„PRAWDA NAS WYZWOLI”

prawda nas wyzwoli.jpg

Czym jest prawda?

Prawda to rzeczywistość.

Nie każdemu odpowiada, bo jest taka sama dla wszystkich, więc niektórzy wolą kłamstwa (tych może być nieskończenie wiele na jeden temat-więc dla każdego coś miłego).

Prawda często boli mentalnie, więc ją odrzucamy, bo kłamstwo daje poczucie „haju”, znieczula i zadowala (nasze niskie instynkty i pobudki), uspokaja i zwalnia z wysiłku myślowego.

Kłamstwo często daje poczucie przynależności do grupy (brak osamotnienia, nieważne że inni też się mylą, grunt to nie być samemu).

Czym bardziej zagłębiamy się w prawdę, tym bardziej samotni się stajemy…

Jack Kulon:
„Prawda, to zgodność mysli z rzeczywistością”! ( Platon)

Znajomość klasyki pozwala nam wcześniej więcej wiedzieć, jednak dochodzenie samemu do klasycznych sformułowań pozwala nam poruszać się swobodnie po fundamencie z którego pochodzą.

A jako że myśli „nie istnieją”, są jedynie naszą próbą oddania rzeczywistości, jej warstwą opisową, to tak naprawdę istnieje tylko prawda (bo kłamstwo to jedynie myśli sprzeczne z rzeczywistością)

Więc o jakim pojedynku można mówić między prawdą a kłamstwem, skoro to drugie nie istnieje?

Ten pojedynek odbywa się jedynie w obrębie każdego z nas, uleganie przez nas kłamstwu (czyli złudzeniu) to prawdziwe źródła naszych cierpień i wszelkiego zła na tym świecie…

Stąd na tej wojnie, potyczce o prawdziwy pokój, nie liczą się czołgi ani ropa, ale nasza chęć poznania prawdy, porzucenia kłamstwa, nawet za cenę pozbycia się „komfortu”, bo ten komfort nigdy nie był prawdziwy, a jedynie miał w nas usypiać czujność i oddalać od tego co prawdziwe (czyli jedyne).

Tu każdy z nas jest generałem, żołnierzem i cywilem jednocześnie-nikt za nikogo nie dokona wyboru, ani nie stoczy żadnej potyczki.

A ofiarą nie stajemy się po przegranej walce—przegrywamy już na starcie, jeśli tej walki nie podejmiemy…

Powszechne prawo do manipulacji…

sondaz

Machnie ktoś kartką z „sondażem”, jak kiedyś Chamberlain kartką z „pokojem”, a tłum przeżywa to jak wielokrotny orgazm…

Co do sondaży, to każdy świadomy człowiek wie nie tylko, że sondaż sondażowi nierówny (tak pod względem wyników, jak i sposobu formułowania pytań, itp), ale i że na dobrą sprawę, sondaże powinny być …zakazane, a już na pewno w demokracji, gdzie ich wpływ jest niebezpieczny.

Dlaczego?

Bo wpływają na nasze decyzje, „podpowiadają” nam wybór, który powinien być podyktowany innymi czynnikami, takimi jak program danej partii (zgodność z naszymi poglądami), a nie jej popularnością. Dla niektórych znajdowanie się w obozie „zwycięskim” to sposób na poprawienie samopoczucia lub leczenie jakiś kompleksów, a nie żaden polityczny wybór-takie głosy nie wpływają chyba na poziom naszych „wybrańców” pozytywnie?

Drugim najczęstszym sposobem manipulacji jest pomijanie lub pomniejszenia poparcia, co powoduje że ludzie tracą wiarę i w poczuciu osamotnienia szukają innych sposobów użycia głosu, by się ” nie zmarnował” (totalny bezsens i niezrozumienie idei głosowania).

Podobne metody są stosowane przy innych sondażach, dotyczących opini na jakiś temat-często są to długofalowe, kilku-kilkunastoletnie manipulacje. Dla nikogo nie są dziwne manipulacje jakie można osiągnąć w statystyce, manipulując wyłącznie na bazie pewnych niezmiennych danych. Sondaż daje nam możliwość dobrania „odpowiednich” danych do tezy, jaką chcemy przedstawić.

Czy zabronić powinno się publikowania sondaży? Nie, to połowiczne rozwiązanie i sprzeczne z zasadami jakie wyznaje.

Powinniśmy być świadomi tej manipulacji i się jej nie poddawać. W tych biurach nie siedzą ludzie którzy chcą nam „zrobić dobrze” mówiąc o naszych „grupowych preferencjach” (nic takiego, tak naprawdę nie istnieje), ale za pieniądze zmanipulują nas w dowolną stronę, jak dziennikarze, lub „rozgrzani” sędziowie…

Naszą jedyną przed tym obroną, jest nasza świadomość tego, i olewanie tego. Niech nas nigdy nie interesuje, ile osób myśli tak, a ile siak, tylko CO MY O TYM MYŚLIMY i dlaczego. Nieważne ile osób jest za tym, a ile za tamtym, WAŻNE ZA KIM MY JESTEŚMY i dlaczego.

Na koniec warto przypomnieć historię ankiety dotyczącej szkodliwości wody i wprowadzenia zakazu jej używania-oczywiście woda występowała tu pod inną nazwą, ale do nas powinna przemawiać nie tyle ta manipulacja (i nie powinniśmy się doszukiwać oraz eliminować manipulacji w sondażach), Co SAM FAKT, ŻE O ZAKAZIE BĄDŹ NIE JEJ UŻYWANIA, NIE POWINNA DECYDOWAĆ ANKIETA, PODOBNIE JAK O MILIONIE INNYCH SPRAW.

Nacjonalizm to świadomość, a nie śmietnik kompleksiarzy…

Może czas najwyższy oddzielić nacjonalizm i myśl narodową, od wyzwisk wobec innych i poniżeń skierowanych w stronę tych, których uważamy za „gorszych”, bo bazują one wyłącznie na głupocie oraz ograniczeniu powielaczy takich stereotypów i tak naprawdę zaśmiecają naszą myśl polityczną.

