Polacy-Polakom, ponad tym wszystkim

Po pierwsze obywatel, czyli prawo które powinno gwarantować mu bezpieczeństwo, oraz nie ograniczać jego swobody kształtowania swojego życia, podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji- to podstawowe zadanie państwa, które nie zostało stworzone w celach kulturalno-oświatowych, ani nie może być opasłym gmachem biurokratyczno-rozporządowym, nie tylko usadowionym na plecach obywateli, ale i nieliczący się z nim i jego potrzebami kompletnie, widząc go przez pryzmat numeru deklaracji podatkowej, i nieustannych instrukcji mu udzielanych, regulujących każdy aspekt jego życia.

I tu po pokonaniu tej przeszkody, powinniśmy się zastanowić, w jaki sposób pomóc naszym rodakom na wschodzie. Nie powinniśmy zabierać się do tego jak do ściągnięcia worków z polskimi kartoflami z zagranicy, tylko podejść do nich jak do ludzi.

Jestem przeciwnikiem jakichkolwiek urzędowych przesiedleń, bo to tworzy kolejny kołchoz urzędniczo-wykonawczy, i gubi się w tym wszystkim człowieka, a to dla niego, a nie z jakiejś nieokreślonej potrzeby, powiniśmy działać, i nie państwo, ale Polacy, bo tylko człowiek powinien pomagać człowiekowi (państwo powinno jedynie zapewnić pewne warunki do tego, i dyskretnie wspierać biorących udział).

Jestem także przeciwnikiem wysyłania tam konwojów z pomocą—jest to nie tylko poniżanie ludzii, (a z drugiej strony sprawia wrażenie „odfajkowania” sprawy), ale i dzieli miejscowych, a podziały nigdy nie są pozytywne…

Powinniśmy rozbudzić zainteresowanie mieszkającymi tam rodakami, ich losami–bo historia każdego z nich, każdej rodziny, to część naszej wspólnej historii, i ich jak najczęściej odwiedzać.

Powoli przejadły nam się kurorty, spowszedniały nam dziwne, egzotyczne wyprawy, może ta strona turystyki, w obliczu mody na postawy patriotyczne, pozwoli nam upiec dwie pieczenie na ogniu.
I tak oto nasi rodacy, udając się na wojaże w tamte, różnorodne rejony, poznawali by nie tylko „nowe” turystycznie miejsca, ale i mieli okazje zapoznać się z kawałkiem naszej zapomnianej historii.

W ten sposób nie tylko dalibyśmy im możliwość zarobku (zatrzymując się u nich, i korzystając z ich pomocy), który w przeciwieństwie do transportu koców i mleka nie upokarza, ale i nawiązywałyby się wzajemne relacje i znajomości.

Nasi rodacy mieliby ciągły kontakt z nami, co za tym idzie z ojczyzną, naszą kulturą i językiem, w sposób całkowicie naturalny, a nie regulowany okólnikami i środkami na ten cel przeznaczonymi.
Możliwy byłby rozwój tych ludzi tam, gdzie żyją i wychowali się, ich dzieci może chętniej uczyły się polskiego, a z czasem przyjeżdżały studiować u nas.

Wskutek tak rozwiniętych relacji, niektórzy z nich pewnie wybraliby się w podróż do kraju przodków swoich, a z czasem może nawet, zechcieliby osiąść na stałe w naszym kraju. Postawmy na nawiązanie kontaktów międzyludzkich, i pozwólmy by sami podjeli decyzje, jeśli poczują taką potrzebę.

Urzędowe podchodzenie do sprawy, to kolejne listy, i transporty-nie róbmy im tego znowu, tym razem w drugą stroną, bo to co nam się wydaje że „powinno być”, jest tylko naszym subiektywnym odczuciem, a osoby które dzisiaj miałyby jechać do Polski, w większości nigdy z Polski nie były wywożone.

Nie każdy z mieszkających tam Polaków chce być do Polski przesiedlany, ale każdy czuje się przez Polskę zapomniany…

Pozwólmy im samym podjąć decyzję, ale najpierw pokażmy im, że nadal są częścią naszego narodu—nie państwa, ale narodu, aby jeśli zdecydują się na powrót do kraju przodków, jechali między swoich…

Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe…

Jeżeli damy się podzielić na Francuzów, Belgów, Szwedów, Niemców, Polaków, etc, to przegramy zanim cokolwiek się zacznie. Trwa propagandowe rozbijanie nas, poprzez ośmieszanie i wyszydzanie innych nacji, i nasza postawa „dobrze im tak, mają za swoje”, to obwinianie ofiar o to że …stały się ofiarami.

