowice miały przeorać nasz kraj, to dzisiaj „dzięki” ich instalacją i naszym krótkowzrocznym (lub przekupnym) politykom zrobią to rosyjskie głowice.

Deklaracje polityczne jakie padły podczas szczytu, to kolejny festiwal obłudy i zakłamania, do jakiego powoli już się „przyzwyczailiśmy”, wartości, a właściwie ich brak w dyskursie politycznym państw tzw „demokracji” staje się powoli coraz bardziej widoczny i przerażający. Nie ma okropności, ani granicy bestialstwa, jakiego by nie uczyniono w imię opanowania kolejnych terytoriów i zniewolenia kolejnych grup ludzi, fałszywie określając to „stanowieniem demokracji” i „niesieniem wolności”. Ta maszyna propagandowa dawno już przegoniła swoje poprzednie mutacje (nazistowską i bolszewicką), i bombarduje nas nieustannie potokiem kłamstw i manipulacji, usprawiedliwianych „moralnością Kalego”. Tak oto przywódcy demokratycznego świata, wzywają Rosję do wycofania się z …Krymu , który to stał się częścią federacji, po oderwaniu się od Ukrainy (wynik demokratycznego referendum, w przeciwieństwie do takiego Texasu, którego po prostu zabrano Meksykowi). Kolejna dwulicowość, to wzywanie do wycofanie się z Donbasu, gdzie oficjalnie ich…nie ma. Jeśli jednak wspierają tamtejszych separytystów (na pewno), to są usprawiedliwieni ochroną swojej (pochodzenia rosyjskiego) ludności cywilnej przed ludobójstwem (przykład z Odessy). Gdyby w tym momencie doszło na Ukrainie do rzezi wołyńskiej, polska armia powinna stać z bronią u nogi, bo to „po drugiej stronie granicy”? Jakie zatem mają Amerykanie usprawiedliwienie dla swojej obecności w wielu miejscach na świecie, i niszczenia obcych krajów? Nie bronią oni w żadnym wypadku swoich obywateli, a jedynie poszerzają swoje strefy wpływu. Jedną z nich staje się Polska, dobitnie świadczy o tym fakt wypowiedzi amerykańskiego prezydenta na temat naszych wewnętrznych spraw i milczenie prezydenta/gubernatora Dudy. Obce garnizony, to będzie przypieczętowanie naszego końca, końca suwerenności i początku końca istnienia nas jako tako.

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/elig/szczyt-sukcesow-polskiej-dyplomacji-nato-w-warszawie#comment-1516202

Palpitacje podatkowe

http://www.fronda.pl/a/podatek-od-supermarketow-od-1-lipca-2016-roku,69834.html

Ta ekipa kolejny raz traci w moich oczach. Nie potrafią wprowadzić rzeczy które postulują, zwracając uwagę na pewne patologie, a później w trakcie realizacji zapowiedzi, tworzą jeszcze większy chaos, i mimo że to wygląda na zgodne z deklaracjami (powierzchownie), to w sensie roboczo-prawnym jest jakimś kolejnym dziwolągiem, łamiący wszelkie cywilizowane zasady. Problemy ze zrozumieniem tego, gdzie leży problem, i jakie przedsięwziąć środki zaradcze, tak aby nie wylać dziecka z kąpielą (nie łamać zasad ważniejszych ponad to co chronimy), urasta w tej ekipie (i nie tylko) do rangi…potężnego problemu. Po co nam jakieś podatki „bankowe”, czy „hipermarketowe” łamiące zasadę równości podmiotów względem siebie (tak pod względem branży, jak i wielkości) skoro problemem jest tu „prowadzenie działalności w Polsce i takie machinacje kosztami, by nie płacić na miejscu żadnego podatku, a wszystkie zyski transferować za granicę, w postaciach wydumanych transakcjach, pomiędzy zaprzyjaźnionym spółkami”, a nie „dopieprzenie bankom i hipermarketom”- ot i tutaj rozchodzi się  cała istota.

Jeśli spojrzymy na to obiektywnie, to ten problem nie dotyczy to tylko tych dwóch branż (tam jest może szczególnie widoczny), więc należy środkiem zapobiegawczym objąć cały możliwy sektor nadużyć-czyli wszystkich płatników CIT (aby znów nie zostawiać jakiś furtek i pola do interpretacji). To spełnia warunek równości wobec siebie, i oddala jakiekolwiek próby oskarżeń o celowe (w konkretną branżę lub przedsiębiorstwo, albo formę własności pod kątem pochodzenia właściciela) wprowadzanie państwowych regulacji, czy zobowiązań fiskalnych. Wszyscy to wszyscy i już-nie pasuje, to wypad z Polski, nikt nie ma przymusu prowadzenia tu swojej działalności, a wszędzie w krajach, które nie są kolonialne, stosuje się jakieś formy zabezpieczenia przed ucieczką podatków należnych, i na wszelkie próby lawirowania w tym względzie, źle się patrzy..

Kolejna sprawa, to jest to środek zapobiegawczy  przeciwko totalnemu omijaniu podatków od dochodu, a nie kolejny podatek, więc musimy go wprowadzić tak, by podmioty kombinujące go nie ominęły, a pozostałe…nie odczuły ( da się 🙂 ). Jeśli ta stawka ma wynosić 2% (w tej wersji może tyle być-za chwilę się wyjaśni dlaczego nie powinno to wpłynąć na poziom cen) od przychodu, to niech będzie, ale jednocześnie całą zapłaconą kwotę tego podatku, będzie można odliczyć od… należnego CIT’u. Podatek, który normalnie byłby zapłacony, będzie po części już pobrany w formie tych 2%, firma wyrówna jedynie różnicę, chyba że te 2%  będzie równe lub przekroczy należny CIT .  Wtedy firmy do tej pory płacące uczciwie CIT nie odczują żadnej różnicy, a dodatkowe pieniądze wpłyną tylko od tych, którzy do tej pory omijali naszego fiskusa, lub wykazywali śmiesznie niskie dochody.  Ponieważ podatek ten będzie naliczany niemal tak jak VAT (przed nim lub po, bez różnicy), nie ma potrzeby zatrudniania dodatkowego personelu (można go skontrolować przy okazji innych kontroli, to po prostu dodatkowa rubryka). To chyba najprostsze, najmniej skomplikowane, najbardziej spełniające swoje zadanie i najuczciwsze rozwiązanie, na które o dziwo nie wpadł do tej pory nikt z tych, którzy są od tego… 

Mamy tu przykład Biedronki, na którym widzimy, że odprowadzić (bo zapłacimy my) będą musieli ponad dwukrotnie więcej podatku w przyszłym roku, co pozwoli na bardziej uczciwą konkurencję z innymi sklepami, które nie mają takich możliwości „transferowania kosztów” jak ten moloch.

Mam nadzieje że mnie nikt źle nie zrozumię, nie jestem zwolennikiem tego podatku (i wielu innych), jest to po prostu mój przykład na to, że jeżeli mamy już mieć ten podatek, to niech on będzie w prostej formie, bez dodatkowych kosztów obsługi, bez furtek i potrzeby sprzecznych interpretacji (śmiało może cała ustawa zmieścić się na stronie A4, w kilku punktach), sprawiedliwy wobec podmiotów (równo je wszystkie traktujący), a nade wszystko mający to, czego czasem brakuje ichnim pomysłom wprowadzanym w życie-spełnia cele , które się od niego wymaga by spełnił, nie uderzając przy okazji w nikogo innego (przedsiębiorce lub konsumenta). A jaki będzie ten wprowadzony przez rząd?-Pożyjemy ,zobaczymy…