Po równo, to nie zawsze sprawiedliwie

,Zdjęcie użytkownika Sebastian Jarczak.

W kwestii tego materializmu (w którym zawiera się cały marksizm) to wymyślono sobie jakiś system, który uznano za idealny, i ponieważ nie brał on pod uwagę natury człowieka, postanowiono…przerobić człowieka 🙂

Pomijając utopijność ideii i niemożliwość (z założenia) przebudowania natury człowieka, osoby podejmujące się tego zadania wiele nie ryzykowały, bo cała ta operacja jest sponsorowana (przymusowo) przez rodzaj ludzki, a animatorzy tego przedsięwzięcia, mimo być może posiadanych dobrych intencji, wychodzą na grupę zaczadzonych (opętanych) szaloną i bezrozumną wizją, cynicznych zbrodniarzy.

Ponieważ najwięcej zła wyrządza się najczęściej rzekomo w „imię dobra, pokoju czy boga”, tu też inaczej być nie mogło-widać na tym przykładzie, że obiektywnie liczy się zdarzenie, a nie intencje jego sprawcy.

Jako że ich ideologia, dotyczyła podporządkowania człowieka materii, i równie materialnego określenia Dobra, Sprawiedliwości czy Szczęścia, skutkowało to materialnym wyrównaniem pod kątem pensji, majątków czy cen (pozostałością tej rewolucji, mimo pozornie odmiennych korzeni, jest uporczywie lansowany w naszych kręgach podatek pogłówny i podymny, jako „sprawiedliwy”), ustalaniem za pomocą nakazów i zakazów wzorca „bycia dobrym”, czy też próba lokowania nieuchwytnego i tak przez każdego pożądanego szczęścia, poza człowiekiem, w jakiś atrybutach czy też ekstremalnych doznaniach.

Pęd do równania, zakończył się tym czym musiał—równano, z przyczyn oczywistych, w dół, i zabijano naturalny rozwój ludzkości (będący sumą rozwoju/przyrostu każdego z nas), bo zapomniano o podstawowym czynniku rozwoju-jakaś zbiorowość może rosnąć tylko poprzez najszybciej rosnące jednostki, gdy te są zahamowane, i obowiązuje jeden, uśredniony poziom, to jest to jednocześnie granica układu, która NIGDY nie zostanie przekroczona. (jeśli dzisiaj ogłoszono by, że jedyną pensją, jaką można dostać, jest średnia krajowa 4400zł, i nikt nie może zarobić więcej ani mniej, to za sto lat, średnia krajowa wynosiłaby…też tyle samo)
Oczywiście, przy okazji pobocznie wyrosło by wiele patologii, bo obchodzono by to jakoś nieoficjalnie, ale wzrost w tym głównym aspekcie byłby zahamowany, a my nie tylko naocznie wiedzielibyśmy już jak działa Równość, ale i omijając tą patologię, bylibyśmy na bakier z wzorcem Dobra, który jakiekolwiek działania poboczne by potępiał, opierając Dobro, na pochwale Równości 🙂

Materialistom po prostu jest ciężko zrozumieć, że pracownik montujący przez dwa tygodnie ogrodzenie, i inżynier, który ocenia przez dwie godziny (łącznie z obliczeniami w domu) konstrukcje nośną, jeśli dostaną za swoją pracę tyle samo, to to jest sprawiedliwe.
Pomijając już fakt, że „nie widać” tego wkładu pracy inżyniera, jaki on włożył w te dwie godziny, poprzez wcześniejszą naukę zawodu.
Obydwaj panowie mają, mimo że jeden pracował 80 godzin, a drugi tylko dwie, taki sam wkład w ten dom–po czym to poznać? Po tym, że tyle samo za to dostali 🙂
Pieniądze służą do oceny potencjału (wartości), i to jest ich główna rola, a wyceny dokonał właściciel (inwestor), bo któż inny mógłby być bardziej od niego uprawniony.
Oczywiście inny potencjał ma 1 godzina pracy każdej z tych osób, ale jeśli nie ma żadnych przeszkód, pozamerytorycznych (limit tytułów inżynieryjskich lub jakieś inne ograniczenia), by ktoś się przekwalifikował na inżyniera, jeśli tylko chce, to ta różnica potencjału NIE JEST NIESPRAWIEDLIWA, bo domyślnie jest przez wszystkich akceptowana.
Jak widać, sprawiedliwie nie zawsze oznacza „po równo”, a „po równo” nie jest zawsze tożsame ze sprawiedliwością.

Można tu wrócić do podatku pogłównego-jest on przedstawiany często jako „jedyny sprawiedliwy”, każdy dorosły płaci 200 zł miesięcznie, niezależnie od dochodów.

Podatek to relacja na lini obywatel-państwo, jeśli spojrzymy na to ze strony państwa, które teoretycznie wypełnia swoje obowiązki (jest gotowe je wypełnić) wobec każdego obywatela tak samo, takie „po równo” jest jak najbardziej sprawiedliwe.
Ale gdy spojrzymy na to od strony obywatela, i porównamy obywatela który zarabia 2 tys z takim który zarabia 4 tys, to już widzimy, że dla każdego z nich, te 200 zł jest już czymś innym, mimo że obydwoje dostają taką samą usługę…
I to już jest niesprawiedliwe, a jak pamiętamy, takie różnice w dochodach są czymś naturalnym i niemożliwym do zlikwidowania, bez niszczenia populacji jako takiej.
A jako że przepisy służą obywatelom, i ich poczucie sprawiedliwości jest decydujące, a nie państwa, które ma wobec nich formę służebną, widać że jedyną formą sprawiedliwą podatku jest proporcjonalność, bo np: 20% czyli 1/5 z dowolnej sumy, jest dla każdego tym samym.
I taki sposób ustalenia stawki, niezależnie od jej wysokości, jest sprawiedliwy, w sytuacji gdy mamy różnorodność kwot (dochodu czy majątku), ale te same usługi państwowe (równość względem siebie i prawa). Inaczej nie będzie

Pobożni socjaliści, czyli prawda kontra „wolność”…

Znalezione obrazy dla zapytania pis socjaliści

Skoro socjalizm, wiara w niego wynika z niskiej świadomości społecznej, to może należy walczyć z ogłupieniem, nie robić ze wszystkich naokoło i z PiSu „socjalistów”?
Kaczyński nie jest głupi, ale mówi i robi to, co…ciemny naród chce usłyszeć. Na tym polega demokracja (a to na razie obowiązujący ustrój u nas). Dzięki takim, a nie innym działaniom, pare lat temu zniszczono w Polsce lewicę, która nie ma zaplecza-lewicowi roszczeniowcy głosują na partię pod sztandarami patriotyzmu, a lewicowi międzynarodowcy głosują na partię byłych „liberałów”, czy też kompradorskie Nowoczesne. Z dwojga złego, lepiej że osoby roszczeniowe  identyfikują się z symboliką narodową, niż z LGBT czy postkomuną…

Znalezione obrazy dla zapytania pis socjaliści Wracając do PiSu i PO, to o ile ci pierwsi mają często socjalne postulaty, to potrafią wprowadzać rozwiązania bliższe wolnorynkowym (czasy Gilowskiej)-można powiedzieć że werbalny socjalizm, służy im jako osłona do realnego wprowadzania jakiś pojedynczych zmian wolnorynkowych. Co innego PO, które wciąż używało retoryki obniżki podatków i wolnorynkowych reform, a wprowadzali regulacje wręcz odwrotne…

 

Przykład Mercedesa z ostatniej chwili-gdyby ci nie dostali zwolnień, i zrezygnowali z tej fabryki, to opozycja waliłaby w rząd, jak w bęben, że „inwestorzy uciekają z Polski”, „Polska traci wiarygodność”, etc tworząc kolejną odsłonę medialnej nagonki na obecny rząd – teraz natomiast, przez środowiska „wolnościowe” słusznie jest wypominane nierówne traktowanie podmiotów, bo inne firmy muszą normalnie płacić podatki, nie mogą liczyć na takie zwolnienia, ale jakie ma to znaczenie, skoro…
…Kaczyński ma przed sobą badania, i wie że ci co mu teraz zarzucają tą niesprawiedliwość, gdyby postąpił inaczej, i tak by na niego nie zagłosowali (bo mają PiS za pobożnych socjalistów). Z kolei część jego elektoratu by odeszła, bo te nieprawdziwe argumenty, o „ucieczce inwestorów” (w rzeczywistości hien przemysłowych), trafiłyby do ich emocji, i w te bzdury medialne by uwierzyła.

