Głucha noc

Jeśli nie nastąpi przemiana świadomości u ludzi, wybudzenie z letargu, w jakim przebywa część naszego społeczeństwa, to żadne, nawet najlepsze reformy i rządy nie mają znaczenia, bo część ludzi nadal będzie miała poglądy, będące „kalką” czyiś, przez co nadal będą podatni na manipulację.Ci, którzy za tymi manipulacjami stoją i stać będą, robią to wyłącznie ze wzglądu na interes, jaki w tym mają-tak w wymiarze materialnym jak i duchowym (lubią czuć się ważni, podziwiani, rządzić, czuć się „lepszejsimi”).

Manipulować mogą tylko ludźmi nieświadomymi, obojętni podążają po prostu za resztą, dlatego tak ważne jest, byśmy otwarli oczy i zobaczyli ten świat, i wszystko co na nim jest, takimi, jakie one są naprawdę i przywrócili prawdziwe znaczenie wszystkiemu, co je straciło. Nasz wróg jest bardzo przebiegły, rozsiewa wkoło głównego nurtu wiele fałszywych ścieżek, którymi często podążają nawet ludzie wybudzeni, w fałszywym przekonaniu że walczą w dobrej sprawie. Od tysięcy lat doskonalą się oni w sprawowaniu kontroli nad masami, nic więc dziwnego, że pomimo tak wielu pozornych zmian, tak naprawdą nie zmienia się nic.

Tu gra nie powinna toczyć się stricte tylko o „władzę” (która tak naprawdę jest iluzoryczna) ale o zniszczenie jej poprzez wyzwolenie ludzi z pojęcia potrzeby jej istnienia i wmawiania bezradności wobec jej przejawów, które dotykają nas na codzień. Nie jesteśmy bezradni, ani bez szans w starciu z tym iluzorycznym systemem (mającym jak najbardziej realne środki przymusu i przemocy) który nas „gnębi i pragnie zamknąć w więzieniu NWO” niczym na fermie kurzej-ale musimy przestać być tymi kurami !!!

Ta konstrukcja, mimo pozornego zasięgu globalnego, państwowego, czy w innej mierze strukturalnego, tak naprawdę stoi na fundamencie osobistym, pod postacią Naszego Personalnego Więzienia. To tu jest front wojny o wyzwolenie nas samych, i tylko zwycięstwo w tej wojnie da nam nadzieje na zmianę na lepsze. Aby przygotować się do podjęcia jakiegokolwiek działania, musimy objąć świadomie rozumem swoją osobowość-swoje JA i wyodrębnić w nim wyraźnie zauważalną granicę pomiędzy dwoma fundamentalnie różnymi stanami naszej osobowości:

INTERIOREM-czyli naszą strefą wewnętrzną, w której myślimy, formułują sią nasze pragnienia, potrzeby,zamierzenia, gdzie zarządzamy własnym sobą, analizujemy informacje napływające do nas z otaczającego nas świata, i przechowujemy tu w pamięci zdarzenia przeszłe, obsługujemy naszą teraźniejszość, oraz posiadamy jakieś plany, zamierzenia na przyszłość-to wszystko to jest nasz mały intymny świat, nasz umysł, nasza jaźń.To tu tak naprawdę istniejemy i posiadamy swoją podmiotowość.

EKSTERIOREM-to cała nasza działalność osobista, którą prowadzimy w obrębie otaczającego nas świata. To nasze słowa, uczynki, zachowania i inne oddziaływania, powodujące reakcję otoczenia na wytworzony przez nas bodziec. To jedyna część naszej osobowości, obiektywnie widziana przez innych i niejako kreująca naszą osobę na zewnątrz. Automatycznie cały nasz eksterior staje się rownież częścią otaczającego nas świata, bo czy chcemy czy nie, to co wydobyliśmy z głębi siebie, stało się publiczne. To wyłącznie ta część naszej osoby podlega ocenie lub wpływowi innych, bo eksterior to nasze uczynki-możemy poprzez logiczną dedukcje domyślać się czyjegoś interioru (powodów, intencji jego zachowania), ale nigdy nie możemy tego uznać za pewnik.

Czym zatem jest nasze ciało? To granica pomiędzy tymi dwoma stanami naszej osobowości, po części jak interior (generalnie jest nasze na wyłączność, stanowi często o naszym udziale lub nie w czymś-nie może być prawdziwe stwierdzenie „jestem w kuchni”, gdy naszego ciała tam fizycznie nie ma”) ale i eksterior-należy do tych obiektywnie wymiernych w naszym materialnym świecie obiektów.

Nie jest trzecim stanem, a jedynie narzędziem do obustronnej komunikacji pomiędzy interiorem a eksteriorem, w obrębie naszej osobowości.To co postanowimy ( interior) realizujemy ( eksterior) za pośrednictwem naszego ciała.

Z faktu że nasze ciało potraktujemy jako narzędzie, nie należy oczywiście wyciągać błędnych wniosków, że nie należy mu się żadna uwaga (w końcu jako część naszego eksterioru reprezentuje nas) ani nie należy stawiać go na piedestale (podporządkowywanie naszego życia wyłącznie jego cielesnym przejawom, ma taki sam sens jak posiadanie samochodu i podporządkowanie większości swojej uwagi na pielęgnowaniu go i używanie go wyłącznie w celu podjechania do lakiernika, automyjni,stacji benzynowej, prymat posiadania nad wartością użyteczną).

Jeśli mamy świadomość samego siebie, potrafimy rozumować-bo każdy z nas to umie, to możemy sprawdzić się w realnym myślo-działaniu, na przykładzie prosto z życia, pochodzącym z otaczającej nas rzeczywistości.

Wielu z nas zapewne słyszało o rzekomym zagrożeniu ze strony rządu światowego, lub naszego państwa, w postaci „totalnej inwigilacji” (!), która to podobno z ich strony nam zagraża. Nie potrafię zrozumieć jakiegokolwiek innego powodu, strachu przed powszechną inwigilacją, lub dostępem do naszych danych, poza jednym-boimy się o dostęp do (części) naszych działałań, bo wiemy że robimy (zrobiliśmy) coś niewłaściwego, coś czego się wstydzimy.