 

Nie muszę chyba przypominać że naszym wrogiem nie są ci egzotyczni przybysze, ani ich religia (to tylko narzędzia), ale ci co nas rozbroili, związali i ściągają rzeźników-to oni odpowiadają za taką a nie inną sytuację na ulicach europejskich miast, i propagandę „malowania kredą”, lub opasek „antygwałtowych”-puszczają te newsy o różnych krajach, pokazując marginalne wydarzenia lub jakiś płatnych zdrajców (jak ta polityk o tym że gwałt od emigranta to nie gwałt), a my jeśli z tego będziemy czerpać wiedzę, a właściwie niewiedzę na temat tego co się dzieje w Europie i jakie panują tam nastroje.

Te dezinformacje mają nas jako europejczyków rozbić i sprawić byśmy byli cichymi kibicami w tej rozprawie z bezpieczeństwem i spokojem w Europie. Dając im wolną rękę, pozwalamy by po kolei etap po etapie, państwo po państwie, realizowali swój plan. Te nasze „dobrze im tak”, „zasłużyli na to”, „mają multi-kulti na własne życzenie” to jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ale jak najbardziej zgodne z tym co określamy demokracją-obwinianie ofiar o to co ich spotkało.

 

Politycy dzięki tej iluzji obwiniają nas o…nietrafione wybory, przerzucając odpowiedzialność za swoje rządy na nas. Taką samą Europejczycy ponoszą odpowiedzialność za politykę multi-kulti, jaką my ponosimy odpowiedzialność za zrujnowanie i rozsprzedanie naszego majątku narodowego przez szarlatanów gospodarczych. Europejczycy tak samo mogą powstrzymać to zagrożenie, jak my możemy powstrzymać gigantyczny drenaż naszego kraju, co roku z Polski „wyciekają” dziesiątki miliardów zł, pod postacią wyłudzeń podatkowych, lewych kosztów i zwykłaj nieuczciwej konkurencji, bo jak polski przedsiębiorca ma konkurować z firmą, która nie musi płacić podatku, a na swoje inwestycje dostaje bezzwrotny kredyt. Mamy tego pełną świadomość, i taką samą świadomość mają mieszkańcy Europy zachodniej.

Media manipulują, ale nie da się wszystkiego zwalać na manipulację-my również musimy dać od siebie coś więcej poza bezmyślnym powtarzaniem tych manipulacji i radością z cudzego nieszczęścia. Nie musimy im wcale pomagać, ale jeśli chcemy cokolwiek z tym zrobić, musimy uznać że na świecie jest tylko jeden podział: my-czyli obywatele, i oni-łajdacy jakich mało.

Dobra zmiana

Znalezione obrazy dla zapytania obywatele nowego świata

Najprostszym podsumowaniem ostatniego ćwierćwiecza byłoby stwierdzenie, bez wdawania się w szczegóły, że zawiodła nas świadomość obywatelska. Przeszliśmy przyspieszony tryb nauki chwytów manipulacyjnych, od świętej klapy marynarki, poprzez rzekomą europejskość, przez koncesjonowaną antyniemieckość, aż po knajackie pojednanie, które w rzeczy samej miało nawoływać do zachowania ciszy i spokoju, w trakcie okradania nas…

 

Szkoda czasu i strat wymiernych, jednak w żaden sposób nie powinniśmy przekreślać tego, co niewątpliwie jest dla nas nauką z tego wynikającą, a jest to brak zaufania wobec retoryki poszczególnych formacji i osób, bez wyjątków i żadnych „dawania komuś szans”, bo ten sam mechanizm jest przerabiany od dawna, i z częstotliwością co cztery lata.