A żeby coś zmienić, trzeba mieć poparcie-trwa wojna polityczna, PiS walczy na kilku frontach, i kilka takich „fabryk”, a straci bazę społeczną, i realną szansę na  tak nam potrzebne zmiany.

Znalezione obrazy dla zapytania pis socjaliści Wygranie wyborów, to dopiero początek mozolnej walki o możliwość przeprowadzania jakichkolwiek zmian. Nie mając kontroli nad administracją (w tym wymiar sprawiedliwości), bankiem emisyjnym czy osłoną medialną, rząd jest jedynie listkiem figowym, i chłopcem do bicia, na potrzeby rozemocjonowanego tłumu.
Ruch wolnościowy nie powinien przyłączyć się do tego rytualnego kopania po kostkach PiS, tylko wprowadzać swoje idee w społeczeństwie, i podnosić jego świadomość-gdy Kaczyński lub ktokolwiek inny, będzie wiedział, że nic nie straci, a nawet zyska ze 3% poparcia, to jednym ruchem zlikwiduje wszelkie przywileje podatkowe, i nie będzie miał żadnych w tej kwestii dylematów.

Jak na razie to ciężko tej partii zarzucić bezideowość czy interesowność w pełnieniu funkcji publicznych—A to jest pierwszy krok do jakichkolwiek zmian. Potrzebna jest uczciwość systemowa i uczciwa grupa ludzi, a wiele wskazuje, że wreszcie się takich doczekaliśmy, są siermieżni, nie będzie im brakowało jakiś pojedyńczych wpadek, ale systemowo uczciwość jest tam stawiana na pierwszym miejscu.

Wyżej będzie tylko stawiana zasada trwania przy władzy-ale za wszelkie decyzje popadające w kolizje ze sprawiedliwością (wolnością) ponosimy my, obywatele i nasza niska świadomość. Jeśli ona wzrośnie, nikt nie będzie musiał podejmować takich decyzji, i rządząc sprawiedliwie, stojąc na straży wolności, będzie pewny kolejnej kadencji…

Tyrania sejmowej poprawności, czyli za nasze, ale wbrew nam…

Przyglądając sią poczynaniom naszych „wybrańców” oraz obserwując rosnące wydatki z nimi związane, przyszedł mi do głowy pomysł, jak można nie tylko poskromić ich zachłanność w sięganiu po nasze wspólne, publiczne środki ale i wprowadzić rozwiązanie zadowalające nas wszystkich duchowo.

 

Po co np.: ktoś głosujący na Nowoczesną, ma się denerwować rozrzutnością posłów PiSu, albo ktoś oddający głos na Janusza Korwina-Mikke, lub Grzegorza Brauna, ma ponosić koszty funkcjonowania parlamentu, w którym nie ma ani jego faworytów, ani nawet osób reprezentujących ich poglądy.

Prawie połowa osób nie bierze udziału w wyborach, więc czemu te osoby mają ponosić koszty funkcjonowania tych reprezentacji, skoro w ich odczuciu, są to instytucje całkowicie zbędne… Za sprawiedliwe uważamy, by osoby korzystające z kina-ponosiły koszty utrzymania kina (i kinematografi jako takiej), osoby korzystające z samochodów ponosiły koszty jego utrzymania (i sieci drogowej, poprzez np.: podatek drogowy), więc i osoby uważające organy demokratyczne za niezbędne i słuszne, powinny ponosić koszty ich funkcjonowania.

Odróżnijmy strukturę podstawową państwa, czyli jej służbę powszechną wobec obywateli, polegającą na realizacji swojego głównego zobowiązania-stania na straży prawa gwarantującego ochronę życia i wolności każdego z nas, od organów reprezentujących obywateli państwa (prezydent, parlament), czy jakiejś jego części (wójt, rada gminy). To są całkowicie dwie odrębne struktury, które często mylnie bierzemy za jednolite „struktury państwowe”. W rzeczywistości tylko administracja państwowa, złożona z urzędników (w tym służby mundurowe i ratownicze, oraz sądownicze) na czele z premierem (rządem), jest strukturą stricte państwową, czyli względem nas służebną. Nasi reprezentanci, posiadający nasz mandat (głos), i pełniący w naszym imieniu nadzór nad strukturami państwowymi, to nie są urzędnicy, ale obywatele tacy sami jak my, obarczeni jedynie obowiązkiem kontroli i oceny, jak urzędnicy wypełniają swoją pracę. Tylko w ten sposób może to wszystko sprawnie działać, nie wchodząc sobie wzajemnie w paradę, oraz posiadając logiczne uzasadnienie swojego istnienia.

Gdy przyglądniemy się bliżej wydatkom państwowym,  okazuje się że na koszty utrzymywania samych instytucji centralnych (kancelaria prezydenta i kancelaria parlamentu) to odpowiednio 170  i 450 mln , dodając do tego ok 60 mln corocznych subwencji dla partii i koszty przeprowadzanych wyborów, które ponosimy prawie co rok, i jest to średnio 120 mln, to nam daje rocznie 800 mln + koszty regionalnych rad, sejmików i burmistrzów, czyli lekko licząc ok 900 mln rocznie. To całkiem spora kwota, a i nie jest pewne czy są to wszystkie koszty bezpośrednie, jakie ponosimy w związku z tymi instytucjami. W Polsce jest uprawnionych do głosowania 30 mln osób, z czego około połowa bierze udział w głosowaniach. to nam daje 30 zł rocznie na osobę, lub 60 zł na osobę biorącą aktywny udział w wyborach-takie koszty ponosimy bezpośrednio. Zamiana tego na opłatę w wysokości np.: 100 zł, to nie tylko sprawiedliwe obciążenie kosztami tych, którzy uważają tego typu instytucje za ważne i potrzebne, ale i rozdysponowanie tych środków według naszej woli, a nie wbrew naszym intencjom-a to w tym rozwiązaniu jest najważniejsze.

Rozdysponowanie takiej opłaty według sztywnego wskaźnika 65%+32%+3% (poseł/prezydent/radny/wójt+instytucja+koszty wyborów), to nie tylko dofinansowywanie osoby, z którą się identyfikujemy (każdy wyborca jest dumny ze wspierania swojego kandydata, a jednocześnie szlag go trafia, że z jego pieniędzy korzystają osoby reprezentujące inną opcję). Takie rozwiązanie nie tylko likwiduje połowę krążących po sieci memów (za ochronę Kaczyńskiego płacą jego zwolennicy, za podróże Petru do Brukseli koszty pokrywają osoby głosujące na niego, Hofman i inni jeżdżą i latają za swoje lub partyjne, które pochodzą od ich zwolenników, itp.). W wypadku gdyby nawet frekwencja spadła o 20%, z 15 do 12 mln, to jak łatwo policzyć, taka kancelaria Sejmu czy prezydenta miałaby do dyspozycji 384 mln na 4 lata, czyli 8mln/m-c. (7mln na utrzymanie i 50 mln na jakieś inwestycje?). Taki poseł miałby (licząc że połowa głosów padła na kandydatów którzy nie weszli do sejmu) średnio 10 tysięcy głosów, czyli jego dieta wynosiłaby ok 13,5 tys złotych brutto  ( ), oczywiście taki Jarosław z  200 tys głosów, lub Ewa Kopacz z 230 tys głosów, cieszyliby się większymi przychodami, ale nikt by im nie mógł zarzucić, że to nie są „ich” pieniądze…