To my, poprzez zamysł (interior) i działanie (eksterior), jesteśmy powodem tego strachu-to my upubliczniliśmy coś na tym świecie, lub chcielibyśmy mieć taką możliwość, co uważamy sami… za niewłaściwe. To u nas powstaje ten problem, który jest często przez nas błędnie utożsamiany z jakimiś obcymi próbami uwięzienia nas. Sami sobie, swoimi działaniami prosimy się o konsekwencje w postaci kary, szantażu bądź uczucia dyskomfortu, że ktoś się o tym dowie, prawda wyjdzie na jaw.

To co próbuje się nam przedstawić jako rozwiązanie tego problemu, to zakaz zbierania informacji o naszych działaniach, czyli w pewnym sensie jesteśmy traktowani jako…potencjalni przestępcy-bo tylko u takich można wykryć niewygodne dla nich działania, i tylko takim zależy na niejawności ich. Coś, co często jest opisywane jako „prawo do prywatności” jest tutaj błędnie rozumiane i z poziomu międzyobywatelskiego przenoszone na poziom obywatel-państwo.

Państwo to monopolistyczna struktura podporządkowana obywatelom (ich interesom), której głownym zadaniem jest nadzór nad porządkiem prawnym (ok10% z obecnych struktur) i inne obowiązki, których spełnienie jest bezwzględnie wymagane powszechnym interesem obywateli (również ok10%, pozostałe 80% obecnej działalności państwowej, możemy wykonywać poprzez działalność pozapaństwową).

Do nadzoru nad przestrzeganiem prawa (a dokładniej jego łamaniem-bo tylko te wydarzenia pobudzają służby bezpieczeństwa, w pozostałym okresie znajdują się one w stanie czuwania) oraz wyjaśnianiem wszystkich okoliczności jego złamania (w celu wydania jaknajbardziej prawidłowego werdyktu i kary) państwo potrzebuje informacji, a więc możliwości ich zbierania i wykorzystywania w miare potrzeby.

To w jaki sposób je wykorzystuje (przykład sprawy posła Wiplera, gdzie sąd mimo nagrania monitoringu, wydał z dupy wzięty wyrok) to już inna sprawa, i w żadnym wypadku nie mająca wpływu na to czy powinna mieć taką możliwość, czy nie. Możemy też zawsze spróbować znaleźć taką sytuację, w której państwo mogłoby użyć jakiejś informacji (z naszego eksterioru)przeciwko nam, nie odnajdując w tym własnej winy, a jedynie tą „przeklętą” inwigilację.

Nie będąc zwolennikiem żadnych półśrodków, fałszywych ideologii, czy bezmyślnie powtarzanych schematów, zachęcam do logicznej analizy i  zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, poprzez poznanie samego siebie i swojego wpływu na niego, a następnie świadome kształtownie go, według wlasnego uznania i w zgodzie z własnym sumieniem.

Reklamy

Rzeź faktów kłamliwych

http://telewizjarepublika.pl/ukraincy-chca-aby-rzez-wolynska-uznac-za-konflikt-polsko-ukrainski-ks-isakowicz-zaleski-to-jakby-likwidacje-getta-nazwac-konfliktem-niemiecko-zydowskim,34923.html#.V2sLH4h_Zq4.facebook

Nie wydaje mi sią aby do rozliczeń przeszłości Polska, albo jeszcze lepiej, prawda historyczna, potrzebowała jakiejś wspólnej komisji (kat-ofiara?) lub uzgodnień jej dotyczących-jakoś nie wyobrażam sobie uzgadniania prawdy, to raczej wersje kłamstwa się uzgadnia.

Jeśli jedna ze stron, w żywe oczy zaprzecza prawdzie, lub spiera się o nazwanie jej w taki czy inny sposób, to w jaki sposób mamy dojść do porozumienia (w związku z tym mitycznym rozliczeniem)? Mamy licytować się na ilość ofiar (my spuścimy z 200 tys na 100 tys, a wy się przyznacie do tego) czy może jakieś inne przetargi ( wy się zgodzicie na to że było to ludobójstwo, a my uznamy za zbrodnicze akcje odwetowe AK). Przecież to nie tylko nieudolna próba kreacji historii jakiej nigdy nie było (ordynarnie uzgodnione kłamstwo) i szwindel niczym pejsowate „holocaust company” ale i wchodzenie w to samo bagno fałszu i amoralności .

 

Część z tych co tam siedzą, tak jak wspomniana przeze mnie grupka podłych żydów, którzy z niemieckiej maszynki do przerabiania ich rodaków na mydło, zrobili maszynkę do przerabiania śmierci ich przodków na pieniądze i wpływy polityczne które obecnie wykorzystują-tu i teraz.

Tymczasem my mielibyśmy trafić do tego mało zaszczytnego grona fałszerzy histori tylko po to by tkwić w tym kłamliwym patosie, z założonym na głowie biało-czerwonym cylindrem, z napisem BóG; HONOR;OJCZYZNA- po co to nam? Dla zasady?, bo wobec sprzeciwu bliskich katów i rzeźników, nie możemy popularyzować PRAWDY HISTORYCZNEJ o tym co spotkało naszych bliskich?

Przecież to jakiś wydumany problem, którego tak naprawdę nie ma (sami go sobie wmówiliśmy że on istnieje, że strona ukraińska, lub jakakolwiek inna musi zatwierdzić historie, bo inaczej ona bądzie „nieważna”).

 

To jest tylko i wyłącznie ich problem że chcą w tym kłamstwie siedzieć, my mamy mieć opracowaną wersje prawdziwą , która jest niepodważalna, bez względu na to jak my w niej wyglądamy (biorąc pod uwagę, co nasi sąsiedzi robili z Polakami przez ostatnie kilkaset lat, prawda nie dla nas jest kłopotliwa) i taką popularyzować, nauczać i używać jej w momencie gdy ktoś będzie próbował używać jakiś pseudohistorycznych argumentów wobec nas.