Powinniśmy twardo stanąć na stanowisku, że tylko to co państwo robi, jest jedynym obiektywnym wyznacznikiem do wydawania jakichkolwiek ocen, wszystkie pozostałe gównoburze, tak częste w mediach głównego jak i bocznego nurtu, są tylko i wyłącznie nic nie znaczącymi próbami odciągnięcia naszej uwagi od spraw podstawowych, (przykład „afery” z sałatką Pawłowicz, gdy w nocy była głosowana próby prywatyzowania lasów, jest tego najlepszym przykładem).

 

Wszystkie te dotychczasowe błędy, jakie były naszym udziałem, brały się z jakiejś takiej naszej dziecięcej naiwności i nadzieji, że przyjdzie ktoś, kto to wszystko „weźmie i zrobi jak należy”, i tu nieważne, czy przyjedzie jak Anders na białym koniu, czy ktoś pod krawatem na rowerze, aby za nas  ( i oczywiściedla nas ) wszystko zrobić…

 

To nie mogło nastąpić i nie nastąpi nigdy, a każdy, kto bądzie się za takiego zbawcę podawał, bądzie fałszywy już w tym momencie, bo nikt lepiej od nas nie dopilnuje naszych interesów.

Każdy będzie się starał wykorzystać po raz kolejny nasze zaufanie, i realizować swoje interesy lub innych grup stojących za nim, nas zwodząc, lub przyparty do muru oznajmiając nam wprost, że ważniejsze są sprawy innych, jak nasze…

I nikt mu za to nic nie zrobi, bo na jego miejsce przyjdzie kolejny, który cokolwiek by nie obiecywał, nie przyszedł rozliczać, ale kontynuować dzieło poprzedników.

 

Nawet gdyby chciał coś ktoś zmienić, nie posiada on takiej możliwości, bo natychmiast zostanie usunięty, i na jego miejsce wstawiony będzie kolejna osoba, tym razem nie sprawiająca kłopotów.

Jest to możliwe, bo pozwala na to nasza bierność, która podobnie jak ta naiwność bierze swoje źródło w nieświadomości.

 

I ta nieświadomość jest kluczem do zmiany, nie żadni kandydaci, ani partie lub programy, ale przemiana świadomości i odrzucenie przez nas jakiegoś wyimaginowanego i oczekiwanego zbawcy, a w zamian wyraźne wyartykułowanie swoich potrzeb i dopilnowanie by były one realizowane.

 

Nikt za nas tego nie zrobi, bo to jest wyłącznie NASZ interes i to MY powinniśmy nad nim czuwać.

 

Jeśli stworzymy taką strukturę, która będzie się opierać na świadomych obywatelach, których celem nie jest walka z innymi partiami, ale pilnowanie naszego powszechnego interesu i naciskanie na rządzących w tej sprawie, będzie to nie tylko działało na zasadzie lobbingu, ale i da naszym urzędnikom podstawę do przeciwstawienia się obcym wpływom.

Nikt nie będzie próbował podważać ich stanowisk, lub zmieniać wykonawców, skoro i tak ci następcy zmierzyć się będą musieli ze świadomym społeczeństwem, a społeczeństwa NIE DA się zmienić.

 

Interes nasz powszechny, zwany jako racja stanu, jest łatwy do zdefiniowania jako suma wypadkowa naszych indywidualnych obywatelskich interesów, i jako rzecz obiektywna, jest łatwy do oceny jego realizacji, jak i wyłapywania wszelkich odstępstw.

Nie ma z nimi wspólnego żadne „przedmurze”, ani „szpica”, żaden „mesjanizm” ani „wyrównywanie krzywd historycznych” nie jest on nakierowany przeciwko żadnemu krajowi, a jedynie na zaspokajanie WŁASNYCH POTRZEB.

Każdy kraj lub grupa, która występuje przeciwko naszemu interesowi, czyli zabezpieczaniu bezpieczeństwa Polaków, i ich wolności, staje się automatycznie naszym wrogiem.