Wyborcy w ten sposób dotowali by każdą osobę, którą uważaliby za godną zaufania, a osoby nie dostające się do sejmu również dokładałby się do tej instytucji, jednak także, w zależności od poparcia, dostawałyby dotację od swoich zwolenników do prowadzenia dalej swojej działalności polityczno-społecznej. Nikt nie czułby się pokrzywdzony, że za „jego” pieniądze żyje jakiś polityk którego nie lubi, lub dotuje instytucje, której nie uważa za potrzebną (Senat, Sejm, Radę Miasta…). To nie tylko odkłamanie tezy, jakoby wybory i ich konsekwencje były „darmowe”, ale i wyraźne oddzielenie funkcji publicznych  państwa, na które idą powszechne podatki od dodatkowych opłat (jak za rejstrację samochodu lub przepisanie własności) w zależności od naszych potrzeb. Często się zdarza, że zadeklarowanymi przeciwnikami wprowadzenia takich opłat za wybory, są osoby sprzeciwiające się dotowaniu przez państwo kk, a tutaj mamy dotowanie kilkunastu świeckich stronnictw ideologicznych, które śmiało można nazwać religijnymi :), więc logika tych osób jest dla mnie niezrozumiała…

Swoją drogą, gdyby frekwencja spadła na przykład o połowę, ciekaw byłbym wyników takich wyborów. Które partie najbardziej straciłyby na tym, że  skończyły się żarty i głosowanie dla jaj, a każdy udział jest związany z opłatą, choćby tych symbolicznych 100 zł?. Jeśli ktoś miałby przeprowadzić  miarodajny sondaż w tej sprawie, to musiałby zadać najpierw wstępne pytanie, „Czy zgadzasz się na wzięcie udziału w sondażu preferencji wyborczych dot. płatnego głosowania, a jeśli tak, to zapłać 10 zł za udział w tej ankiecie…”

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/sebastian-jarczak/tyrania-sejmowej-poprawnosci-czyli-za-nasze-ale-wbrew-nam

©: autor tekstu w serwisie Niepoprawni.pl | Dziękujemy! :). <- Bądź uczciwy, nie kasuj informacji o źródle – blogerzy piszą za darmo, szanuj ich pracę.

takie tam :)

Pogaństwo to podporządkowanie człowieka kultowi materialnemu-czyli oddawanie czci przedmiotom i stawianie w hierarchii, ponad życie i wolność człowieka jakiś innych elementów, którym ten ma służyć sobą (życiem swoim)—na ile się orientuje, to takich świątyń trochę już w Polsce stoi, i to nie tylko stricte religijnych 🙂

 

Ukryj 18 odpowiedzi
David W. Drożdż
David W. Drożdż Wystarczy synteza imienia głównego bożka pogan słowiańskich i wszystko jasne p.Sebastianie

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak Sądzę Davidzie (darujmy sobie tych panów), że ważniejsze od opakowania czy imion, są w religiach wartości-a te chrześcijaństwo i stare słowiański wierzenia mają nieprzypadkowo bardzo bliskie. Nieprzypadkowo, bo obydwa systemy opierają się na wartościach uniwersalnych (prawie naturalnym), a co za tym idzie, postulują powszechną równość i wolność człowieka. W obudowie mistycznej mamy pewne różnice wynikające z genealogi.W słowiańszczyźnie idzie to „od dołu”, w chrześcijaństwie mamy odgórną linię ingerencji bożej-ale i tu i tu mamy zachowaną pełną hierarchię, w przeciwieństwie do mitologii greckiej czy rzymskiej pełnych swarów i kłótni „boskich” (jak na republikę i demokrację przystało 🙂 ).

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Sebastian imiona czy opakowania sa bardzo ważne wbrew pozorom i warto być wyczulonym na to.Co napiszesz mi w takim razie o światowidzie czyli tym glównym bóstwie Słowian.

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak David W. Drożdż Nie interesuje mnie on nic, podobnie jak trygławy i inne. Nie interesuje mnie również, czy Maryja była dziewicą, ani czy zwierzęta były w stajence (temat ostatniej pracy przedostatniego papieża.na szczęście już na emeryturze). Podobnie jak nie interesuje mnie konstytucja i jej zapisy, a jedynie to, jak państwo działa w realizacji swoich zobowiązań wobec obywatela (stanie na straży prawa i wolności). Nie pozwalam sobie wmówić jakiś podziałów prawica-lewica, czy socjalizm-kapitalizm, bo są nam narzucone i nie prowadzą nigdzie-wręcz przeciwnie, odciągają naszą uwagę od prawdziwych problemów (antymoralności) oraz jedynego podziału (na uczciwych ludzi i bandytów).

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Światowid -niosacy światlo-po łac.lucyfer..myśle ze dobry przyklad jak wazne sa imiona i opakowanie..Ktoś nieswiadomy pójdzie sobie do takiej światyni i nieświadomie bedzie czcił diabla..zreszta slowa KTO NIE MODLI SIE DO BOGA MODLI SIE DO SZATANA TU WYSTARCZĄ

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak David W. Drożdż Siedzisz w symbolice i to jest całkowicie niepotrzebne, a nawet mylące. Za PRLu mieliśmy biało-czerwone flagi na urzędach państwowych, ale to wcale nie oznaczało tego samego, co biało-czerwone opaski AKowców czy powstańców śląskich. Wróg często przychodzi pod przykrywką symboli, i łatwo może zmylić osoby tym się kierujące-osoby patrzące na wartości nie da się zmylić, bo nawet szatan traci całą szatańskość, pozostając wiernym wartością 🙂 Co do świątyni, jak ktoś potrzebuje świątyni, by się modlić do boga, to już jest daleko od chrześcijaństwa. W słowiańskich wierzeniach, w świątyniach składano ofiary bogom (kapłanom), a w chrześcijaństwie świątynie służyły do spotkań osób tworzących daną wspólnotę (i przy okazji wspólnie się pomodlić, ale przy okazji-bo kto nie widzi boskiego stworzenia w drugim człowieku, albo zamyka boga w murach kościoła, ten nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem).

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Wiesz co..nic o mnie nie wiesz i oceniasz mnie ze siedze w symbolice..a ja jestem jak najbardziej praktykiem😊Uczestniczyłem i byłem świadkiem wielu egzorcyzmów ludzi którzy bezwiednie oddawali cześć demonom..widzialem ich uwolnienia i słyszałem świadectwa jak wdepnęli w te szatańskie g..Naprawde słowa takiego domorosłego teoretyka jak Ty nie robia wrażenia..tym bardziej że nadto często wstawiasz sie w role Boga oceniając kto ile ma wspolnego z chrześcijaństwem..nie Tobie to chłopie oceniać

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Jesli moge spytac o Twoje wyznanie?Ja jestem Katolikiem..a Ty?

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak David W. Drożdż Wiem tyle o Tobie, ile sam mi powiesz 🙂 Ze światowida robisz lucyfera, a czy Jezus nie jest także niosącym światło? Co jest złego w oświeceniu? Lepiej nie wiedzieć, jak próbować zrozumieć? Domorosły teoretyk to kolejne określenie-wytrych. Potrafisz samodzielnie myśleć, czy tylko powtarzasz za kimś czyjeś przemyślenia? Widać że raczej masz z tym problem, bo potrzebujesz szufladkować ludzi-to pytanie o wyznanie jest właśnie takim kategoryzowaniem ludzi, wrzucaniem ich w opisane przegródki. Nie muszę być bogiem, by wiedzieć co jest, a co nie chrześcijaństwem–mamy do tego wyraźne wskazówki, a jak uczciwie poświęcisz chociaż pół dnia w tygodniu na przemyślenia z tym związane, to za rok-dwa, dojdziesz do takiej samej wprawy.