Gotowe wyliczenia, na wzór tych sporządzonych przez warszawski ratusz dotyczących wojennych zniszczeń, powinny leżeć w szufladach i być używane wobec wrogiej i zakłamanej propagandy.

Niech nas nie interesują żadne komisje d/s zakłamywania historii, bo tego co było już nie odmienią, a to też nie nasza działka i wstydem oraz totalnym marnotrastwem energi byłoby branie w tej hucupie udziału.

Podnieśmy głowę i pamiętajmy, że tracąc czas na uwikłania przeszłości, zaniedbujemy teraźniejszość, w której budujemy naszą przyszłość.

…a może o to im chodzi? 

Bez Rosji ani rusz…

Chińczycy pod wrażeniem dawnej Polski. Prezydent mówi o największym potencjale wzrostu

Artykuł bardzo sympatyczny w swej treści, ale nie robiący na mnie większego wrażenia. Dlaczego? Ano dlatego jest to, logicznie rzecz ujmując, artykuł identyczny z artykułami publikowanymi w zagranicznej prasie, a w przeciwieństwie do tego, szkalującymi nasz kraj i rząd, wręcz pouczające nas, co mamy, robić.Te artykuły łączy jedna wspólna cecha, są one nieobiektywne, pisane „na zamówienie”, pod konkretne cele polityczne, jakie się chce osiągnąć w danym kraju (w tym przypadku w Polsce). Nie możemy biegać „od ściany do ściany” i wściekać się na artykuły negatywnie opisujące nas, a jednocześnie chodzić z dumnie podniesioną głową, gdy ktoś nas na łamach jakiejś gazety pochwali- taką postawą pozwalamy sobą manipulować. Najlepiej jest nie zwracać na nic uwagi i robić swoje. oczywiście mając pełną świadomość że to, co się robi, jest jak najbardziej zgodne z naszym interesem.
Mając takie a nie inne położenie, i prowadząc zbalansowaną politykę równowagi z Chinami, USA; Rosją i Niemcami-UE, wsparci mocnymi więzami polityczno-gospodarczymi z krajami nam partnerskimi (mającymi podobny potencjał, dla których my jesteśmy tak samo ważni jak oni dla nas) możemy wyjść na prawdziwą niezależność i doprowadzić do sytuacji, w której żadnemu z mocarstw nie będzie się opłacało uderzać na nas, bo niszczyło by to interesy innych mocarstw, więc powodowało by ich natychmiastową reakcję na próbę zmiany „status quo” w naszym rejonie.Aby jednak do tego doszło, musimy być faktycznym liderem regionu, a tego nie da się osiągnąć bez reformy wewnętrznej państwa i przeorientowaniem się na państwo podporządkowane interesom swoich obywateli i stojące na straży ich praw. To żywa ideologia naszego sarmatyzmu i rzeczypospolitej, która świeciła takie triumfy, aż Niemcy musieli nas otoczyć z trzech stron, by ostatecznie pokonać, i ze strachu przed rewanżem, robili wszystko, co w ich mocy, byśma się nigdy nie odrodzili. Czy tym razem damy radę pokonać wewnętrzne podziały i uprzedzenia, w imię własnej wolności i przyszłości wolnej od służby u obcych?
Co do tych osób, mających tak na uwadzę „kwestie poszanowania praw człowieka w Chinach” nie można im odmawiać racji, czy też poświęcać ten temat w imię naszych dobrych stosunków (każdy kto idzie tą drogą postępuje z gruntu moralnego źle, przedkładając zyski materialne ponad cierpienie ludzkie), należy akcent położyć na tym że Chiny tak naprawdę, w kwesti poszanowania praw człowieka NIE RóżNIą sie od innych (większości) krajów, a już w szczególności mocarstw. Prowadzenie polemiki na płaszczyźnie interesy-kontra-prawa ludzkie, to z zasady nierozstrzygalna dysputa (chociaż w ujęciu moralnym jest tylko jedno rozwiązanie, prawo naturalne wyraźnie ustanawia prymat życia/człowieka ponad materią/dobrami nabytymi–to obecnie modne pseudowartości zmieniają ten naturalny układ, starając się wcisnąć człowieka jako coś niższego od otaczającej go materii/świata), ale sprowadzenie tej dyskusji do wymiany argumentów i udowodnienie że w innych krajach również mamy do czynienia z podobnymi przypadkami, zmienia naszą sytuację diametralnie i prowadzi do konkluzji, że albo powinniśmy zrezygnować z kontaktów handlowych z innymi krajami-niemożliwe do przyjęcia nie tylko dlatego, że nie jesteśmy samowystarczalni ale z bardziej przyziemnych powodów=> nasz kraj (aparat państwowy) również łamie prawa człowieka (vide kradzież traktora przez komornika). Druga konkluzja jaka się nasuwa, to uznanie że interesy interesami, a kwestie praw człowieka należy załatwiać pobocznie, odrębnymi kanałami, i przez samych zainteresowanych-a więc ludzi, ew stowarzyszenia ich (pozarządowe). Dlaczego nie państwo (instytucje państwowe)? Bo nasze państwo jest przez nas powołane do nadzoru nad przestrzeganiem praw człowieka w Polsce (nadzoru nad ustrojem prawnym), tak samo jak Chinczycy mają swoje państwo, które spełnia tam tą samą rolę (nawiasem mówiąc, jest to rola wiodąca, wyłączna i państwotwórcza), my nie chcemy by ktoś nam się wtrącał w nasze sprawy (naruszał naszą suwerenność) więc nie robimy tego także innym, zabezpieczając się przed moralnym przyzwoleniem na robienie czegoś takiego nam.
Podchodźmy do tej szansy na współpracę na spokojnie, równolegle do prowadzonych rozmów z naszymi partnerami (poza Chinami, również Rosja i Białoruś), twórzmy również klimat partnerski z naszymi zainteresowanymi sąsiadami, aby nie tylko każdy coś na tym skorzystał, ale i aby nasze wspólne zyski przekroczyły wymiar finansowo-gospodarczy i tworzyły zręby współpracy międzynarodowej na wiekszą skalę, maksymalizując korzyści dla obywateli państw w to zaangażowanych.