Każdy kto stoi na drodze do wzrostu świadomości w naszym społeczeństwie, jest wrogiem naszej wolności, i jego celem jest ciemiężenie nas oraz utrzymywanie w nieświadomości i podatności na manipulacje.

prawo, Człowiek, państwo-czyli symbiotyczna koncepcja cywilizacji

Powinniśmy przyjąć, że zdobycz naszej cywilizacji rozumu wynika z powtórzenia etyki bezwzględnej każdej jednostki, i ich zwielokrotnienie daje nam idee społeczną (narodową lub uniwersalną), a nie jak się czasem powszechnie uważa, że są to dwie odrębne idee, pomiędzy którymi zachodzi konflikt.
Tak oto etyka prawdziwa, nawet jeśli jest oparta na egoiźmie jednostkowym („nie rób drugiemu co tobie nie miłe” może wynikać z szacunku/miłości do drugiej osoby, lub egoistycznej postawy zachowawczej:-nie robimy tak, bo nie chcemy drugiemu dać pretekstu/przyzwolenia na takie działania względem nas) ma dla nas, jako jednostki ale i dla naszej społeczności, pozytywne przełożenie. Takie rozłożenie nie tylko uniezależnia nas od intencji (rozpatrujemy fakt obiektywnie, intencje są drugorzędne), ale i pozwala nam wykorzystać ciemną stronę naszej natury w staniu na straży „stanu idealnego” czyli braku łamania prawa.
Samej idei humanizmu nie rozumię jako stricte antropogenicznej (nie przeszkadza mi np. istnienie innych form rozumnych), ale jako nasze szczególne wyróżnienie (przez boga lub naturę) i powierzenia nam misji (odpowiedzialności) opanowania materii. Pierwszym z kroków w tym celu jest okiełznanie samych siebie–tu przed każdym stoi wyzwanie, nikt go w tym nie wyręczy, ani nie powinien go do tego zmuszać (!).
Zadaniem państwa jest stworzenie nam idealnych do tego warunków, poprzez uwolnienie od obaw nas ograniczających (straż prawa) i traktowanie nas jako dorosłej odpowiedzialnej jednostki (obecnie jesteśmy traktowani jak dzieci, i niestety większości to odpowiada). Stoi za tym również traktowanie prawdy jako podstawy komunikacji (tylko w ten sposób możemy podejmować odpowiedzialnie decyzje nas dotyczące i przewidywać konsekwencje), oraz brak brak tak dzisiaj często stosowanych technik manipulacji (wywoływanie poczucia zagrożenia zamachami, lub stosowanie technik chemicznego ogłupiania ludzi w żywności i wodzie).
Próby zmuszania nas do jakiś postaw (nie mylić z karaniem za krzywdę innej osoby), nawet jeśli mają na celu wykształtowanie w nas dobrych obiektywnie postaw, i są podejmowane w dobrych intencjach, są sprzeczne z etyką bezwzględną (łamią zasadę równości nas względem siebie) i przez to nie mogą być stosowane. System musi być „otwarty”, czyli bronić nas przed krzywdą, ale jednocześnie pozwalać na nieskrępowane działanie, w sposób twórczy, ale i odpowiedzialny.
To jeden z podstawowych powodów, dla których systemy jakie obecnie znamy są złe i nie rokujące na przyszłość-w takim systemie upodabniamy wszystkich do jednego subiektwnego wzorca, nie wykorzystując pełnego spektrum możliwości, jaki nam daje nasza różnorodność.
Wszystkie koncepcje państwa i jego organizacji powinniśmy rozpatrywać od jego formy podstawowej (czyli jednostki) po uniwersalną (obejmującą całą ludzkość)-jeśli spełnia wymagania pod względem sprawiedliwości czyli poszanowania podstawowej zasady równości oraz stawia ona na prawdę jako fundament.
Państwo powinno stanowić platformę podstawowego prawa zabezpieczającego nas przed krzywdą osobistą, jak i całościową, a obywatele powinni budować społeczność (rozumianą jako zbiór wszystkich naszych wzajemnych interakcji ), wedle swego uznania i potrzeby, nie wchodząc jednak w kolizje z prawem podstawowym, czyli w zgodzie z etyką bezwzględną. To co dzisiaj postrzegamy jako całość, jest (być powinno) symbiozą dwóch tworów:
A) Struktury sztywnej będącej platformą, w której mamy proste i sprawiedliwe prawo oraz uczciwy nadzór nad nim i całą przestrzenią wspólną wraz ze wszystkiwi ku temu potrzebnymi rozwiązaniami (spisy obywateli, nieruchomości, infrastruktura, zarządzanie majątkiem wspólnym, itp)
B)Struktury społecznej, zawierającej wszelkie interreakcje obywatelskie i pielęgnację wspólnych idei i wartości . Wszystkie nasze współdziałania w grupach społecznych, w których jako jednostka bierzemy udział (praca, nauka, hobby, rodzina, sąsiedzi, znajomi, itp), te grupy przenikają się wzajemnie, tworząc razem wspólną społeczność, w której żyjemy i jesteśmy jej aktywnym członkiem. Ta struktura rozwija się poprzez rozwój świadomości jednostek, które wpływają na rozwój grupowych świadomości społecznych i w efekcie całościowy (narodowy, cywilizacyjny).
Struktura podstawowa zapewnia bezpieczeństwo, nie tylko w kwestiach prawnych, ale i w tych, których obywatel wymaga jako niezbędnej podstawy do rozwoju (np likwidacja analfabetyzmu), a przekraczają możliwości tak jego indywidualne jak i dobrowolnych jego stowarzyszeń. Państwo tu osłania obywatela, jednak w miarę postępu świadomości jest możliwe powolne wycofywanie się z tej roli, stąd rozwiązania tu użyte muszą być elastyczne, ale i spełniające wymagania przed nimi stawiane. Oto przykładowo jedno z nich:
 https://krasekblog.wordpress.com/2016/06/21/maksymalne-klamstwa-minimalnej/