Świadomość-w-starym-i-nowym-matrixie-2012

Subiektywnie każdy z nas jest inny, więc nie ma tu podstaw do zakładania jakichkolwiek partii i stronnictw, ale obiektywnie jest coś co nas wszystkich łączy-to uznanie życia każdego z nas, za daru unikalnego i przynależnego każdemu z obdarowanych, co za tym idzie, podlegającemu ochronie bezwzględnej.

Bronić tego prawa do życia należy bezwzględnie i wobec każdego, bo dając przyzwolenie na pozbawianie kogoś niewinnego życia, akceptujemy również możliwość, że ktoś nas pozbawi życia w ten sam sposób, bez żadnej winy z naszej strony.

Prostą konsekwencją życia, jest prawo do decydowania o nim, jego przebiegu-każdy z nas ma swoje życie, swój plan na nie i ponosząc konsekwencje swoich decyzji, jest poddany najsprawiedliwszemu ustrojowi na świecie-nikt nigdy niczego bardziej sprawiedliwego nie wymyślił, i wymyśleć nie może, bo to niemożliwe

. Kto będzie się kierował zdrowym rozsądkiem i rozumem, ten w sposób naturalny będzie wynagradzany, a kto do tego z sercem będzie podchodził do drugiego człowieka, ten nigdy na brak miłości w życiu narzekać nie będzie.

Granicę wolności każdego z nas jest naturalna granica krzywdy drugiego człowieka–i nie wynika ona z żadnych przepisów czy tradycji, ale z prostej zasady, że skoro sami nie chcemy być krzywdzeni, to i innych krzywdzić nie możemy. To jest fundament prawa i moralności, a państwo nie jest od ustalania jakiś nowych „praw” lub „moralności”, lecz wyłącznie od stania na straży tego fundamentu.

 

Ten fundament jest jak prawda, niezmienny od wieków, i po wiek wieków taki pozostanie. Tak jak kłamstwa nie mogą prawdy zmienić, więc próbują ją zasypać swoją mnogością, tak i tej ostoi prawa i moralności zmienić się nie da, więc bezprawie i antymoralność krzykiem i emocjami próbują nam ją przysłonić, realizując własne żądze i interesy, ulegając ciemnej stronie ludzkiej natury…

W tej podstawie każdy człowiek jest równy drugiemu, i nic innego prawdziwym być nie może, tak jak jest jedyny prawdziwy podział na człowieka i ludzkość jako zbiór wszystkich ludzi.

 

Nacjonalizm jest jak umiłowanie do życia w rodzinie, jednym z etapów naszego zrozumienia do życia każdego z nas osobno, oraz w poczuciu wspólnoty z innymi ludźmi. To są kolejne etapy poszerzania naszych możliwości, poprzez świadomy rozwój i współpracę z innymi, by nic nie zakłócało fundamentów naszego istnienia i dobrobytu.

Fałszywe wezwanie jest do walki w imię wolnej ludzkości, jeśli nie działa się w imię wolności własnego narodu, bo czymże jest ta ludzkość, jeśli własny naród do niej nie przynależy.
Fałszywe jest wezwanie do walki w imię wolności narodu, jeśli nie działa się w imię wolności własnej rodziny, bo czymże jest ten naród, jeśli brak w nim miejsca dla naszej rodziny.
Fałszywe jest wezwanie do walki w imię wolności rodziny, jeśli nie działa się w imię wolności każdego z jej członków, bo czymże jest ta rodzina, jeśli nie każdy z jej członków, może się cieszyć w niej swobodą.

Wolność to coś bezwarunkowego, i tylko wtedy jest prawdziwa, gdy dotyczy każdego z nas-jeśli choć jedna osoba jest jej pozbawiona, nikt z nas nie jest prawdziwie wolny, bo i on może w każdej chwili być jej pozbawiony. Nasz los w rękach innych podobnie jak los innych w naszych rękach, a dokładniej w umyśle i sercu. Brak zgody na krzywdę drugiego człowieka jest najlepszą naszą obroną przed skrzywdzeniem nas samych.

 

Nie możemy wyruszać na wojnę o wolność, jeśli sami niewolnikami swoich własnych lęków i ignorancji pozostajemy, bo będzie to nas ograniczać i krępować wszelkie ruchy. Wróg nas omotał naszymi własnymi więzami, które z ciemnej strony naszej natury wychodzą, i na złą drogę sprowadzają…

 

Kto pozostaje w niewoli podziałów pozornych i dobrobyt swój chce budować na krzywdzie innych ludzi, innych rodzin czy narodów, ten nigdy swojego celu nie osiągnie, a jedynie przyłoży rękę do krzywd i cierpień niewinnych.
Kto nie potrafi zmierzyć się z tym co mówi, i konsekwencjami tego co robi, ten na zawsze pozostanie niedojrzały, i wstydliwie krzywdzić innych nadal będzie.
Kto nie będzie chciał poznać swych słabych stron i odnaleźć dla nich zwycięską rolę, tego mocne strony zawiodą w ślepą uliczkę, a on sam pokonany będzie żałośnie…

Pod Twoją Obronę…

defilada

AppleMark

Co rusz pojawiają się pomysły, by przywrócić obowiązkową służbę wojskową, lub dozbroić naszą armię w broń atomową-obydwa pomysły, jakkolwiek stoją za nimi jak najlepsze intencje pomysłodawców i zwolenników, nijak mają się do rzeczywistości, a co gorsza mogą zadziałać wprost przeciwnie do tego, czego się po nich spodziewamy, czy też czego od nich oczekujemy.