Po(d)stępowa mowa nienawiści

Zauważyliście do CZEGO te panie dążą? Widać rozpoczął się kolejny etap „podpalania Europy”, te propagandzistki sprytną manipulacją podburzają europejczyków do wzięcia sprawy we własne ręce. Celuje w tym zwłaszcza ta blond suka (to że jest kobietą, w niczym jej nie usprawiedliwia-to podżegaczka wojenna), te jej słowa o ofiarach „obcej agresji” (jakby ofierze robiło różnice, czy zgwałcił ją swój czy obcy), i ani słowa o odpowiedzialności policji, wymiaru sprawiedliwości, czy w ogóle państwa, za bezpieczeństwo (na co idą podatki w europie?), tak jakby na terytorium Europy panowała anarchia… O odpowiedzialności polityków zaledwie napomknięte półgębkiem, za to od razu powtórzony schemat że cyt „silni, męscy przywódcy byliby skłonni do rozpętania wojen i konfliktów” ( muszą panie tkwić w średniowieczu mentalnym, nie wiedząc że przywódcy, o jakich wspominają, prowadzą mniej wojen, bo…mniej potencjalnych agresorów zaczepi taki kraj, rządzony przez osoby zdecydowane). Podżegaczka wzywa do męskiej rewolucji, a nie do zdecydowanych działań organy porządkowe (wszyscy na urlopach, czy co?), przypomina błędy polityki socjalnej „…jeśli tylko dostaną samochód i prace/właściwie zasiłek/, zasymilują się i będzie ok”, ale zapominają że ktoś tą politykę forsował, rozdawał pieniądze (oczywiście nie swoje) i co? Gdzie jest odpowiedzialność tych ludzi? Wielu polityków, osób publicznych w różnych krajach, krytykowało od samego początku te całe multi-kulti. Skoro okazało się że mieli racje, przekażcie im rządy, a zrobią porządek z burdelem jaki narobiliście. Robiliście z Orbana faszystę, a teraz skoro potrafił obronić swój kraj,jest sprawdzony i ma szanse obronić Europe, zróbcie go prezydentem, Donek niech wraca do Berlina, to wtedy pokażecie, że faktycznie coś chcecie z tym zrobić. Gdyby wasze deklaracje pokrywały się z tym co robicie, a tak nie jest…. Emotikon frown DLA TYCH CO JESZCZE O TYM NIE SŁYSZELI: Plan na Europe jest następujący: do obecnych już, suto obdarowanych socjalem imigrantów, dorzucić jak najwięcej nowych, sprokurować zamieszki pomiędzy tubylcami a przyjezdnymi (wykorzystując przy okazji różnice kulturowe i religijne, do takiego „podgrzewania emocji służą takie jak ten przekazy, i inne, które będą się pokazywać coraz częściej) które mają przybrać niewyobrażalną, na dzień dzisiejszy, skale nieomal wojny domowej, po czym wprowadzić nowy porządek, który zostanie, przez wszystkich, którzy przeżyją, przyjęty nieomal jak zbawienie.

Systematyczne starcia systemowe

Znalezione obrazy dla zapytania patriotyzm w szkole

http://forsal.pl/artykuly/947665,zolnierze-wykleci-odziez-patriotyczna-swieci-triumfy-wsrod-mlodziezy.html

Część nauczycieli i grono „zaniepokojonych osób i ekspertów” z okolic Gazety W-iadomej 😉 wyraża swoje obawy czy odzież patriotyczna nie powoduje przypadkiem jakiś negatywnych następstw wychowawczych (chodzi chyba o ksenofobie i nacjonalizm, bo na faszyzm to by sobie chyba nie pozwolili) i czy w związku z tym nie zabraniać uczniom przychodzenia w tej odzieży do szkoły. Kolejny problem, który w normalnym kraju by nie istniał. Wystarczy pamiętać że subwencja na ucznia wynosi średnio ok 800 zł/mc. Wystarczy każdemu dziecku przypisać „bon oświatowy” o takiej wartości, i niech rodzice wybierają sobie szkołę dla swoich pociech. Jedni poślą swoje dziecko do szkoły, gdzie uczniowie ubierają się jak chcą, inni do szkoły gdzie obowiązują mundurki. W jednej szkole będą cztery godziny religii, i ocena z niej na świadectwie, w innej nie będzie jej w ogóle, tak samo jak W-F’u. Co dwa lata jakieś egzaminy oceniane zewnetrznie, i tak mamy rozwiązanych z tysiąc problemów, które niepotrzebnie zaśmiecają nam debatę publiczną. Nie da się w sposób masowy (totalitarny) zaspokoić potrzeb jednostkowych (zindywidualizowanych), nawet jeśli są bardzo do siebie podobne. To jest po prostu niemożliwe (zbyt dużo zmiennych, zawsze ktoś będzie poszkodowany), lub niemożliwie energochłonne (astronomiczne koszty, aby w każdym przypadku być przygotowanym na każdą możliwość).
Wracając do kwestii koszulek, jak już zauważyli inni, nie przypominam sobie by przeszkadzały wcześniej koszulki z Che, czy innymi osobami bądź organizacjami (dziwnym trafem zawsze kojarzone z lewą stroną) co do których, eufemistycznie mówiąc, mogą istnieć kontrowersje. Ta nagonka zaczyna mieć nie tylko jasno określone barwy i cele („dobro dzieci”, czy „neutralność szkoły” to zwroty służące do wycierania sobie nimi gęby, a nie uzasadnienia), ale i chyba sama w sobie (ta sprawa, niezależnie od finału) jest też celem. Zaczynam odnosić wrażenie, że specjalnie dzień w dzień, podnosi się jakiś temat, który z założenia ma nas skłócać, prowokować do niekończących się dyskusji wiodących do nikąd(jak ta, ilu rodziców tyle opini) pod fałszywymi flagami, rozpalają emocjonalne dyskusje, dzielą na lemingów, słoików, wieś, miasto, kiboli, patriotów,ciemnogród, … Celują w tym zwłaszcza środowiska Wybiórczej i podobnych, ale z prawej strony następuje rezonans, i tak mimowolnie, „odwalają” oni część roboty za prowokatorów. Uwikłani w te niekończące się dyskusje ( a właściwie przekrzykiwania), nie mamy czasu nie tylko przemyśleć tego wszystkiego co nas otacza (a właściwie ujrzeć to takim jakie jest naprawdę), ale i dodatkowo jesteśmy niesamowicie podzieleni (co jest rzeczą normalną, bo każdy z nas jest inny) i nie potrafimy wypracować wspólnego stanowiska, w rzeczach które nas łączą i są dla nas ważne, bo jesteśmy zajęci problemami „nieistniejacymi” (w normalnych warunkach). A może tylko takie odnoszę wrażenie…