Humanizm vs Materializm…

Jeśli miałbym od czegoś zacząć, najwłaściwszym wydaje mi wpis o podstawowym podziale, z jakim mamy do czynienia. ten podział determinuje wszelkie pozostałe, które są jedynie jego pochodnymi, często pod fałszywą symboliką. Ten konflikt  to wojna wartości, jaka trwa w cieniu widocznych walk ideologicznych, jakich niemało jest na świecie. To materializm ściera się z humanizmem.

Próbuje się zniszczyć koncepcję
człowieka jako istoty ponad otaczającym go światem,jedynego podmiotu tego świata, stawiając w kontrze człowieka jako jeden z elementów tego świata.

Stosowana jest masa fałszywych argumentów, które na pierwszy rzut oka wyglądają na prawdziwe, w rzeczywistości spychają nas do podporządkowania się materialnym strukturom, które są nam obce, i w żaden sposób nie powinny przejmować nad nami kontroli.

Człowiek jest wolny, jednorodny i niepodzielny, więc nie może podlegać prawu lub zasadom, które sytuują go jako element większej całości, deptając jego indywidualność i swobodę władania własnym sobą, a do tego dążą wszystkie te próby.

Prymat człowieka ponad materią, to prymat podmiotu nad przedmiotem. W ten sposób również stajemy przeciwko czyjejś korzyści kosztem krzywdzenia drugiego człowieka-nie ma na to zgody w humaniźmie.

Równość ludzi względem siebie i usadowienie ich ponad tworami (materią) jest podstawą prawdziwego światopoglądu, i musimy go bronić, bo broniąc go, bronimy własnego prawa do życia i wolności.

Porządek naturalny oparty jest służebnej roli państwa względem człowieka, a nie podporządkowaniu człowieka potrzebą tworu zwanego państwem–uznanie reguł państwowych jako swoich jest uzasadnione jedynie własnym interesem, które wobec niego twór państwowy spełnia. Każda inna interpretacja, lub próba narzucenia innej wizji roli człowieka w jego stosunkach z państwem, jest legalizacją niewolnictwa/pozbawianiem przyrodzonej wolności człowieka i nie posiada żadnego obiektywnego uzasadnienia-więc jest fałszywa w swoim założeniu.

Dzieki znajomości tego podstawowego podziału, łatwo nam jest oceniać każde działanie, lub czyjeś zamiary, i wyciągać obiektywne wnioski na temat tego, czy są one skierowane dla nas, czy przeciwko nam. żadna ideologia ani symbolika nie przysłoni wymiernych korzyści lub strat, jakie poprzez dane przedsięwzięcie będą naszym udziałem. Octzywiście nie możemy kierować się w tej ocenie subiektywną oceną, ale za każdym razem rozpatrywać ją pod kątem dowolnej uczciwej osoby. To jedyny warunek prowadzący do obiektywizmu, a co za tym idzie, spełnienia przesłanki uczciwego życia wśród sprawiedliwych.