Dla zwolenników obowiązkowej służby wojskowej, jest to nie tylko związane ze wspomnieniami swojego własnego pobytu w MONie, który naturalnie z perspektywy lat coraz przyjemniej się wspomina, tak jak dla niektórych przyjemnie się wspomina czasy stanu wojennego i komuny, bo to lata młodości i brak było pewnych rzeczy i zjawisk, tak nam dzisiaj dokuczliwych. Nie każdemu przeszkadzała cenzura i brak wolności, chociaż ta ostatnia dzisiaj często polega na tym, że można wybierać między pracą za 2000 w sklepie  z niedzielami, lub w drukarni z nockami. Do tego niezależnie od czasu jaki im przyszło spędzić w wojsku, czy to były dwa lata, czy niespełna rok, większość zgodzi się ze mną, że wystarczyłyby max 3 miesiące, by posiedli swoje umiejętności-reszta to typowe służby i zbijanie bąków.

Niebezpieczny jest również mit, jakoby zmuszenie do noszenia wojskowych glanów młodzieży gustującej w „rurkach”, wpływało na podniesienie zdolności obronnych naszego kraju. To nie tylko jest wypaczaniem roli jakiej oczekujemy od armii (obrona  naszego prawa do życia i samostanowienia),. ale i próba narzucania drugim osobom własnego stylu życia i zachowania, niczym nie różniąca się od rozmaitych tyrani, których na tym świecie mamy przesyt. Krzysztof Kamil Baczyński pisał wiersze, jednak w momencie gdy uznał to za potrzebne, chwycił za broń i poszedł w bój-sądze że niejeden EMO (?) może pójść tym samym śladem, ale jeśli nie chce, to nie róbmy z nikogo żołnierza wbrew jego woli. Wpychanie komuś na siłę  karabinu, to jak kazać Prezesowi zrobić prawo jazdy i posadzić go za kierownicą autobusu MZK-nikomu to na zdrowie nie wyjdzie,. i będzie bardziej przykładem udowadniania czegoś komuś, niż racjonalnym wykorzystaniem naszych narodowych możliwości.

Nie róbmy z wojska „wychowalni”, ani nie obarczajmy wojska kolejnym obowiązkiem, któremu sami nie podołaliśmy: jako rodzice, wychowawcy, społeczeństwo-wojsko ma jeden ważny obowiązek, i niech z niego się wywiąże jak najlepiej. Do tego celu potrzebuje pewnego rodzaju autonomii, i tu jestem zwolennikiem, by na czele wojska stał marszałek, jako swego rodzaju patron i jednoosobowy nadzorca armii, ale i jako osobisty nosiciel obowiązku zapewnienia przez wojsko tego, czego od naszych sił zbrojnych jako społeczeństwo wymagamy. Takie ojcowskie oko jest potrzebne tej formacji, i nie posiadając żadnych proregatyw, powinien posłuch i respekt wśród żołnierzy i oficerów wypracować nie z nadania czy szarży, ale z własnej postawy i szacunku do formalnie podległych mu wojskowych. Czas by i w wojsku wróciła racjonalność i realne dostosowanie naszych sił do prawdziwego pola walki i zagrożenia.

carl-gustaf_031

Dziś nasze zakupy i szkolenia wojskowe przypominają to co dobrze znamy z cywilnych struktur państwowych: chaos i burdel na kółkach. Kiedy jeden sąsiad ma 2000 czołgów, drugi 1100, a my 200-to zakup kolejnych 100 czołgów jest wyrzuceniem pieniędzy w błoto, bo, nie zmienia to w żaden sposób tych proporcji. Zamiast tych 100 czołgów, lepiej jest kupić 2000 zestawów antyczołgowych (bazook) z amunicją-da to nam szansę  (chociaż teoretycznie) na zniwelowanie przewagi wroga pod tym wzglądem. Oczywiście żeby to zdało egzamin, należy zakupioną amunicje rozdysponować w proporcjach 80:20, 80% rozdysponować na ćwiczeniach, 10 % zostawić na ćwiczenia w momencie realnego zagrożenia, 10% na walkę. Przykładowo 80 szt. to ośmiu żołnierzy x 10 strzelań, w wypadku zagrożenia mamy 10 szt. na strzelanie ćwiczebne żołnierzy którzy tej broni będą używać lada moment (2×5, lub 3×3) i zostaje 10 szt na pole walki-mało? Tak się tylko wydaje. Jeżeli za pomocą tej jednej bazooki i 100 szt. amunicji uda się wyeliminować jeden wrogi czołg (a wyćwiczony w obsłudze żołnierz może zniszczyć śmiało 2-3), to łatwo policzyć jak ekonomicznie prowadzimy tą wojnę. Do tego takiego żołnierza ciężko wykryć (w porównaniu do czołgu-element zaskoczenia) i zniszczyć zawczasu, a broń można schować i wykorzystać do ewentualnych działań partyzanckich (czołgu raczej nie). Na dzień dzisiejszy jednak wykorzystanie amunicji wygląda odwrotnie: 10-20%  wykorzystuje się do ćwiczeń, reszta czeka na wojnę, i tak naprawdę to większość z nich nigdy nie zostanie użyta, bo wpadnie w ręce nieprzyjaciela, lub zostanie wysadzona przez naszych saperów-pieniądze wyrzucone w błoto, a żołnierze niewyszkoleni dostatecznie, nie stanowią większego zagrożenia-bohaterstwem i męstwem nie da się wszystkiego nadrobić.

Dlaczego jednak kupujemy te czołgi, które nie zmieniają nic,  zamiast zestawów mogących niszczyć wrogie siły? Odpowiedź jest prosta. Bo na defiladach, lepiej prezentuje się sznur kilkudziesięciu czołgów, niż brygada żołnierzy uzbrojona w bazooki. Te czołgi nie zmieniają nic, ta brygada może napsuć krwi przeciwnikowi. Jednak u nas stawia się na symbolikę, decydenci i generalicja stawia na armię pokazową, a nie na armię mającą zdolność nas bronić. Kupowanie pocisków bez kodów, to jak zakup samochodu bez silnika, topienie miliardów w Gawronach i innych tego typu poronionych pomysłach. Teraz ci którzy tworzą armię pod kątem zdolności do defilad, a nie działań bojowych, mydlą nam oczy powrotem poboru wojskowego, jakoby zwiększało to nasze zdolności obronne-kolejne kłamstwo które bazuje na emocjach, i nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia…

Armia powinna pozostać formacją profesjonalną, powinna przejść gruntowną reorganizację-jednego losowego oficera, z zaliczonym stażem bojowym, maksymalnie w stopniu kapitana, powinno się awansować na marszałka i niech sobie dobierze doradców wedle własnego uznania i reformuje oraz dozbraja Armię-wg budżetu jaki mu przysługuje. Zostawmy profesjonalistą swoją robotę, i niech żadni posłowie ani politycy się mu nie wtrącają-chyba że jawnie pracują na rzecz osłabienia naszych zdolności obronnych.