Kanał powszechnie dostępny

 http://natemat.pl/119439,biskupi-karmienie-piersia-moze-rozwijac-niezdrowa-fascynacje-nagoscia-dzieci-powinny-miec-zasloniete-oczy

Warto zajrzeć do artykułu i zapoznać się z komentarzami pod nim. Z samego artykułu dowiemy się więcej szczegółów, a na końcu znajdziemy informację, czarno na białym, że ten cały news jest nieprawdziwy i wyssany z palca. Wśród komentujących są oczywiście osoby które niedoczytały do końca i „jadą” po biskupach ile wlezie, jacy to oni są „głupi”, „nieżyciowi”, „wtrącają” się w nie swoje sprawy. Gdy ktoś im zwróci uwagę na to, że ta informacja jest nieprawdziwa, milkną. Nie tylko nie potrafią odwołać swych oszczerstw ( w tym momencie to były oszczerstwa), ale i nie czują powodu by poczuć się do odpowiedzialności za swoje słowa, i w związku z tym wyrazić żal, przeprosić, no bo o czymś takim jak adekwatne nazwanie tego co się zrobiło (a zrobiło się głupotę), nawet nie myślę, byłoby to wezwanie do samobiczowania się, a coś takiego powinno się robić wyłącznie z własnej incjatywy, a nigdy pod wpływem innych osób, i nikt nie powinien czegoś takiego nikomu proponować. Pojawili się,.obrazili kogoś pochopnie, gdy okazało się że niesłusznie, wzruszyli ramionami i przeszli nad tym do porządku dziennego. Ktoś może mi zarzucić że się czepiam, że to internet, że tak tu jest, że nic nie zmienię, otóż nie, nie do końca tak jest. Internet to genialne narzędzie, które pozwala nam dzielić się z innymi swoimi przemyśleniami i przeżyciami, możemy w łatwy sposób utrzymywać kontakty ze wszystkimi swoimi znajomymi jednocześnie (pod warunkiem oczywiście,że też tu są), poznawać nowych ludzi, dowiadywać się o nowych wydarzeniach, i samemu tworzyć nowe. To świetny kanał informatyczny, ale i propagandowy, poprzez sieć znajomości można rozpowszechniać tak wiadomości, jak i manipulację, oprócz reklam, krążą tu również opinie na temat produktów. Daje on też możliwość, żeby komuś nawrzucać, dać upust swoim negatywnym emocjom, oczernić, zmanipulować. Internet to tylko narzędzie, tak jak młotek, i jak będziemy z niego korzystac, takie będziemy mieli efekty. I widz ąc że ktoś posługuje się nim źle, w sposób krzywdzący innych, (oraz bardzo często samego siebie), nie pozostawajmy obojętni, tak jak widząc kogoś pijanego lub wzburzonego, wymachującego młotkiem, staramy się wtedy powstrzymać go, aby nie zrobił komuś czegoś ( a przy okazji sobie). Nie możemy stać obok i okłamywać się że nas to nie dotyczy, usprawiedliwiać się źle rozumianą tolerancją czy wolnością. Wolność w żadnym wypadku nie pozwala na obrażanie innych, a tolerancja wobec czyiś poglądów nie wymaga od nas tolerowania czyjegoś chamstwa. Stanie obok i „nie wtrącanie się”, to tak samo , jakbyśmy sami, bądź z grupą znajomych byli na basenie (internet) i nie reagowali na załatwianie przez innych, swoich potrzeb w wodzie. To że my nie robimy tego, nie znaczy że skutki do nas nie dojdą, nasza obojętność pogarsza tylko sytuację, i nasz basen coraz bardziej przypomina szambo. To że tak bywa w sieci, i że jest tego aż tyle, nie znaczy że tak musi być. Nie poddawajmy się i nie oddawajmy sieci walkowerem, tak jak niektóre kraje Europy oddały niektóre swoje ulice i dzielnice.
Wracając jeszcze do komentarzy pod tą fałszywką, wśród nich odnaleźć można też takie, w których pada stwierdzenie „to nieważne,że to kłamstwo, bo taka jest prawda” (w domyśle: o biskupach). Ręce opadają. No bo co można napisać o kimś, kto jest tak mocno uprzedzony (do osoby bądź instytucji), że fakty są dla niego nieważne, a jeśli trzeba to nawet kłamstwo będzie dla niego faktem, byleby uzasadniało jego punkt widzenia. Jak mocno trzeba mieć „zadrukowaną” głowę jakąś ideologią, jakim trzeba być fanatykiem, żeby tak postępować. I w tym wypadku, skoro chodzi o biskupów, a więc kościół katolicki , lub wiara w boga, jest dla tej osoby tym uprzedzeniem (być może ocierającym się o nienawiść). Wiec możemy w ciemno założyć na 99% , że osoba ta do wiary w boga „nie potrzebuje hierarchów kościelnych”, lub jest ateistą czyli generalnie wyznaje wiarę w uniwersalne, ponadczasowe wartości humanistyczne (ludzkie). No i tu logicznie dochodzimy do wniosku (wg postawy tych komentatorów) że fałszywe oskarżenia wobec kogoś, mimo że wiemy iż są fałszywe, mówią nam o nim prawdę, jeśli są takie, jaka jest nasza opinia na jego temat. Jeśli chodzi o mnie, to nie tylko nie chciałbym mieć nic wspolnego z tak subiektywną wiarą, lub systemem wartości, ale i nie potrafię sobie wyobrazić, w jaki sposób można z kimś takim prowadzić dyskusję. Chyba tylko przekrzykiwanie wchodzi w grę. Pozdrawiam.