Powody upadku Rzeczpospolitej

Wiele czynników się do tego przyczyniło, ja może nie będę się skupiał na tych które były konsekwencjami, ale wymienie podstawy które nas poprowadziły w tą stroną.
Uważam że podstawowym było odejście od stosowania sprawdzonych mądrości wynikających z prawdy i logiki (rozsądku), czyli próba pójścia „na skróty” i podejmowanie emocjonalnych decyzji.

Do takich można zaliczyć wybieranie na elekcjach osób, które ze względu na jakieś towarzyskie koaligacje lub posiadanie rodowych pretensji, miały nas „bezboleśnie” wzmocnić.
Te towarzysko-rodowe koneksje można dziś porównać do gwarancji składanych nam przez „egzotycznych” sojuszników (posiadających odmienne interesy), których ofiarą padliśmy w 20, 39 i być może padamy nimi dzisiaj–powtarzając schemat żeby nie na własnej sile i armii, a na układach i obcych wojskach na naszym terytorium, budować swoje bezpieczeństwo.

Próby wzmocnienia pozycji naszego kraju poprzez pretensje naszych władców do tronów sąsiadów, to zgoda na używanie naszego kraju jako taranu dla czyiś prywatnych interesów, i moralna zgoda na mieszanie się innych w nasze sprawy oraz ryzyko obcych ingerencji z tym związanych.
Król wraz z państwem miał służyć swoim obywatelom (w tamtych czasach tylko szlachta za takich uchodziła, co było i tak ewenementem na skalę światową), odejście od tej koncepcji, i próba wykorzystywania państwa w niemoralnych rozgrywkach międzypaństwowych była głupotą, za którą płaciliśmy osłabieniem wskutek prowadzonych działań, i koniec końców państwo nie mogło spełniać swojej podstawowej roli.
Lepszym rozwiązaniem byłoby losowanie króla spomiędzy szlachciców, bo wybór (tak jak i dziś) może podlegać czimś interesownym wpływom, i być manipulowany-wylosowany król, byłby nie tylko interesantem spraw krajowych, ale i skłaniał by szlachtę do dbałości o jak najlepsze wychowanie swoich potomków i wspierania wychowywania potomstwa uboższych sąsiadów-wszak każdy z nich miał szansę zostać kiedyś królem 🙂

Tok myślenia, że jesteśmy buforem pomiędzy dwiema potęgami spełniał swioje zadanie dopóki Niemcy nie okrążyli nas z trzech stron i nie wykorzystali nastawienia antypolskiego do zlikwidowania nas.
Te nastroje antypolskie wynikały tak z powodu urażonej dumy wszystkich trzech cesarstw, które w swej histori nosiły ślad upokorzenia przed polskim tronem (hołd pruski, ruski, i austriacki 😉 gdzie jak wieść niesie cesarz sprytnie przez Sobieskiego został sprowokowany do przywitania go jako pierwszego, co sytuowało naszego króla wyżej od niego), takie rzeczy się pamięta, a nam „nigdy tytuły cesarskie nie były potrzebne, skoro przed naszym królem cesarze hołd składali”.
Co do odsieczy wiedańskiej, to jest kolejny przykład emocjonalnego działania i tracenia energii na rzecz efektownych, lecz nieefektywnych działań–obroniliśmy naszego przyszłego ciemiężyciela (tego nie mogliśmy przewidzieć), ale i podjeliśmy to działanie mimo braku jakiegoś naszego interesu, poza własną dumą i legendą. To wielki triumf polskiej armii, i porażka polskiej myśli politycznej jednocześnie. Musimy odrzucić błędną koncepcje, że z racji jakiś zaszłości lub potrzeb państwo coś „musi”. Państwo musi stać na straży porządku prawnego, czyli naszych interesów-i tyle. Cała reszta to nasza incjatywa, której nie możemy nikomu narzucać.

Kolejnym takim kamieniem było odrzucenie koncepcji Rzeczpospolitej Trojga Narodów z Rusinami (Ukraincami) jako trzecią częścią składową–tu również obcy wpływ i obce interesy zaważyły.
Podstawą tej koncepcji było zrównanie w prawie religi katolickiej i prawosławia (naturalne w naturalnym porządku-z tego byliśmy kiedyś znani, ale to już nie te czasy…) Tu ci którym to było nie na rękę, ostro przeciwko temu lobbowali, i cel swój osiągneli-nie byłoby Chmielnickiego, gdyby sprawiedliwość triumfowała, a ta by była, gdyby jakieś względy ideologiczne nie przysłaniały prawd uniwersalnych.