Co do przeszkolenia powszechnego obywateli-powinna powstać Obrona Cywilna (czy OT), lokdo której każdy byłby powoływany na okres 4-6 tyg. i później co 3-5 lat na 1-2 tyg. Oczywiście przeszkolenie w okolicach własnego miejsca zamieszkania. Obejmowałoby nie tylko obsługę broni i walk polowych, ale i pierwszą pomoc, reagowanie w wypadku klęsk żywiołowych, katastrof związanych z okolicami (zakłady azotowe, petrochemia,. lasy, itp.), działania wsparcia logistycznego jednostek liniowych, partyzanckie, itp. Oprócz tego kursy-obozy dla chętnych w lecie i zimie, surrivalowe itp., dostępne już od np. 16 roku życia, coś na kształt niegdysiejszej Ligi Obrony Kraju, czy harcerstwa w nowej formule. Pamiętajmy że dzisiaj wojsko, to nie tylko kałach, ale i drony-dla wielu młodych „komputerowców” przedzieranie się przez las w nocy, a później sterowanie dronem z wierzchołka drzewa, za pomocą pada to przygoda-a że przy okazji nauczy się czegoś więcej, co może być przydatne jemu. czyli też i nam, w ciężkich czasach, to już sama wartość dodatnia. Trzeba tylko pozbyć się uprzedzeń, i przestać myśleć kategoriami które nam wpojono-niektóre są już przestarzałe, a na siłę wyrządzimy więcej szkody niż pożytku…

Podatek pod psem, czyli bezprawia cd.

snappy-podatkowy-2

(…) Hrabia Mortadella rządził w królewskim imieniu mądrze i sprawiedliwie. Kiedy dwóch poddanych wiodło spór o rzecz cenną, hrabia godził ich znakomitym wyrokiem, zabierając dla siebie przedmiot sporu i usuwając w ten sposób sprzed ich oczu to, co budziło ich namiętności. Nie uciskał zresztą swych poddanych i nie dręczył ich zbytnią ilością danin i opłat, bo – oprócz podatku od majątku, od ilości dzieci, od ilości przeżytych lat, od koni, krów, kóz, psów, kotów, kanarków, kur, kaczek, indyków, perliczek, gołębi i królików, od ilości spodni, od ilości wypitej wody, od snów, od kwiatów, od południowego wiatru, od miesięcznych nocy, od pogodnych dni, od chrzcin, od wesel, od pogrzebów, od trumny, od schodów, od kominów, od parasolów, od kapeluszów, od cienia, od śpiewania, od grania na trąbie, od imienin, od zezowatych oczu, od rudych włosów, od paraliżu, od sztucznych zębów, od rumieńców i od paznokci – żadnych innych podatków szczęśliwi mieszkańcy tego miasta nie płacili. Wyjątkowo płacił nadprogramowy podatek jeden tylko człowiek, który przez dziwny kaprys natury miał sześć palców u lewej nogi; długo to ukrywał, kiedy się jednak ujawniło to dziwo, musiał zapłacić karę za to ukrywanie i odtąd uiszczał daninę od zbytku. (…)           by Kornel Makuszyński

Dzięki ponadczasowości jesteśmy w stanie łatwo odróżnić pisarzy od gryzipiórków, poetów od propagandzistów, czyli jednym zdaniem, autorów uniwersalnych od tych, którzy uwikłani w bieżące sprawy, zajmują się nimi przedmiotowo, zamiast podmiotowo (ponadczasowo). Twórcy i kontynuatorzy naszego systemu prawno-ustrojowego również uwięźli na takich mieliznach, ich przepisy tworzą kolorowy lecz mało spójny obraz naszego państwa „prawa”. Wzajemna ich sprzeczność oraz nielogiczność uzasadnień (które są tak naprawdę ich fundamentem-przepis jest jedynie spójnym zobrazowaniem uzasadnienia), każe nam nie tylko zadawać pytanie o sens ich istnienia, ale i o to co je łączy, poza chęcią pokazania „kto tu rządzi” i odebrania nam prawa do samostanowienia. Nie możemy rozpatrywać kwestii, czy coś jest legalne-nielegalne w myśl prawa, jeśli nie rozwiejemy wątpliwości co do legalności samego prawa, które ma o tym decydować.

Za modelowy wręcz przykład, może nam posłużyć „podatek od psa”, który gminy mogą nakładać i z reguły korzystają z tej możliwości, co jest kolejnym potwierdzeniem zasady, że jeśli coś można zrobić, to taka możliwość zostanie błyskawicznie wykorzystana, niczym „furtki” zostawiane w innych  przepisach. Podatek ten jest praktycznie obecny w całej Polsce, z obowiązku jego uiszczania są często zwolnione osoby niepełnosprawne, emeryci, czy też osoby które wzięły psa ze schroniska. Gdybyśmy chcieli się zastanowić nad tym, co jest uzasadnieniem tego podatku, to tak naprawdę nie istnieje żaden racjonalny i logiczny powód poza „widzimisię” ustawodawcy i wykonawcy (gminy). W przeciwieństwie do takiego np.: samochodu, gdzie podatek drogowy, o ile faktycznie idzie na drogi, ma jakieś uzasadnienie, tutaj nie mamy żadnego.