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Dowiem sie jakiego jestes wyznania..ja jestem fair mówiac Ci o swoim Ty chyba nie będziesz go ukrywal?

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Tu masz ze słownika skopiowane skoro moje wiadomości nie sa wystarczające dla Ciebie Lucyfer. Po łacinie „niosący światłość”. W starożytnym Rzymie termin ten stosowany był do określenia Gwiazdy Porannej, czyli planety Wenus widocznej nad horyzontem przed wschodem Słońca. Słowo było dosłownym tłumaczeniem greckich eosphoros (eώσφορος) – „niosący świt” lub phosphoros (Φώσφορος) – „niosący światło”.

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak W czym jesteś fair? Mnie w ogóle Twoje wyznanie nie interesuje. Rozmawiam z Tobą, a nie z jakąś religią. Nie identyfikuję się poprzez wyznanię, ale poprzez siebie. Po co kopiujesz encyklopedie, skoro nie możesz mi powiedzieć, co w tym oświeceniu jest złego? żeby było łatwiej, to możesz zacząć od lucyfera-co w nim jest złego? Myśl, a nie kopiuj-wtedy nauczysz się wykrywać zło pod każdą postacią, niezależnie od tego, jak bardzo będzie schowane.

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Tu masz głowny bóg Słowian niosacy im wiedzę i światło -ŚWIATOWID – (Światło-wid, Svetowid, Svantewid, Swetłowed) bóg o kilku obliczach, czczony przez Słowian, (Lechitów). Uważany za boga najwyższego – pana niebios, wojny, płodności, urodzaju i wiedzy. Utożsamiany z czczonym na Rusi Trygławem

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak Co jest złego w niesieniu światła? I co takiego zrobił lucyfer, że jest uważany za synonim zła?

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Czlowieku nie obracaj kota do góry ogonem nie piszemy o oświeceniu..Postudiuj religioznawstwo i teologie jak ja to nie bedziesz bzdur wypisywal.Jesli sie wstydzisz swojego wyznania to nie pisz jesli nie potrzebujesz światyni nie chodz..jesli chcesz oddawać poklony lucyferowi oddawaj..mnie to wszystko jedno..rozumiesz?Poprostu dziele sie swoim doświadczeniem z zakresu zagrożeń duchowych i dziele sie z tym z innymi ludżmi..Kto chce może skorzystać kto nie chce nie zmuszam..Nie chcesz?To odejdz..mnie nie interesuje kompletnie co myślisz o tym co ja pisze..

 

David W. Drożdż
David W. Drożdż Wiesz co człowieku..jeśli ty sie pytasz czemu lucyfer jest synonimem zla to NIE GNIEWAJ SIĘ ale albo jesteś głupi albo nudzi Ci sie i nie masz z kim popisać więc wywołujesz gównoburzę w komentarzach..Ja kończe na tym beznadziejna dyskusje bo szkoda mojego czasu na troli..Ty jesteś z tych którzy choćby skały srały musza mieć ostatnie zdanie więc ustępuje Ci i napisz ostatni komentarz..😁
Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak Od początku czepiasz się tego „niosącego światło”, a nawet nie rozumiesz o kogo (i o co) chodzi. Boisz (?) się lucyfera, i nawet nie wiesz dlaczego. I Ty mnie wysyłasz na jakieś studia? 🙂Potrzebujesz świątyni by pomodlić się do boga (nie kojarzę żadnej znanej religi, która by nie miała boga wszechmogącego-ale Ty podajesz się za…katolika 🙂 ) Nie interesuje Cię co ja myślę o Twoich słowach (i Ty chcesz komuś pomagać-sam potrzebujesz pomocy), to znaczy że nie potrafisz prowadzić dyskusji ani krytycznych uwag. Krytyka to nie hejt, tylko wskazanie gdzie coś jest źle-to jest forma pomocy dla drugiej osoby. Aha, i wszystko co robimy (mówimy, piszemy,etc) świadczy o nas, i buduje nasz obraz w oczach drugiego człowieka, a nie to co chcemy mu przedstawić jako swój bilbord (wyznanie pochodzenie, etc). No i ja sią nie gniewam, cieszę się że mogłem pomóc. Jak nie od razu, to kiedyś być może wrócisz do tej rozmowy. pozdrawiam 😉

 

Sebastian Jarczak
Sebastian Jarczak Nom i jeszcze zostałem trolem 🙂 masz poczucie humoru..

Po nitce do kłębka…

 

Zdjęcie użytkownika Sebastian Jarczak.

Pomiędzy przygotowaniami świątecznymi, a rozmowami o niedawnych zamachach, jeśli mamy chwilę czasu, pomasujmy swoje szare komórki i zastanówmy się, kto stoi za tymi zamachami?

Co takie zamachy dają Arabom czy muzułmanom???
Jakie odnoszą z tego korzyści i kto jest ich celem???

Po owocach (korzyściach) ich poznacie…

Te zamachy nie przynoszą żadnych korzyści muzułmanom-byłyby takie, gdybyśmy okupowali ich terytorium i były elementem walki narodowowyzwoleńczej, wtedy świadczą o oporze, i uderzenia w skupiska okupantów jest uzasadnione.
W tym wypadku nie ma uderzeń w struktury państwowe, tylko w skupiska cywili, czyli ci islamiści walczą nie z państwem, tylko ze…społeczeństwem i to zupełnie bez powodu (bo to społeczeństwo nie jest ich przeciwnikiem, ba sami są jego integralną częścią).
Na dodatek nie odnoszą z tego żadnych korzyści, wręcz przeciwnie, podnoszą się tylko nastroje antyislamskie. Więc o co tu chodzi?

Doszliśmy do momentu, gdy możemy zacząć w końcu szukać, osób stojących za zamachami, patrząc po korzyściach płynących z nich.
Zamachy są skierowane w cywilów, więc ich celem nie jest państwo a społeczeństwo-skoro tak, to stoi za nimi ktoś, dla kogo przeciwnikiem są ludzie, a nie struktury państwowe (bo te ma pod kontrolą?).
Bezpośrednim efektem tych wydarzeń jest wzrost nastrojów antyislamskich, ale i strach zwykłych ludzi-daje ten wzrost przyzwolenie społeczne na stosowanie wzmożonej kontroli (pod przykrywką bezpieczeństwa), jak i wprowadzania patologicznych zmian prawnych (zakaz używania burek, budowania i używania meczetów, etc) uderzających w wolność zwykłych obywateli-mało kto ma świadomość, że te przepisy dają podstawę do likwidowania KAŻDEJ religii (antyislamskość jest wyłącznie jednym z możliwych zastosowań).
To czysto instrumentalnie traktowanie islamu jako przykładu, dokąd prowadzi fanatyzm religijny, a ci terroryści, autentyczni fanatycy religijni, także są wykorzystywani instrumentalnie-takich jak oni fanatyków i idiotów jest wielu, jednak idioci nie są w stanie zaplanować, zdobyć broni i przeprowadzić takiego zamachu samodzielnie. To tylko pionki, których prymitywna wiara i gotowość do poświęceń jest przez kogoś wykorzystywana.

Komu zatem zależy na sterroryzowaniu społeczeństwa?
Kto jednocześnie posiada kontrolę nad organami państwowymi (i samymi państwami), nie pozwalając by ucierpiały wskutek zamachów?
Komu wreszcie zależy na wzroście napięcia pomiędzy islamem a chrześcijaństwem, europejczykami a arabami, i wykorzystywaniu tych antagonizmów do wprowadzania rozwiązań prawnych zabraniających obnoszenia się ze swoją religią (jak i docelowo zamknięcia możliwości jej grupowego praktykowania).