Państwo które staje po stronie jakiejkolwiek ideologii, przestaje być sprawiedliwe nie tylko wobec osób odmiennego światopoglądu, ale i wobec osób wyznających ten obowiązujący–po prostu zgubiony zostaje kompas, który do tej pory bezbłędnie wskazywał co jest „prawe i sprawiedliwe”, a co nie.
Prędzej czy później prowadzi to do zguby, rozumianej jako utrata gruntu dla sprawiedliwości i prawdy oraz racjonalizmu, co wykorzystywane jest przez wszystkich, dla których kłamstwo i niesprawiedliwość jest drogą do uzyskania swoich korzyści.

Jednym z powodów też napewno była chęć pogrzebania, ostatniego już w takiej formie siedliska wolności obywatelskiej–dla otaczających nas monarchi absolutnych, byliśmy postrzegani jako zły przykład dla własnych stanów szlacheckich–nie tak wiele brakło, by zamiast nas, za zły przykład uważali rewolucje jaka wybuchła we Francji, a może to my bylibyśmy rozsadnikiem wolności w Europie, skoro i u nas masoneria szykowała konstytucje i szeroką wolność dla narodu-jeśli opierała by się ona na prawie naturalnym i prawdziwej koncepcji wolności, mógłby ją roznosić sam diabeł, i tak działała by na korzyść człowieka. Nie mamy na ten temat żadnych informacji, a być może nie „pasują” one do oficjalnego trybu historii, w której nikt nie wpływa zza kulis, ani nie realizuje żadnych swoich planów., chośby wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały.

Warto zauważyć ostrożność zaborców, którzy rozbierali nas po trochu, nie ryzykując walnego starcia. Oni nas podzielili, i zapewne ci których to nie dotyczyło bezpośrednio, nie byli skłonni do walki w obronie ziem utraconych-i tak krok po kroku, ten sam los spotkał każdego z nas.
Obyśmy dzisiaj byli mądrzejsi, i nie pozwolili się dzielić na grupy, ale widzieli obciążenia części nas jako nasze wspólne, a przywileje nam „przynależne” jako niesprawiedliwe w stosunku do innych.

Między nami

 

Neutralność to jedyne pragmatyczne podejście, uzasadnione naszym Polaków interesem, w żadnym wypadku nie jest nim prowadzenie agresywnej wojny, ani poddanie się woli nieprzyjaciela. Musi być ono jednak prawdziwe, i niepozbawiające nas możliwości obrony przed obcą agresją-to oznacza posiadanie sprawnej armi i środków obronnych, oraz brak jakichkolwiek uwikłań w sojusze skierowane przeciwko komuś, lub kierowania się jakimikolwiek uprzedzeniami w relacjach z innymi krajami.

Niemcy i W.Brytania to dwa najważniejsze „konie” USA w Europie, realizujący ich cele i misję, pierwszy całkowicie podległy, drugi całkowicie uzależniony.
Niemcy, kraj istniejący wyłącznie teoretycznie, zarządzają UE i realizują dyrektywy związane z przygotowaniem konfliktu etnicznego (oraz religijno-cywilizacyjnego) w przewidzianym na ten cel, teatrze Europy zachodniej. Wielka Brytania, po odegraniu roli „dobry-zły glina” i utrzymaniu odrębności krajów Europy środkowo-wschodniej, jest „wycofywana” na inny odcinek frontu, być może poprzez Wspólnotę Narodów (m/in Australia, Nowa Zelandia i inne) mają skoncentrować się na odcinku chińskim, jako gracz „niezależny” lub w podobnym układzie.