Często powtarzane są dwa powody stojące za takim podatkiem: jeden z nich odnosi się do kosztów związanych ze sprzątaniem po pupilach przestrzeni publicznej, drugi nawiązuje do utrzymywania schroniska dla bezdomnych zwierząt z tych opłat. Obydwa są sprzeczne z logiką i realiami, w jakich tak naprawdę żyjemy. Gdybyśmy pierwsze uzasadnienie traktowali na poważnie, to osoby po opłaceniu takiego podatku/abonamentu nie mogłyby być ukarane mandatem, bo zapłaciły za usługę sprzątania po swoim psie. Takie rozwiązanie nie jest nigdzie wprowadzone, wszędzie właściciel jest zobowiązany, pod karą grzywny, do posprzątania po swoim psie, więc nie jest to żadne uzasadnienie do tego podatku. Pomijając już fakt, że psy emerytów i te wzięte ze schroniska też swoje potrzeby mają :)  Z kolei argument o utrzymywaniu schroniska dla bezdomnych zwierząt, przez osoby które same posiadają jakieś zwierzęta, to tak jakby je za to dodatkowo karać… Wyobraźmy sobie, gdyby domy dziecka miały utrzymywać wyłącznie osoby posiadające dzieci-nie brzmi to zbyt logicznie, to już prędzej taką opłatę powinny ponosić osoby nie posiadające dzieci/zwierząt :) (chociaż to też nie jest prawidłowy wniosek, bo kategoria sierocińców czy schronisk podchodzi pod sprawy ogólnopubliczne, czyli wspólne).

posłowie przyzwoici

Jako że „jak na górze, tak na dole”, a prawo jest (powinno być) czymś nie tylko logicznym, ale i takim samym, niezależnie od wielkości zagadnienia, to tak jak nas robią w konia, przy podatku od psa, tak samo traktują nas przy sprawach wydawałoby się poważniejszych, gdzie ten sam bełkot robi za uzasadnienie, a logika i zdrowy rozsądek padają ofiarą „molestantów ustrojowych”. Brak obiektywnej troski o sprawiedliwość, i traktowanie prawa jako narzędzia do powiększania dochodów, oraz obkładanie dodatkowymi obowiązkami obywateli, to jest obraz tyrani, której żadne hasła o „demokracji” czy „suwerenie narodowym” nie powinny nam przysłaniać prawdziwego stanu rzeczy.

Patriotyzm to nie tylko troska o to czy flaga jest odpowiednio wyeksponowana, ani przypominanie o naszych dokonaniach historycznych–prawdziwą miarą patriotyzmu powinna być troska o naszych rodaków, o to by mogli żyć w państwie sprawiedliwego prawa, zarządzanego przez uczciwych urzędników. To jest przede wszystkim  wyzwanie na dzień dzisiejszy dla nas (pozostawiając świętowanie rocznic niejako „przy okazji”), a nie patriotyczne obchodzenie rocznic oraz duma z husarii, i pomijanie naszych codziennych, jakże dokuczliwych spraw, które są tak naprawdę naszą „szarą niewolą”. I niezauważanie tego zniewolenia, to prawdziwa klęska naszych dumnych przodków i wolności, w imię której przelewali własną krew …

Polacy-Polakom, ponad tym wszystkim

Po pierwsze obywatel, czyli prawo które powinno gwarantować mu bezpieczeństwo, oraz nie ograniczać jego swobody kształtowania swojego życia, podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji- to podstawowe zadanie państwa, które nie zostało stworzone w celach kulturalno-oświatowych, ani nie może być opasłym gmachem biurokratyczno-rozporządowym, nie tylko usadowionym na plecach obywateli, ale i nieliczący się z nim i jego potrzebami kompletnie, widząc go przez pryzmat numeru deklaracji podatkowej, i nieustannych instrukcji mu udzielanych, regulujących każdy aspekt jego życia.

I tu po pokonaniu tej przeszkody, powinniśmy się zastanowić, w jaki sposób pomóc naszym rodakom na wschodzie. Nie powinniśmy zabierać się do tego jak do ściągnięcia worków z polskimi kartoflami z zagranicy, tylko podejść do nich jak do ludzi.

Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek urzędowych przesiedleń, bo to tworzy kolejny kołchoz urzędniczo-wykonawczy, i gubi się w tym wszystkim człowieka, a to dla niego, a nie z jakiejś nieokreślonej potrzeby, powiniśmy działać, i nie państwo, ale Polacy, bo tylko człowiek powinien pomagać człowiekowi (państwo powinno jedynie zapewnić pewne warunki do tego, i dyskretnie wspierać biorących udział).

Jestem także przeciwnikiem wysyłania tam konwojów z pomocą—jest to nie tylko poniżanie ludzii, (a z drugiej strony sprawia wrażenie „odfajkowania” sprawy), ale i dzieli miejscowych, a podziały nigdy nie są pozytywne…

Powinniśmy rozbudzić zainteresowanie mieszkającymi tam rodakami, ich losami–bo historia każdego z nich, każdej rodziny, to część naszej wspólnej historii, i ich jak najczęściej odwiedzać.

Powoli przejadły nam się kurorty, spowszedniały nam dziwne, egzotyczne wyprawy, może ta strona turystyki, w obliczu mody na postawy patriotyczne, pozwoli nam upiec dwie pieczenie na ogniu.
I tak oto nasi rodacy, udając się na wojaże w tamte, różnorodne rejony, poznawali by nie tylko „nowe” turystycznie miejsca, ale i mieli okazje zapoznać się z kawałkiem naszej zapomnianej historii.

W ten sposób nie tylko dalibyśmy im możliwość zarobku (zatrzymując się u nich, i korzystając z ich pomocy), który w przeciwieństwie do transportu koców i mleka nie upokarza, ale i nawiązywałyby się wzajemne relacje i znajomości.

Nasi rodacy mieliby ciągły kontakt z nami, co za tym idzie z ojczyzną, naszą kulturą i językiem, w sposób całkowicie naturalny, a nie regulowany okólnikami i środkami na ten cel przeznaczonymi.
Możliwy byłby rozwój tych ludzi tam, gdzie żyją i wychowali się, ich dzieci może chętniej uczyły się polskiego, a z czasem przyjeżdżały studiować u nas.