Odpowiedź na te pytania, da nam odpowiedź KTO stoi za tymi zamachami.

Niekończąca się opowieść…

Znalezione obrazy dla zapytania totalitaryzm

 

W XX wieku mieliśmy do czynienia z dwiema totalitarnymi ideologiami, które czerpały z religijnych zaczerpnięć.
Komunizm, który z chrześcijaństwa wyciągnął dosyć pospolitą u mas chęć, by ktoś nami się opiekował, leczył nas, nauczał i prowadził. To co w religii było otoczką dla wartości, w tym systemie stało się wartością samą w sobie i pretekstem do walki z prawdziwymi wartościami (i porządkiem na nim opartym).
Po sporządzeniu instrukcji ideologicznej (świeckiej bibli Marksa i Engelsa), i przeprowadzeniu prób sterowania masami w sytuacjach uliczno-rewolucyjnych (Wiosna Ludów), rozpoczęto przygotowania terenu do działań rewolucyjnych (czyli wybuchu wojny angażującej i wyczerpującej społeczeństwo, by łatwo porwało się fali powszechnej rewolucji i „wyzwolenia”, a przy okazji obaliło resztki starej władzy dynastycznej.

Wybór zarzewia rewolucji był wręcz naturalny–Rosja carska była mocarstwem niezależnym od bankierów, io potężnych zasobach i sile, a nadto niepokornym (była gotowa do interwencji w amerykańską wojnę secesyjną) więc by przypadkiem po raz kolejny nie namieszała i nie zapsuła misternego planu (jak za Napoleona), trzeba było ją zneutralizować (i wywołać jednocześnie ognisko rewolucji mającej ogarnąć cały świat).
Do tego świetnie nadawały się też animozje niemiecko-rosyjskie (naturalny konflikt interesów) i tak kajser niemiecki zapłacił niemieckimi pieniędzmi za coś co wyglądało na działanie w interesie niemieckim (wywołanie rewolucji na tyłach wroga), a w rzeczywistości zmiotło stary porządek w Europie (zapomniał lub nie potrafił wyciągnąć wniosków, że podobny błąd popełniła Anglia, gdy finansowała rewolucję francuską, tam władza „proletariatu” zakończyła odwieczną rywalizację, ale i wsparła emancypację Stanów Zjednoczonych, czyli swoje drugie państwo wykonawcze, które było początkiem końca hegemoni brytyjskiej korony).

Po wojnie wiadomo, mieliśmy europejskie masy „podgrzane” i gotowe na przyjęcie bratniej pomocy rewolucyjnej… Niestety ( dla planistów) po raz kolejny dał znać o sobie polski żywioł narodowowyzwoleńczy-lata rozbudzania tożsamości narodowej przez endecje, tradycyjne poszanowanie wolności i prawa do samodecydowania, dały efekt…
Przez chwilę bagatelizowano nas jako młode i słabe państwo, dano nawet państwowość bez przywiązywania większej uwagi do jego granic, wychodząc z założenia że to tylko tymczasowo… Wbrew jednak nadziejom, i blokadzie pomocy dla nas, udało się nam odeprzeć atak nawały rewolucyjnej-plany trzeba było odłożyć na później, tym razem jednak staranniej zająć się kwestią polską…

Okres międzywojenny, to czas powstania kolejnej zbrodniczej ideologii-nazizmu. Na podbudowie talmudycznej idei narodu wybranego i pogardy wobec innych, czerpiąc z faszystowskich wzorców organizacji państwa (z których także korzystała w II RP sanacja, jak i administracja w Stanach), powstała III Rzesza, jej podstawowe zadanie, to dokończenie jednoczenia Europy pod jednym panowaniem oraz być może kontra w stosunku do ZSRR (po śmierci Lenina władzę przejmuje Stalin, który jest bardziej etatystą jak rewolucjonistą-niszczy frakcję rewolucyjną i tworzy dominatę niczym car, być może zaczął grać na własną rękę).
Sprawa Polska będzie jednoczyć dwóch wrogów, być może dostali w tej sprawie instrukcje, a Stalinowi było ich realizowanie na rękę. Kiedy Piłsudski proponuje wojnę prewencyjną przeciwko Hitlerowi, w związku z łamaniem przez niego postanowień traktatu wersalskiego, i nikt nie podejmuje tematu, stało się jasne że traktat ten stał się martwy, a wszystkie jego punkty będą w miarę potrzeby kwestionowane przez zainteresowane strony.

Po przeprowadzeniu „akcji polskiej” wzdłuż terenów pogranicznych przez ZSRR, bez żadnej reakcji ze strony Warszawy, wiadomo że Polska zeszła do biernej obrony i straciła jakąkolwiek incjatywę-późniejsza kaskada błędnych decyzji tylko to potwierdza (odrzucenie sojuszu z Pragą, wejście na Zaolzie, „martwy” sojusz z Paryżem i Londynem, spalenie i wysadzenie kilkuset cerkwi na Kresach w 38r, porzucenie akt wywiadu wojskowego, niewypowiedzenie wojny ZSRR, to objawy degrenalody lub mocnej inflirtacji i działalności osób realizujących odmienne od polskich interesy).
Tym razem okupanci skrupulatnie przystąpili do realizacji niszczenia polskiej woli walki i wolnościowej tradycji. Akcje AB, masowe egzekucje, Katynie i inne znane i nieznane nam fakty–po raz kolejny warstwy świadome i niepokorne zostały wytrzebione. Lata stalinizmu i PRL dołożyły swoje.

W Euroazji mieliśmy dwie potęgi-jedną opartą na ideologii talmudycznej czyli narodowej, drugą na bardziej uniwersalnym, internacjonalistycznym podejściu-w sojuzie ludziom łatwiej jest się identyfikować z państwem, niż takim Holendrom lub Francuzom z III Rzeszą.
Dochodzi do nieuniknionej wojny, ale wynik (poparcie USA) może być tylko jeden-nazizm zrobił swoje, nazizm może odejść (po drodze jeszcze zamarkuje lub faktycznie wymorduje trochę żydowskiej biedoty, by dać pretekst do powstania państwa Izrael–tu też łatwo można zmanipulować dygnitarzami, wystarczy rzucić hasło „żydzi/USA nas zdradzili, zaczeli popierać Stalina-zemścijmy się”).

Po wojnie mamy kadłubową Wielką (już tylko z nazwy) Brytanię, USA powiększają się o terytorium zachodniej Europy, którą rozbudzają gospodarczo planem Marchalla (po co im zgliszcza? kolonie mają przynosić zyski, a nie generować koszty).
Nauczeni doświadczeniem III Rzeszy zachowują pozory państw narodowych, by obywatele sądzili że odbudowują „swój”kraj i byli bardziej wydajni (oraz podatni na manipulację).
Ponieważ nikt na zachodzie nie przeprowadzał akcji AB, trzeba powołać „lewicowe” bojówki, które skutecznie eliminują i zastraszają polityków (Aldo Moro i inni), dodatkowo dług wdzięczności wobec Waszyngtonu oraz zagrożenie ze strony sowietów, pozwala im całkowicie spacyfikować i okupować te posiadłości w białych rękawiczkach.
W pewnym momencie stwierdzono, że nawet Niemcom się należy „państwo” (czyli kadłubek z flagą, hymnem, reprezentacją i krzesłem w ONZ).