Nowe szaty Bolka

         Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, muszę pozytywnie ocenić zachowanie Bolka (sam sobie wybrał taki pseudonim, i się tak podpisywał). Wyszedł do protestujących przed jego domem, którzy przypominali mu o jego niechlubnej przeszłości. I niezależnie od tego czy wyszedł z własnej inicjatywy, czy z czyjegoś podszeptu, czy jego celem była dyskusja z protestującymi, czy tak jak ktoś tu wspominał,obliczone to było na prowokacje, wyjdzie mu to na dobre. Jeśli wyszedł porozmawiać, to przełom w jego podejściu, jego podejściu nie tyle do całej tej sprawy, jak do ludzi którzy go o bycie kapusiem i marionetką Kiszczaka oskarżali. Do tej pory takie osoby dla niego nie istniały, co pomagało mu „wypierać” całą tą sprawę z głowy i żyć w swoim równoległym świecie, żywcem wykreowanym na mainstream-owym przekazie. Przestał unikać dyskusji na ten temat, a wiec uznał swoich oponentów za partnerów do rozmowy, to milowy krok na jego drodze do wyzwolenia się z więzów kłamstw, w które obrósł, po części na własne życzenie. I jeśli kiedyś nadejdzie dzień, w którym powie wszystko, tak jak było, to wtedy mass media będą trąbić na prawo i lewo o przełomie, o wielkiej zmianie w jego nastawieniu, robiąc z tego jazgoczącą historie, po stokroć bardziej nam serwowaną, niż historia „morderczyni Madzi M.”. Ale czym tak naprawdę jest zmiana poglądu w dyskusji ( nawet jeśli jest to przyznanie racji przeciwnej stronie) w porównaniu do podjęcia dyskusji w sprawie, której się nie uznawało tyle lat, podjecie dyskusji z ludźmi, którzy jeszcze niedawno, ze względu na wyznawane poglądy, „nie istnieli” dla niego. I nawet kiedy to wyjście do ludzi, nie było jego inicjatywą, jeśli miało na celu dać jakieś prowokacyjne zachowania, które mogły być później pokazywane jako „dowód” na upadek demokracji w Polsce, to i tak spełniło to swój pozytywny cel, Z jednej strony Bolek, krążąc i rozmawiając z protestującymi, przekonał się (lub po jakimś czasie dotrze do niego), że ci ludzie nie są jego przeciwnikami, tylko kłamstwa w którym bierze udział. A to oznacza że jest jeszcze dla niego szansa, by po raz kolejny „przejść do historii”, a także wreszcie odpocząć od tego wszystkiego (życie w kłamstwie meczy, nie trzeba chyba tego nikomu specjalnie tłumaczyć). Na razie , z jego rozmów z protestującymi można zmontować film lub pokaz slajdów, i z odpowiednim opisem wyjaśniającym całą historie, pokazując go wraz z relacjami z ulic Paryża, sylwestra w Koloni, czy też na tle brutalnie tłumionych przez policje, pokojowych protestów w Hiszpanii, i wrzucić w siec, by przekonywać osoby zaniepokojone „stanem demokracji” w Polsce. Rządy innych państw i wszelkie komisje olać ciepłym moczem, bo tam siedzą przekupne świnie co na czarne będą mówić białe, i szkoda się nimi w ogóle przejmować.  Tak że Bolek, świadomie bądź nie (raczej nie), już nam się w pewnym sensie przysłużył, a może nam się jeszcze bardziej przysłużyć.

Jeśli w końcu się zmęczy tym wszystkim, i „pęknie”, będzie to dobry przykład dla innych. Taka odsłona, w jego wykonaniu może ocucić wielu zaparzenców, i otworzyć im oczy na to, w jakim stanie jest nasz kraj, co się z nim działo przez ostatnie lata, i jaki ogrom pracy jest przed nami, aby go wyprowadzić na dobrą drogę, Nie jesteśmy wstanie tego zrobić, i nikt tego nie zrobi, jeśli nasze społeczeństwo będzie nadal tak podzielone, jak mamy to teraz. Nie damy rady, bo te podziały będą stanowiły okazje do sabotowania, i wszyscy wrogowie zmian na lepsze (normalne) w Polsce, będą je cynicznie wykorzystywać. Nie jestem i nigdy nie byłem zwolennikiem „grubej kreski”, i nie możemy powtórzyć tego błędu. Ale postawa „Teraz ku…a my” nie jest dewizą na której cokolwiek można zbudować, ani nie jest postawą, która pozwala poszerzać zaplecze społeczne. Ludzie nie są głupi, świadczą o tym pustki na marszach „urzędników i polityków” oburzonych na wynik wyborów, nie dają się na nie wyciągnąć, wyczuwając oszustwo z daleka. Co nie oznacza, że są gotowi przyznać się do błędnego wyboru, i skorygować swoje spojrzenie na świat, tym można tłumaczyć wyniki sondaży (jeśli są prawdziwe), przeżywając gorycz porażki -zostali oszukani przez PO, za wszelką cenę szukają alternatyw, byle nie glosować na PiS, bo to byłby dla nich nie wybór a…kolejna porażka. Tak mocno nas podzielono, i nadal próbuje się ten stan utrzymać, bazując na emocjonalnych zagrywkach. Nie poddawajmy się tej manipulacji, i pamiętajmy że szydzenie i obrażanie byłego/obecnego zwolennika innej opcji, nie pomaga w budowie Wielkiej Polski, a wręcz przeciwnie, osłabia tą naszą, już i tak ledwo zipiącą Polskę. Zasługujemy na coś lepszego niż los, jaki nam zgotowały te polskojęzyczne dranie.