Wskutek tak rozwiniętych relacji, niektórzy z nich pewnie wybraliby się w podróż do kraju przodków swoich, a z czasem może nawet, zechcieliby osiąść na stałe w naszym kraju. Postawmy na nawiązanie kontaktów międzyludzkich, i pozwólmy by sami podjeli decyzje, jeśli poczują taką potrzebę.

Urzędowe podchodzenie do sprawy, to kolejne listy, i transporty-nie róbmy im tego znowu, tym razem w drugą stroną, bo to co nam się wydaje że „powinno być”, jest tylko naszym subiektywnym odczuciem, a osoby które dzisiaj miałyby jechać do Polski, w większości nigdy z Polski nie były wywożone.

Nie każdy z mieszkających tam Polaków chce być do Polski przesiedlany, ale każdy czuje się przez Polskę zapomniany…

Pozwólmy im samym podjąć decyzję, ale najpierw pokażmy im, że nadal są częścią naszego narodu—nie państwa, ale narodu, aby jeśli zdecydują się na powrót do kraju przodków, jechali między swoich…

Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe…

Jeżeli damy się podzielić na Francuzów, Belgów, Szwedów, Niemców, Polaków, etc, to przegramy zanim cokolwiek się zacznie. Trwa propagandowe rozbijanie nas, poprzez ośmieszanie i wyszydzanie innych nacji, i nasza postawa „dobrze im tak, mają za swoje”, to obwinianie ofiar o to że …stały się ofiarami.

 

Nie muszę chyba przypominać że naszym wrogiem nie są ci egzotyczni przybysze, ani ich religia (to tylko narzędzia), ale ci co nas rozbroili, związali i ściągają rzeźników-to oni odpowiadają za taką a nie inną sytuację na ulicach europejskich miast, i propagandę „malowania kredą”, lub opasek „antygwałtowych”-puszczają te newsy o różnych krajach, pokazując marginalne wydarzenia lub jakiś płatnych zdrajców (jak ta polityk o tym że gwałt od emigranta to nie gwałt), a my jeśli z tego będziemy czerpać wiedzę, a właściwie niewiedzę na temat tego co się dzieje w Europie i jakie panują tam nastroje.

Te dezinformacje mają nas jako europejczyków rozbić i sprawić byśmy byli cichymi kibicami w tej rozprawie z bezpieczeństwem i spokojem w Europie. Dając im wolną rękę, pozwalamy by po kolei etap po etapie, państwo po państwie, realizowali swój plan. Te nasze „dobrze im tak”, „zasłużyli na to”, „mają multi-kulti na własne życzenie” to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale jak najbardziej zgodne z tym co określamy demokracją-obwinianie ofiar o to co ich spotkało.

 

Politycy dzięki tej iluzji obwiniają nas o…nietrafione wybory, przerzucając odpowiedzialność za swoje rządy na nas. Taką samą Europejczycy ponoszą odpowiedzialność za politykę multi-kulti, jaką my ponosimy odpowiedzialność za zrujnowanie i rozsprzedanie naszego majątku narodowego przez szarlatanów gospodarczych. Europejczycy tak samo mogą powstrzymać to zagrożenie, jak my możemy powstrzymać gigantyczny drenaż naszego kraju, co roku z Polski „wyciekają” dziesiątki miliardów zł, pod postacią wyłudzeń podatkowych, lewych kosztów i zwykłaj nieuczciwej konkurencji, bo jak polski przedsiębiorca ma konkurować z firmą, która nie musi płacić podatku, a na swoje inwestycje dostaje bezzwrotny kredyt. Mamy tego pełną świadomość, i taką samą świadomość mają mieszkańcy Europy zachodniej.

Media manipulują, ale nie da się wszystkiego zwalać na manipulację-my również musimy dać od siebie coś więcej poza bezmyślnym powtarzaniem tych manipulacji i radością z cudzego nieszczęścia. Nie musimy im wcale pomagać, ale jeśli chcemy cokolwiek z tym zrobić, musimy uznać że na świecie jest tylko jeden podział: my-czyli obywatele, i oni-łajdacy jakich mało.

Dobra zmiana

Znalezione obrazy dla zapytania obywatele nowego świata

Najprostszym podsumowaniem ostatniego ćwierćwiecza byłoby stwierdzenie, bez wdawania się w szczegóły, że zawiodła nas świadomość obywatelska. Przeszliśmy przyspieszony tryb nauki chwytów manipulacyjnych, od świętej klapy marynarki, poprzez rzekomą europejskość, przez koncesjonowaną antyniemieckość, aż po knajackie pojednanie, które w rzeczy samej miało nawoływać do zachowania ciszy i spokoju, w trakcie okradania nas…

 

Szkoda czasu i strat wymiernych, jednak w żaden sposób nie powinniśmy przekreślać tego, co niewątpliwie jest dla nas nauką z tego wynikającą, a jest to brak zaufania wobec retoryki poszczególnych formacji i osób, bez wyjątków i żadnych „dawania komuś szans”, bo ten sam mechanizm jest przerabiany od dawna, i z częstotliwością co cztery lata.

Powinniśmy twardo stanąć na stanowisku, że tylko to co państwo robi, jest jedynym obiektywnym wyznacznikiem do wydawania jakichkolwiek ocen, wszystkie pozostałe gównoburze, tak częste w mediach głównego jak i bocznego nurtu, są tylko i wyłącznie nic nie znaczącymi próbami odciągnięcia naszej uwagi od spraw podstawowych, (przykład „afery” z sałatką Pawłowicz, gdy w nocy była głosowana próby prywatyzowania lasów, jest tego najlepszym przykładem).