Ale idea nadal żywa, nie można tak trzymać ludzi w kłamstwie, więc trwają prace nad Unią Europejską-idea zjednoczenia wszystkich ludzi nadal żywa. Jak mocno ludzie są jednalk wobec niej sceptycznie nastawieni, pokazał jednak przykład eurokonstytucji-mimo że zaczęto od krajów najmocniej zaangażowanych, to negatywny wynik referendum we Francji i Holandii pokazał, że w czasach dobrobytu i spokoju (2004 rok), ludzie nie chcą się sami z siebie pozbywać granic i uprzedzeń (które są sztuczne, irracjonalne i tak naprawdę ich już nie ma…)
Po cichu, pod nazwą Traktatu Lizbońskiego wprowadzono to co miało wejść w eurokonstytucji, a na potrzeby mas trzeba wrócić do koncepcji niepokojów, zagrożenia, wojen i kryzysów… mamy więc zaraz kryzys gospodarczy (2008) i nakręcanie kolejnych zagrożeń.
Politycy krajowi mają wszystkim zochydzić władze państwowe i prowokować kolejne fale niezadowolenia swoimi wypowiedziami i poczynaniami.
Klasy polityczne odchodzą powoli do lamusa, na ich miejsce pojawiają się kolejne ruchy obudzonych, niezadowolonych, społeczne czy apolityczne 🙂to tak jak by księża deklarowali neutralność światopoglądową…

Kolejne propozycje ustaw i umów (CETA; TTIP) mocno ingerujące w wolność i swobody obywatelskie sondują, co można zrobić, by wywołać falę oburzenia społecznego, na której można by osadzić Nowy Porządek.
Kolejne posunięcia i wręcz obraźliwe czy bezczelne deklaracje (np: Brukseli wobec państw grupy wyszehradzkiej) są tym elementem podgrzewania atmosfery… Jednak lata hodowania tłuszczy i posłusznej w swej masie grupy konsumentów doprowadziły do totalnej apatii i bierności politycznej (wynikającej też z poczucia beznadziejności-braku nadzieji i wiary w zmiany).

Na Islandi trwa eksperyment socjologiczny (stąd totalny brak informacji, co tam się tak naprawdę dzieje-poza tym to dosyć specyficzny kraj i ciężko by służył NWO jako dobry przykład dla rządów światowych)
Ciężko powiedzieć jak to wszystko się skończy, bo oni swoich planów nie porzucą, a my mamy do wyboru działać świadomie, lub czekać na kolejną burzę wichrów,. niepotrzebnie przelewaną krew i cierpienia niewinnych osób….

Wygląda na to, że ta bierność to dobra podstawa do rządów silnej ręki, opartych na sprawiedliwym prawie i uczciwym aparacie państwowym.
Bezwzględnej walce z bandytyzmem, ale nie narzucaniu własnej woli uczciwym osobom-poszanowaniu ich wolności.
Bez odnoszenia się wyłącznie do tego co było, ale przede wszystkim do tego co jest.

Demokracja umarła śmiercią naturalną w ostatnich referendach szwajcarskich, i jest już trupem.

Pozostaje jedynie oddać ludziom jak najwięcej władzy nad swoim życiem w ich ręce (niech decydują i ponoszą konsekwencje), a państwo nakierować na obronę ich prawa do życia i wolności, a nie na obronę przed konsekwencjami decyzji , które sami podejmują.
Stworzenie i nadzorowanie transparentnej przestrzeni publiczno-prawnej, gdzie każdy będzie miał takie same prawa, i z tych praw mógł samodzielnie korzystać.
By każda osoba próbująca ograniczać czyjąś swobodę obrywała po łapach, a każdego kto skrzywdzi drugą osobę, spotykała taka krzywda, by nikomu nie przyszło do głowy powtórzyć takiego czynu.

Tego nam najbardziej brakuje-normalności, i o to walczyli nasi przodkowie pod różnokolorowymi sztandarami. O wolność naszą i waszą…

„PRAWDA NAS WYZWOLI”

prawda nas wyzwoli.jpg

Czym jest prawda?

Prawda to rzeczywistość.

Nie każdemu odpowiada, bo jest taka sama dla wszystkich, więc niektórzy wolą kłamstwa (tych może być nieskończenie wiele na jeden temat-więc dla każdego coś miłego).

Prawda często boli mentalnie, więc ją odrzucamy, bo kłamstwo daje poczucie „haju”, znieczula i zadowala (nasze niskie instynkty i pobudki), uspokaja i zwalnia z wysiłku myślowego.

Kłamstwo często daje poczucie przynależności do grupy (brak osamotnienia, nieważne że inni też się mylą, grunt to nie być samemu).

Czym bardziej zagłębiamy się w prawdę, tym bardziej samotni się stajemy…

Jack Kulon:
„Prawda, to zgodność mysli z rzeczywistością”! ( Platon)

Znajomość klasyki pozwala nam wcześniej więcej wiedzieć, jednak dochodzenie samemu do klasycznych sformułowań pozwala nam poruszać się swobodnie po fundamencie z którego pochodzą.

A jako że myśli „nie istnieją”, są jedynie naszą próbą oddania rzeczywistości, jej warstwą opisową, to tak naprawdę istnieje tylko prawda (bo kłamstwo to jedynie myśli sprzeczne z rzeczywistością)

Więc o jakim pojedynku można mówić między prawdą a kłamstwem, skoro to drugie nie istnieje?

Ten pojedynek odbywa się jedynie w obrębie każdego z nas, uleganie przez nas kłamstwu (czyli złudzeniu) to prawdziwe źródła naszych cierpień i wszelkiego zła na tym świecie…

Stąd na tej wojnie, potyczce o prawdziwy pokój, nie liczą się czołgi ani ropa, ale nasza chęć poznania prawdy, porzucenia kłamstwa, nawet za cenę pozbycia się „komfortu”, bo ten komfort nigdy nie był prawdziwy, a jedynie miał w nas usypiać czujność i oddalać od tego co prawdziwe (czyli jedyne).

Tu każdy z nas jest generałem, żołnierzem i cywilem jednocześnie-nikt za nikogo nie dokona wyboru, ani nie stoczy żadnej potyczki.

A ofiarą nie stajemy się po przegranej walce—przegrywamy już na starcie, jeśli tej walki nie podejmiemy…

Powszechne prawo do manipulacji…

sondaz

Machnie ktoś kartką z „sondażem”, jak kiedyś Chamberlain kartką z „pokojem”, a tłum przeżywa to jak wielokrotny orgazm…

Co do sondaży, to każdy świadomy człowiek wie nie tylko, że sondaż sondażowi nierówny (tak pod względem wyników, jak i sposobu formułowania pytań, itp), ale i że na dobrą sprawę, sondaże powinny być …zakazane, a już na pewno w demokracji, gdzie ich wpływ jest niebezpieczny.

Dlaczego?

Bo wpływają na nasze decyzje, „podpowiadają” nam wybór, który powinien być podyktowany innymi czynnikami, takimi jak program danej partii (zgodność z naszymi poglądami), a nie jej popularnością. Dla niektórych znajdowanie się w obozie „zwycięskim” to sposób na poprawienie samopoczucia lub leczenie jakiś kompleksów, a nie żaden polityczny wybór-takie głosy nie wpływają chyba na poziom naszych „wybrańców” pozytywnie?

Drugim najczęstszym sposobem manipulacji jest pomijanie lub pomniejszenia poparcia, co powoduje że ludzie tracą wiarę i w poczuciu osamotnienia szukają innych sposobów użycia głosu, by się ” nie zmarnował” (totalny bezsens i niezrozumienie idei głosowania).

Podobne metody są stosowane przy innych sondażach, dotyczących opini na jakiś temat-często są to długofalowe, kilku-kilkunastoletnie manipulacje. Dla nikogo nie są dziwne manipulacje jakie można osiągnąć w statystyce, manipulując wyłącznie na bazie pewnych niezmiennych danych. Sondaż daje nam możliwość dobrania „odpowiednich” danych do tezy, jaką chcemy przedstawić.

Czy zabronić powinno się publikowania sondaży? Nie, to połowiczne rozwiązanie i sprzeczne z zasadami jakie wyznaje.