Polska dla Polaków

do broni

Nie komplikujmy spraw, których komplikować nie trzeba. Może, zamiast wyszukiwać uzasadnień dla takich, a nie innych postulatów, w sytuacji geopolitycznej, w powszechnej opinii, lub domyślając się zamiarów danego państwa czy stojącej za nim grupy interesu, weźmy i zapodajmy wyjaśnienia oparte na prostym rozumowaniu logicznym, zawierające fakty obiektywne, których nie można obalić, bez względu na to, czy się jest amerykofobem, czy fanem, rusolubem czy anty, czy też ma się całkiem inne sympatie/antypatie.

Punkt wyjścia, od którego należy zacząć, to to, że Polską Racją Stanu (PRS) jest zapewnienie bezpieczeństwa Polakom/obywatelom polskim (poprzez organizacje ładu prawnego, broniącego przed wszelką krzywdą każdego obywatela i nadzór nad jego przestrzeganiem-to jest cel i obowiązek, jaki ma spełniać cała administracja państwowa, i właściwie jedyny powód jej powstania). I realizacja PRS wymaga bezwzględnie, aby nasz kraj nie brał udziału w wojnie (obywatele w wyniku wojny ponoszą straty) ani do niej nie dążył. Jest to absolutnie najważniejszy paradygmat, którym muszą się kierować osoby decyzyjne w państwie, żadne „zobowiązania sojusznicze”, „kwestie honoru”, czy „odwieczny wróg” go nie znoszą, wręcz przeciwnie. W historii mieliśmy już przypadki, gdy zobowiązani sojusznicy obojętnie przyglądali się naszej samotnej obronie, a kwestie honoru rozwiązywali, zabraniając naszym żołnierzom należnego udziału w paradzie zwycięstwa.

Jaką wartość mają te zwroty, wypowiadane przez polityków, którzy natychmiast po wyborach zapominają o swoich zobowiązaniach, i „honorowo” milczą, gdy ktoś z ich stronnictwa zostaje złapany po pijaku, na kłamstwie bądź przekupstwie. Odwiecznym naszym wrogiem są polskojęzyczne osoby, które pchają nas na wojenną ścieżkę, którzy nawołują do przelewania niepotrzebnej krwi i ponoszenia przez nas strat, w imię obcych interesów, obcych, którzy za takie nawoływania sowicie wynagradzają swe psy.

Skoro już mamy to za sobą i uważamy razem, że w interesie Polaków jest, abyśmy nie byli stroną w żadnym konflikcie, w żadnej konfiguracji (fakt obiektywny-prawda niepodważalna), to teraz zastanówmy się, czy obecność obcych baz wojskowych na naszym terytorium zwiększa, czy zmniejsza ryzyko udziału Polski w wojnie, i co za tym idzie ponoszenie strat przez obywateli.

Jeśli nie posiadamy obcych baz, to jeśli dojdzie do wojny pomiędzy tym krajem a innym, nie stajemy się automatycznie celem ataku i możemy wybrać, czy chcemy się włączyć do wojny, i…po której stronie. Jeśli to my zostaniemy zaatakowani, to inne kraje mogą nam pomóc, bądź nie. Gdy posiadamy bazy na swoim terytorium, to gdy wybucha wojna między tym państwem a innym, stają się one automatycznie celem ataku, a co za tym idzie, nawet jeśli nie bierzemy oficjalnie w niej udziału, to obywatele naszego kraju są narażeni na ponoszenie jej skutków. Gdy z kolei to my jesteśmy ofiarą agresji, państwo posiadające bazy na naszym terytorium może nas wesprzeć, ale wcale nie musi (vide: sytuacja w Gruzji, po prowokacyjnym ostrzale artyleryjskim, w odpowiedzi wkroczyły wojska rosyjskie, nie patrząc na istnienie tam baz amerykańskich, z których żaden amerykański żołnierz nie wyściubił nawet nosa).

Z przytoczonych powyżej możliwych scenariuszy (dosyć prostych, ale każda komplikacja przynosi jedynie większa ilość, nie zmieniając stosunku) wynika jasno, że każdy komu naprawdę zależy na dobru Polaków (i pragnie zabezpieczyć ich od koszmaru wojny), nie może być zwolennikiem obcych instalacji militarnych w Polsce. Dodam, że na jednym z protestów przeciwko instalacji amerykańskich baz wojskowych, pojawiły się flagi…KODu. To może być sprytne zagranie PR-owców opłacanych przez wiadome siły. Jeśli pójdzie to tak dalej, to doprowadzą do utrwalenia schematu: jesteś przeciwko bazom (żądasz dyskusji na ten temat) to jesteś KODowcem czyli zdrajcą, nie-patriotą, antypolakiem. To zamknie jakiekolwiek szanse, nawet nie na wygraną, ale i na jakąkolwiek dyskusje na ten temat. Protesty, jeśli do takowych dojdzie, muszą być całkowicie apolityczne, i dotyczyć wyłącznie tej, jakże ważnej dla nas naszych losów sprawy.

Prawo naturalne naturalnie

PRAWO NATURALNE JAKO PRAWO PODSTAWOWE (FUNDAMENTALNE)