 

Wszystkie te dotychczasowe błędy, jakie były naszym udziałem, brały się z jakiejś takiej naszej dziecięcej naiwności i nadzieji, że przyjdzie ktoś, kto to wszystko „weźmie i zrobi jak należy”, i tu nieważne, czy przyjedzie jak Anders na białym koniu, czy ktoś pod krawatem na rowerze, aby za nas  ( i oczywiściedla nas ) wszystko zrobić…

 

To nie mogło nastąpić i nie nastąpi nigdy, a każdy, kto bądzie się za takiego zbawcę podawał, bądzie fałszywy już w tym momencie, bo nikt lepiej od nas nie dopilnuje naszych interesów.

Każdy będzie się starał wykorzystać po raz kolejny nasze zaufanie, i realizować swoje interesy lub innych grup stojących za nim, nas zwodząc, lub przyparty do muru oznajmiając nam wprost, że ważniejsze są sprawy innych, jak nasze…

I nikt mu za to nic nie zrobi, bo na jego miejsce przyjdzie kolejny, który cokolwiek by nie obiecywał, nie przyszedł rozliczać, ale kontynuować dzieło poprzedników.

 

Nawet gdyby chciał coś ktoś zmienić, nie posiada on takiej możliwości, bo natychmiast zostanie usunięty, i na jego miejsce wstawiony będzie kolejna osoba, tym razem nie sprawiająca kłopotów.

Jest to możliwe, bo pozwala na to nasza bierność, która podobnie jak ta naiwność bierze swoje źródło w nieświadomości.

 

I ta nieświadomość jest kluczem do zmiany, nie żadni kandydaci, ani partie lub programy, ale przemiana świadomości i odrzucenie przez nas jakiegoś wyimaginowanego i oczekiwanego zbawcy, a w zamian wyraźne wyartykułowanie swoich potrzeb i dopilnowanie by były one realizowane.

 

Nikt za nas tego nie zrobi, bo to jest wyłącznie NASZ interes i to MY powinniśmy nad nim czuwać.

 

Jeśli stworzymy taką strukturę, która będzie się opierać na świadomych obywatelach, których celem nie jest walka z innymi partiami, ale pilnowanie naszego powszechnego interesu i naciskanie na rządzących w tej sprawie, będzie to nie tylko działało na zasadzie lobbingu, ale i da naszym urzędnikom podstawę do przeciwstawienia się obcym wpływom.

Nikt nie będzie próbował podważać ich stanowisk, lub zmieniać wykonawców, skoro i tak ci następcy zmierzyć się będą musieli ze świadomym społeczeństwem, a społeczeństwa NIE DA się zmienić.

 

Interes nasz powszechny, zwany jako racja stanu, jest łatwy do zdefiniowania jako suma wypadkowa naszych indywidualnych obywatelskich interesów, i jako rzecz obiektywna, jest łatwy do oceny jego realizacji, jak i wyłapywania wszelkich odstępstw.

Nie ma z nimi wspólnego żadne „przedmurze”, ani „szpica”, żaden „mesjanizm” ani „wyrównywanie krzywd historycznych” nie jest on nakierowany przeciwko żadnemu krajowi, a jedynie na zaspokajanie WŁASNYCH POTRZEB.

Każdy kraj lub grupa, która występuje przeciwko naszemu interesowi, czyli zabezpieczaniu bezpieczeństwa Polaków, i ich wolności, staje się automatycznie naszym wrogiem.

Każdy kto stoi na drodze do wzrostu świadomości w naszym społeczeństwie, jest wrogiem naszej wolności, i jego celem jest ciemiężenie nas oraz utrzymywanie w nieświadomości i podatności na manipulacje.