Powinniśmy być świadomi tej manipulacji i się jej nie poddawać. W tych biurach nie siedzą ludzie którzy chcą nam „zrobić dobrze” mówiąc o naszych „grupowych preferencjach” (nic takiego, tak naprawdę nie istnieje), ale za pieniądze zmanipulują nas w dowolną stronę, jak dziennikarze, lub „rozgrzani” sędziowie…

Naszą jedyną przed tym obroną, jest nasza świadomość tego, i olewanie tego. Niech nas nigdy nie interesuje, ile osób myśli tak, a ile siak, tylko CO MY O TYM MYŚLIMY i dlaczego. Nieważne ile osób jest za tym, a ile za tamtym, WAŻNE ZA KIM MY JESTEŚMY i dlaczego.

Na koniec warto przypomnieć historię ankiety dotyczącej szkodliwości wody i wprowadzenia zakazu jej używania-oczywiście woda występowała tu pod inną nazwą, ale do nas powinna przemawiać nie tyle ta manipulacja (i nie powinniśmy się doszukiwać oraz eliminować manipulacji w sondażach), Co SAM FAKT, ŻE O ZAKAZIE BĄDŹ NIE JEJ UŻYWANIA, NIE POWINNA DECYDOWAĆ ANKIETA, PODOBNIE JAK O MILIONIE INNYCH SPRAW.

Nacjonalizm to świadomość, a nie śmietnik kompleksiarzy…

Może czas najwyższy oddzielić nacjonalizm i myśl narodową, od wyzwisk wobec innych i poniżeń skierowanych w stronę tych, których uważamy za „gorszych”, bo bazują one wyłącznie na głupocie oraz ograniczeniu powielaczy takich stereotypów i tak naprawdę zaśmiecają naszą myśl polityczną.

Świadomość-w-starym-i-nowym-matrixie-2012

Subiektywnie każdy z nas jest inny, więc nie ma tu podstaw do zakładania jakichkolwiek partii i stronnictw, ale obiektywnie jest coś co nas wszystkich łączy-to uznanie życia każdego z nas, za daru unikalnego i przynależnego każdemu z obdarowanych, co za tym idzie, podlegającemu ochronie bezwzględnej.

Bronić tego prawa do życia należy bezwzględnie i wobec każdego, bo dając przyzwolenie na pozbawianie kogoś niewinnego życia, akceptujemy również możliwość, że ktoś nas pozbawi życia w ten sam sposób, bez żadnej winy z naszej strony.

Prostą konsekwencją życia, jest prawo do decydowania o nim, jego przebiegu-każdy z nas ma swoje życie, swój plan na nie i ponosząc konsekwencje swoich decyzji, jest poddany najsprawiedliwszemu ustrojowi na świecie-nikt nigdy niczego bardziej sprawiedliwego nie wymyślił, i wymyśleć nie może, bo to niemożliwe

. Kto będzie się kierował zdrowym rozsądkiem i rozumem, ten w sposób naturalny będzie wynagradzany, a kto do tego z sercem będzie podchodził do drugiego człowieka, ten nigdy na brak miłości w życiu narzekać nie będzie.

Granicę wolności każdego z nas jest naturalna granica krzywdy drugiego człowieka–i nie wynika ona z żadnych przepisów czy tradycji, ale z prostej zasady, że skoro sami nie chcemy być krzywdzeni, to i innych krzywdzić nie możemy. To jest fundament prawa i moralności, a państwo nie jest od ustalania jakiś nowych „praw” lub „moralności”, lecz wyłącznie od stania na straży tego fundamentu.

 

Ten fundament jest jak prawda, niezmienny od wieków, i po wiek wieków taki pozostanie. Tak jak kłamstwa nie mogą prawdy zmienić, więc próbują ją zasypać swoją mnogością, tak i tej ostoi prawa i moralności zmienić się nie da, więc bezprawie i antymoralność krzykiem i emocjami próbują nam ją przysłonić, realizując własne żądze i interesy, ulegając ciemnej stronie ludzkiej natury…

W tej podstawie każdy człowiek jest równy drugiemu, i nic innego prawdziwym być nie może, tak jak jest jedyny prawdziwy podział na człowieka i ludzkość jako zbiór wszystkich ludzi.

 

Nacjonalizm jest jak umiłowanie do życia w rodzinie, jednym z etapów naszego zrozumienia do życia każdego z nas osobno, oraz w poczuciu wspólnoty z innymi ludźmi. To są kolejne etapy poszerzania naszych możliwości, poprzez świadomy rozwój i współpracę z innymi, by nic nie zakłócało fundamentów naszego istnienia i dobrobytu.

Fałszywe wezwanie jest do walki w imię wolnej ludzkości, jeśli nie działa się w imię wolności własnego narodu, bo czymże jest ta ludzkość, jeśli własny naród do niej nie przynależy.
Fałszywe jest wezwanie do walki w imię wolności narodu, jeśli nie działa się w imię wolności własnej rodziny, bo czymże jest ten naród, jeśli brak w nim miejsca dla naszej rodziny.
Fałszywe jest wezwanie do walki w imię wolności rodziny, jeśli nie działa się w imię wolności każdego z jej członków, bo czymże jest ta rodzina, jeśli nie każdy z jej członków, może się cieszyć w niej swobodą.

Wolność to coś bezwarunkowego, i tylko wtedy jest prawdziwa, gdy dotyczy każdego z nas-jeśli choć jedna osoba jest jej pozbawiona, nikt z nas nie jest prawdziwie wolny, bo i on może w każdej chwili być jej pozbawiony. Nasz los w rękach innych podobnie jak los innych w naszych rękach, a dokładniej w umyśle i sercu. Brak zgody na krzywdę drugiego człowieka jest najlepszą naszą obroną przed skrzywdzeniem nas samych.

 

Nie możemy wyruszać na wojnę o wolność, jeśli sami niewolnikami swoich własnych lęków i ignorancji pozostajemy, bo będzie to nas ograniczać i krępować wszelkie ruchy. Wróg nas omotał naszymi własnymi więzami, które z ciemnej strony naszej natury wychodzą, i na złą drogę sprowadzają…

 

Kto pozostaje w niewoli podziałów pozornych i dobrobyt swój chce budować na krzywdzie innych ludzi, innych rodzin czy narodów, ten nigdy swojego celu nie osiągnie, a jedynie przyłoży rękę do krzywd i cierpień niewinnych.
Kto nie potrafi zmierzyć się z tym co mówi, i konsekwencjami tego co robi, ten na zawsze pozostanie niedojrzały, i wstydliwie krzywdzić innych nadal będzie.
Kto nie będzie chciał poznać swych słabych stron i odnaleźć dla nich zwycięską rolę, tego mocne strony zawiodą w ślepą uliczkę, a on sam pokonany będzie żałośnie…

Pod Twoją Obronę…

defilada

AppleMark

Co rusz pojawiają się pomysły, by przywrócić obowiązkową służbę wojskową, lub dozbroić naszą armię w broń atomową-obydwa pomysły, jakkolwiek stoją za nimi jak najlepsze intencje pomysłodawców i zwolenników, nijak mają się do rzeczywistości, a co gorsza mogą zadziałać wprost przeciwnie do tego, czego się po nich spodziewamy, czy też czego od nich oczekujemy.

Dla zwolenników obowiązkowej służby wojskowej, jest to nie tylko związane ze wspomnieniami swojego własnego pobytu w MONie, który naturalnie z perspektywy lat coraz przyjemniej się wspomina, tak jak dla niektórych przyjemnie się wspomina czasy stanu wojennego i komuny, bo to lata młodości i brak było pewnych rzeczy i zjawisk, tak nam dzisiaj dokuczliwych. Nie każdemu przeszkadzała cenzura i brak wolności, chociaż ta ostatnia dzisiaj często polega na tym, że można wybierać między pracą za 2000 w sklepie  z niedzielami, lub w drukarni z nockami. Do tego niezależnie od czasu jaki im przyszło spędzić w wojsku, czy to były dwa lata, czy niespełna rok, większość zgodzi się ze mną, że wystarczyłyby max 3 miesiące, by posiedli swoje umiejętności-reszta to typowe służby i zbijanie bąków.