podobieństwa, a nawet niemalże identyczność prawa naturalnego i bożego, przemawia na korzyść tezy , że są to różne nazwy tego samego. Staram się jednak używać określenia „naturalne”, bo niektórzy jak słyszą „boże”, to jakby ich szatan opętał 🙂 , dla mnie to nazwy, których mogę używać wymiennie. Podmiotem prawa naturalnego może być wyłącznie coś (ktoś) co istnieje, ma swoją świadomość istnienia i potrafi wyraźnie określić swój zakres, odróżnić swoje „ja” od otaczającej go przestrzeni publicznej. Nie da się uważać siebie za samodzielnie istniejący podmiot, jeśli swoją jaźnią nie ogarniamy całego siebie, oznacza to że jesteśmy tylko częścią czegoś większego, musimy być bytem odrębnym i świadomym, (dusza i rozum). Poza istnieniem, świadomość musi mieć zdolność rozumowania, aby mogła przewidywać konsekwencje swoich czynów. No i wreszcie to „rozumne i świadome istnienie” musi być wolne w swym działaniu, bo tylko w ten sposób może ponosić konsekwencje swoich czynów. Osoba zmuszona do czegoś, jest tylko narzędziem w rękach sprawcy, wolność, czy też inaczej wolna wola, to nie tylko swoboda działania, ale i zdolność do działania w ogóle. Tak więc tylko coś co istnieje, ma zdolność do działania i potrafi objąć rozumnie swoje czyny i konsekwencje, może być w pełni podmiotem prawa. Nie jest nim żadne państwo, firma, bank, nie są nim zwierzęta ze względu na brak rozumu, ale na przykład nic nie stoi na przeszkodzie by istniał podmiot prawa naturalnego (bożego)…niematerialny. Obracamy cały czas się w świecie materialnym, namacalnym, ale na logikę, nic nie wyklucza bytu świadomego, rozumnego, i mającego jakikolwiek wpływ na nasz świat (czasoprzestrzeń w której istniejemy), zdolność do reakcji wystarczałaby do uznania go za podmiot prawa (nasze uznanie bądź nie nic nie zmienia w prawdzie obiektywnej, która określa stan faktyczny tego bytu, jedynie odzwierciedla nasz stan wiedzy jako obserwatora). Prawo naturalne jest nieograniczone czasem ani przestrzenią, było długo przed nami, i będzie, jeśli dojdzie do jakiejś katastrofy, również długo po nas, wszędzie, bo nie można wykreślić przestrzeni ( zgodnie z zasadami logiki) gdzie by go nie było,(kwestia jego przestrzegania to odrębna sprawa, jednak wszystkie nasze działania, nieustannie podlegają pod jego osąd, i jeśli je złamiemy, otrzymujemy automatycznie wartość logiczną ‪#‎fałsz‬#) Jest stałe, czyli niezmienne (może być jedynie różnie opisywane, jednak za każdym razem jego istota jest obiektywnie identyczna), i bezwzględne, więc nie tylko niezależne od okoliczności złamania go (intencji, itp) ale i wielkości przewinienia (kradzież garści piasku i miliarda złotych wykazuje ten sam wynik. Mowa oczywiście o wskazaniu faktu zaistnienia przestępstwa, a nie wysokości kary za nie). Można więc przyjąć, że posiada pewne przymioty boskie 🙂 Najkrócej i najprościej można je sformułować (opisać słowami) „Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe” , lub „Każdy może robić wszystko co zechce, pod warunkiem że nie czyni swoim działaniem krzywdy drugiemu” Wywodzi się z logicznej zasady, że wszyscy jesteśmy sobie równi, nie da się temu zaprzeczyć, a wszelkie próby podejmowane w tej materii (różnicowanie ze względu na rasę, intelekt, pochodzenie, wychowanie itp, itd) są z góry skazane na niepowodzenie, z powodu fałszywych przesłanek (subiektywnych) leżących u podstaw tego rozumowania, więc wynik obiektywnie zawsze będzie fałszywy. Prawo to jest domyślne i nam wrodzone, nikt nie lubi (nie chce) być krzywdzonym, więc ciężko tu mówić o potrzebie przekonywania ludzi do niego. Jeśli jednak ktoś nie chce go uznawać to nie musi (nie jest to obowiązkowe !) ale w momencie, gdy jego działania skrzywdzą kogoś, to musi spotkać go kara, ze strony tych, co stoją na straży tego prawa (aby poza prawem była zachowana sprawiedliwość). I tu znowu logika rozbija w pył jakiekolwiek próby obrony przed karą, relatywizację krzywdy wyrządzonej poszkodowanemu, lub odmowę uznania jurysdykcji i kary. Jeśli ktoś skrzywdził drugiego, nie może narzekać, że inni krzywdzą go (sądząc i karając) bo sam im dał na to przyzwolenie, postępując tak wobec innego. Wydaje mi się , że to prawo, jest na tyle intuicyjne i nam przyrodzone, że bezwzględnie powinno być naszym fundamentem ładu i porządku społecznego. Pozdrawiam serdecznie

Wszystkie posty duże i małe…

http://pikio.pl/pokazali-twarze-internautow-ktorzy-pochwalali-masakre-w-orlando/ 

Nie rozumiem oburzenia niektórych komentatorów, portal ten powtórzył ich publiczne wypowiedzi i publiczne zdjęcia, więc ciężko dopatrywać się tu czyjeś krzywdy, a tylko krzywda znamionuje przestępstwo. Piszę tak, używając ( wyjaśniając) krzywdy jako wyznacznika przestępstwa, bo namnożyło się nam przepisów z d..py wziętych, a nie chce mi się sprzeczać z kimś że coś jest „zgodne, bądź nie” z prawem. Zwolennikom legalności (świętości przepisów ponad zdrowym rozsądkiem i prawem naturalnym) przypominam że nie tak dawno „legalne” w Niemczech było różnicowanie w prawie ludzi wg ich pochodzenia, a w takiej Polsce „nielegalne” było posiadanie(zarejstrowanie) samochodu tzw. „Anglika”, mimo że takimi samochodami można było się „legalnie” poruszać. Po prostu mamy taki burdel w przepisach, że każdorazowo powinniśmy sprawdzać, czy coś jest dobre, czy złe, a nie kierować się tym, czy przepisy nam na to zezwalają czy też nie.
Innymi słowy, należy w życiu robić i mówić to, czego nigdy nie będziemy się wstydzić, bo nasze uczynki i słowa reprezentują naszą osobę wobec innych. Tak naprawdę to publiczne jest wszystko co opuszcza naszą wewnętrzną jaźń, bez względu na nasze zamierzenia co do zakresu manifestacji danych słów bądź czynu, ale tu, w tym wypadku mieliśmy publiczne wypowiedzi tych osób, więc powtórzenie ich przez ten subiektywny (jak każdy inny) portal nie jest niczym złym (przestępstwem), a nawet może mieć pozytywne skutki, bo może innym dać do myślenia, i sprawić, że ich działalność publiczna będzie bardziej odpowiedzialna. Pozdrawiam.