prawo, Człowiek, państwo-czyli symbiotyczna koncepcja cywilizacji

Powinniśmy przyjąć, że zdobycz naszej cywilizacji rozumu wynika z powtórzenia etyki bezwzględnej każdej jednostki, i ich zwielokrotnienie daje nam idee społeczną (narodową lub uniwersalną), a nie jak się czasem powszechnie uważa, że są to dwie odrębne idee, pomiędzy którymi zachodzi konflikt.
Tak oto etyka prawdziwa, nawet jeśli jest oparta na egoiźmie jednostkowym („nie rób drugiemu co tobie nie miłe” może wynikać z szacunku/miłości do drugiej osoby, lub egoistycznej postawy zachowawczej:-nie robimy tak, bo nie chcemy drugiemu dać pretekstu/przyzwolenia na takie działania względem nas) ma dla nas, jako jednostki ale i dla naszej społeczności, pozytywne przełożenie. Takie rozłożenie nie tylko uniezależnia nas od intencji (rozpatrujemy fakt obiektywnie, intencje są drugorzędne), ale i pozwala nam wykorzystać ciemną stronę naszej natury w staniu na straży „stanu idealnego” czyli braku łamania prawa.
Samej idei humanizmu nie rozumię jako stricte antropogenicznej (nie przeszkadza mi np. istnienie innych form rozumnych), ale jako nasze szczególne wyróżnienie (przez boga lub naturę) i powierzenia nam misji (odpowiedzialności) opanowania materii. Pierwszym z kroków w tym celu jest okiełznanie samych siebie–tu przed każdym stoi wyzwanie, nikt go w tym nie wyręczy, ani nie powinien go do tego zmuszać (!).
Zadaniem państwa jest stworzenie nam idealnych do tego warunków, poprzez uwolnienie od obaw nas ograniczających (straż prawa) i traktowanie nas jako dorosłej odpowiedzialnej jednostki (obecnie jesteśmy traktowani jak dzieci, i niestety większości to odpowiada). Stoi za tym również traktowanie prawdy jako podstawy komunikacji (tylko w ten sposób możemy podejmować odpowiedzialnie decyzje nas dotyczące i przewidywać konsekwencje), oraz brak brak tak dzisiaj często stosowanych technik manipulacji (wywoływanie poczucia zagrożenia zamachami, lub stosowanie technik chemicznego ogłupiania ludzi w żywności i wodzie).
Próby zmuszania nas do jakiś postaw (nie mylić z karaniem za krzywdę innej osoby), nawet jeśli mają na celu wykształtowanie w nas dobrych obiektywnie postaw, i są podejmowane w dobrych intencjach, są sprzeczne z etyką bezwzględną (łamią zasadę równości nas względem siebie) i przez to nie mogą być stosowane. System musi być „otwarty”, czyli bronić nas przed krzywdą, ale jednocześnie pozwalać na nieskrępowane działanie, w sposób twórczy, ale i odpowiedzialny.
To jeden z podstawowych powodów, dla których systemy jakie obecnie znamy są złe i nie rokujące na przyszłość-w takim systemie upodabniamy wszystkich do jednego subiektwnego wzorca, nie wykorzystując pełnego spektrum możliwości, jaki nam daje nasza różnorodność.
Wszystkie koncepcje państwa i jego organizacji powinniśmy rozpatrywać od jego formy podstawowej (czyli jednostki) po uniwersalną (obejmującą całą ludzkość)-jeśli spełnia wymagania pod względem sprawiedliwości czyli poszanowania podstawowej zasady równości oraz stawia ona na prawdę jako fundament.
Państwo powinno stanowić platformę podstawowego prawa zabezpieczającego nas przed krzywdą osobistą, jak i całościową, a obywatele powinni budować społeczność (rozumianą jako zbiór wszystkich naszych wzajemnych interakcji ), wedle swego uznania i potrzeby, nie wchodząc jednak w kolizje z prawem podstawowym, czyli w zgodzie z etyką bezwzględną. To co dzisiaj postrzegamy jako całość, jest (być powinno) symbiozą dwóch tworów:
A) Struktury sztywnej będącej platformą, w której mamy proste i sprawiedliwe prawo oraz uczciwy nadzór nad nim i całą przestrzenią wspólną wraz ze wszystkiwi ku temu potrzebnymi rozwiązaniami (spisy obywateli, nieruchomości, infrastruktura, zarządzanie majątkiem wspólnym, itp)
B)Struktury społecznej, zawierającej wszelkie interreakcje obywatelskie i pielęgnację wspólnych idei i wartości . Wszystkie nasze współdziałania w grupach społecznych, w których jako jednostka bierzemy udział (praca, nauka, hobby, rodzina, sąsiedzi, znajomi, itp), te grupy przenikają się wzajemnie, tworząc razem wspólną społeczność, w której żyjemy i jesteśmy jej aktywnym członkiem. Ta struktura rozwija się poprzez rozwój świadomości jednostek, które wpływają na rozwój grupowych świadomości społecznych i w efekcie całościowy (narodowy, cywilizacyjny).
Struktura podstawowa zapewnia bezpieczeństwo, nie tylko w kwestiach prawnych, ale i w tych, których obywatel wymaga jako niezbędnej podstawy do rozwoju (np likwidacja analfabetyzmu), a przekraczają możliwości tak jego indywidualne jak i dobrowolnych jego stowarzyszeń. Państwo tu osłania obywatela, jednak w miarę postępu świadomości jest możliwe powolne wycofywanie się z tej roli, stąd rozwiązania tu użyte muszą być elastyczne, ale i spełniające wymagania przed nimi stawiane. Oto przykładowo jedno z nich:
 https://krasekblog.wordpress.com/2016/06/21/maksymalne-klamstwa-minimalnej/

Humanizm vs Materializm…

Jeśli miałbym od czegoś zacząć, najwłaściwszym wydaje mi wpis o podstawowym podziale, z jakim mamy do czynienia. ten podział determinuje wszelkie pozostałe, które są jedynie jego pochodnymi, często pod fałszywą symboliką. Ten konflikt  to wojna wartości, jaka trwa w cieniu widocznych walk ideologicznych, jakich niemało jest na świecie. To materializm ściera się z humanizmem.

Próbuje się zniszczyć koncepcję
człowieka jako istoty ponad otaczającym go światem,jedynego podmiotu tego świata, stawiając w kontrze człowieka jako jeden z elementów tego świata.

Stosowana jest masa fałszywych argumentów, które na pierwszy rzut oka wyglądają na prawdziwe, w rzeczywistości spychają nas do podporządkowania się materialnym strukturom, które są nam obce, i w żaden sposób nie powinny przejmować nad nami kontroli.

Człowiek jest wolny, jednorodny i niepodzielny, więc nie może podlegać prawu lub zasadom, które sytuują go jako element większej całości, deptając jego indywidualność i swobodę władania własnym sobą, a do tego dążą wszystkie te próby.

Prymat człowieka ponad materią, to prymat podmiotu nad przedmiotem. W ten sposób również stajemy przeciwko czyjejś korzyści kosztem krzywdzenia drugiego człowieka-nie ma na to zgody w humaniźmie.

Równość ludzi względem siebie i usadowienie ich ponad tworami (materią) jest podstawą prawdziwego światopoglądu, i musimy go bronić, bo broniąc go, bronimy własnego prawa do życia i wolności.

Porządek naturalny oparty jest służebnej roli państwa względem człowieka, a nie podporządkowaniu człowieka potrzebą tworu zwanego państwem–uznanie reguł państwowych jako swoich jest uzasadnione jedynie własnym interesem, które wobec niego twór państwowy spełnia. Każda inna interpretacja, lub próba narzucenia innej wizji roli człowieka w jego stosunkach z państwem, jest legalizacją niewolnictwa/pozbawianiem przyrodzonej wolności człowieka i nie posiada żadnego obiektywnego uzasadnienia-więc jest fałszywa w swoim założeniu.

Dzieki znajomości tego podstawowego podziału, łatwo nam jest oceniać każde działanie, lub czyjeś zamiary, i wyciągać obiektywne wnioski na temat tego, czy są one skierowane dla nas, czy przeciwko nam. żadna ideologia ani symbolika nie przysłoni wymiernych korzyści lub strat, jakie poprzez dane przedsięwzięcie będą naszym udziałem. Octzywiście nie możemy kierować się w tej ocenie subiektywną oceną, ale za każdym razem rozpatrywać ją pod kątem dowolnej uczciwej osoby. To jedyny warunek prowadzący do obiektywizmu, a co za tym idzie, spełnienia przesłanki uczciwego życia wśród sprawiedliwych.