Niebezpieczny jest również mit, jakoby zmuszenie do noszenia wojskowych glanów młodzieży gustującej w „rurkach”, wpływało na podniesienie zdolności obronnych naszego kraju. To nie tylko jest wypaczaniem roli jakiej oczekujemy od armii (obrona  naszego prawa do życia i samostanowienia),. ale i próba narzucania drugim osobom własnego stylu życia i zachowania, niczym nie różniąca się od rozmaitych tyrani, których na tym świecie mamy przesyt. Krzysztof Kamil Baczyński pisał wiersze, jednak w momencie gdy uznał to za potrzebne, chwycił za broń i poszedł w bój-sądze że niejeden EMO (?) może pójść tym samym śladem, ale jeśli nie chce, to nie róbmy z nikogo żołnierza wbrew jego woli. Wpychanie komuś na siłę  karabinu, to jak kazać Prezesowi zrobić prawo jazdy i posadzić go za kierownicą autobusu MZK-nikomu to na zdrowie nie wyjdzie,. i będzie bardziej przykładem udowadniania czegoś komuś, niż racjonalnym wykorzystaniem naszych narodowych możliwości.

Nie róbmy z wojska „wychowalni”, ani nie obarczajmy wojska kolejnym obowiązkiem, któremu sami nie podołaliśmy: jako rodzice, wychowawcy, społeczeństwo-wojsko ma jeden ważny obowiązek, i niech z niego się wywiąże jak najlepiej. Do tego celu potrzebuje pewnego rodzaju autonomii, i tu jestem zwolennikiem, by na czele wojska stał marszałek, jako swego rodzaju patron i jednoosobowy nadzorca armii, ale i jako osobisty nosiciel obowiązku zapewnienia przez wojsko tego, czego od naszych sił zbrojnych jako społeczeństwo wymagamy. Takie ojcowskie oko jest potrzebne tej formacji, i nie posiadając żadnych proregatyw, powinien posłuch i respekt wśród żołnierzy i oficerów wypracować nie z nadania czy szarży, ale z własnej postawy i szacunku do formalnie podległych mu wojskowych. Czas by i w wojsku wróciła racjonalność i realne dostosowanie naszych sił do prawdziwego pola walki i zagrożenia.

carl-gustaf_031

Dziś nasze zakupy i szkolenia wojskowe przypominają to co dobrze znamy z cywilnych struktur państwowych: chaos i burdel na kółkach. Kiedy jeden sąsiad ma 2000 czołgów, drugi 1100, a my 200-to zakup kolejnych 100 czołgów jest wyrzuceniem pieniędzy w błoto, bo, nie zmienia to w żaden sposób tych proporcji. Zamiast tych 100 czołgów, lepiej jest kupić 2000 zestawów antyczołgowych (bazook) z amunicją-da to nam szansę  (chociaż teoretycznie) na zniwelowanie przewagi wroga pod tym wzglądem. Oczywiście żeby to zdało egzamin, należy zakupioną amunicje rozdysponować w proporcjach 80:20, 80% rozdysponować na ćwiczeniach, 10 % zostawić na ćwiczenia w momencie realnego zagrożenia, 10% na walkę. Przykładowo 80 szt. to ośmiu żołnierzy x 10 strzelań, w wypadku zagrożenia mamy 10 szt. na strzelanie ćwiczebne żołnierzy którzy tej broni będą używać lada moment (2×5, lub 3×3) i zostaje 10 szt na pole walki-mało? Tak się tylko wydaje. Jeżeli za pomocą tej jednej bazooki i 100 szt. amunicji uda się wyeliminować jeden wrogi czołg (a wyćwiczony w obsłudze żołnierz może zniszczyć śmiało 2-3), to łatwo policzyć jak ekonomicznie prowadzimy tą wojnę. Do tego takiego żołnierza ciężko wykryć (w porównaniu do czołgu-element zaskoczenia) i zniszczyć zawczasu, a broń można schować i wykorzystać do ewentualnych działań partyzanckich (czołgu raczej nie). Na dzień dzisiejszy jednak wykorzystanie amunicji wygląda odwrotnie: 10-20%  wykorzystuje się do ćwiczeń, reszta czeka na wojnę, i tak naprawdę to większość z nich nigdy nie zostanie użyta, bo wpadnie w ręce nieprzyjaciela, lub zostanie wysadzona przez naszych saperów-pieniądze wyrzucone w błoto, a żołnierze niewyszkoleni dostatecznie, nie stanowią większego zagrożenia-bohaterstwem i męstwem nie da się wszystkiego nadrobić.

Dlaczego jednak kupujemy te czołgi, które nie zmieniają nic,  zamiast zestawów mogących niszczyć wrogie siły? Odpowiedź jest prosta. Bo na defiladach, lepiej prezentuje się sznur kilkudziesięciu czołgów, niż brygada żołnierzy uzbrojona w bazooki. Te czołgi nie zmieniają nic, ta brygada może napsuć krwi przeciwnikowi. Jednak u nas stawia się na symbolikę, decydenci i generalicja stawia na armię pokazową, a nie na armię mającą zdolność nas bronić. Kupowanie pocisków bez kodów, to jak zakup samochodu bez silnika, topienie miliardów w Gawronach i innych tego typu poronionych pomysłach. Teraz ci którzy tworzą armię pod kątem zdolności do defilad, a nie działań bojowych, mydlą nam oczy powrotem poboru wojskowego, jakoby zwiększało to nasze zdolności obronne-kolejne kłamstwo które bazuje na emocjach, i nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia…

Armia powinna pozostać formacją profesjonalną, powinna przejść gruntowną reorganizację-jednego losowego oficera, z zaliczonym stażem bojowym, maksymalnie w stopniu kapitana, powinno się awansować na marszałka i niech sobie dobierze doradców wedle własnego uznania i reformuje oraz dozbraja Armię-wg budżetu jaki mu przysługuje. Zostawmy profesjonalistą swoją robotę, i niech żadni posłowie ani politycy się mu nie wtrącają-chyba że jawnie pracują na rzecz osłabienia naszych zdolności obronnych.

Co do przeszkolenia powszechnego obywateli-powinna powstać Obrona Cywilna (czy OT), lokdo której każdy byłby powoływany na okres 4-6 tyg. i później co 3-5 lat na 1-2 tyg. Oczywiście przeszkolenie w okolicach własnego miejsca zamieszkania. Obejmowałoby nie tylko obsługę broni i walk polowych, ale i pierwszą pomoc, reagowanie w wypadku klęsk żywiołowych, katastrof związanych z okolicami (zakłady azotowe, petrochemia,. lasy, itp.), działania wsparcia logistycznego jednostek liniowych, partyzanckie, itp. Oprócz tego kursy-obozy dla chętnych w lecie i zimie, surrivalowe itp., dostępne już od np. 16 roku życia, coś na kształt niegdysiejszej Ligi Obrony Kraju, czy harcerstwa w nowej formule. Pamiętajmy że dzisiaj wojsko, to nie tylko kałach, ale i drony-dla wielu młodych „komputerowców” przedzieranie się przez las w nocy, a później sterowanie dronem z wierzchołka drzewa, za pomocą pada to przygoda-a że przy okazji nauczy się czegoś więcej, co może być przydatne jemu. czyli też i nam, w ciężkich czasach, to już sama wartość dodatnia. Trzeba tylko pozbyć się uprzedzeń, i przestać myśleć kategoriami które nam wpojono-niektóre są już przestarzałe, a na siłę wyrządzimy więcej szkody niż pożytku…