Strefa zgniotu, jak często w geopolityce nazywa się nasze państwa Międzymorza, nie jest przewidziana na etniczną rewolucję, ale jako harcownicy w polu rozgrywki z Rosją, i zmuszenia jej do przyjęcia proponowanych rozwiązań. Dlatego utrzymano nas w odrębnej grupie, za pomocą prób prymitywnego narzucania nam nierealnych i obrażających dumę każdego państwa rozwiązań (Niemcy i Francja), i głośno sprzeciwiającej się temu W.Brytanii.
Z jednej strony nasz sceptycyzm miał podłoże racjonalne, z drugiej Londyn dawał poczucie, że „tak można” i dawał oparcie jako równoprawnej opcji Uni.
Głośne żądania polityków europejskich podporządkowania się, i chamskie odzywki w kierunku polityków nie uznających tych żądań-to część pod publikę,. mająca usprawiedliwić działania lokalnych władz i stworzyć podział na „chorą” i „zdrowszą” część Unii.

W „zdrowszej” części mamy dwóch głównych satelitów, które aspirują do miana amerykańskich koni; to Polska i Rumunia. Te dwa kraje od dawna są wiernopoddańczymi terytoriami, realizującymi transatlantycke interesy na przedpolach Rosji, za pośrednictwem Niemiec, lub jak to ma teraz miejsce. w bezpośredniej podległości (która nie wiedzieć czemu, przedstawiana jest jako „sukces polskiej dyplomacji”).
To poprzez te kraje, będzie koordynowana operacja „rozmiększania” Rosji, poprzez kreacje lub wykorzystanie już istniejących punktów zapalnych (Nadniestrze, Kalingrad), i tak życie ludzkie będzie rzucone na stos, w imię interesów, i niemoralnej bo agresywnej operacji militarnej.

Pragmatyczną politykę obserwujemy u Orbana i Węgier, która bez względu na to, czy jest wspierana czy nie przez Rosje, jest ukierunkowana na interes Węgrów i jako taka jest jak najbardziej właściwa. Podobnie podchodzą Czesi i Słowacy, którzy nie tylko dają Polsce wyraźne znaki zachęcające do tego kierunku współpracy, ale i potrafią głośno upomnieć się o prawdę niewygodną dla polskich (?) polityków-krytyka neobenderowskich inspiracji i przypomnienie upaińskich zbrodni przez prezydenta Czech, to jeden z przykładów takiego podejścia.
W przypadku tych krajów, nie będących pod tak ścisłym nadzorem USA jak Polska, ze względu na dogodne pole operacyjne oraz stosowną legendę historyczną (antyrosyjską), było im łatwiej obrać trzecią drogę.

Ta trzecia droga, to nie stanie w rozkroku, ale pewnie na dwóch nogach, i korzystaniu ze starych sprawdzonych zasad, a nie tworzeniu jakiś nowych niesprawdzonych rozwiązań. Polega ona na realizowaniu potrzeby bezpieczeństwa państwa, widzianego jako bezpieczeństwo obywatela, i powiększanie dobrobytu państwa, poprzez umożliwianie zwiększania dobrobytu własnego obywateli.
Każde działanie państwa, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne powinno być temu podporządkowane,i wynikająca stąd jedność obywatela i jego państwa, jako reprezentanta jego interesu i obrońcy jego praw.

Sojusz państw o podobnym potencjale jest wiarygodniejszy już w samym założeniu-świadomość wspólnoty losów, pamięć historyczna i odporność na marketingowe zagrywki mocarstw, może pozwolić takiemu układowi przetrwać wichry dziejów.
W najgorszym wypadku ryzykujemy wojnę obronną, a ta, w porównaniu do wojny prowadzonej w imię obcych interesów, jest przez każdego z nas chyba dopuszczalna.

Dla przypomnienia-nie stoimy przed dylematem wojna lub pokój, ale przed wyborem, czy chcemy brać udział w wojnie w imię obcych interesów, czy też wolimy walczyć w obronie własnej niezależności i własnego interesu narodowego—rozumianego jako nasz osobisty interes i obywatelska wolność.

Jedna i druga wojna będzie przebiegała na naszym terytorium, i będzie przez nas wszystkich odczuwalna. Pierwsza jest nam narzucana, i pozostając w nieświadomości, biernie na nią pozwalamy.
Odrzucając bierność i podporządkowanie, ryzykujemy wojnę z próbującym nam narzucić swoją wole politycznym układem, któremu nasza świadomość i aktywność, jest przeszkodą dla własnych planów.

Jesteśmy przed wyborem, czy chcemy być pędzeni na linię ognia, czując na plecach bagnety przyjacielskich oddziałów zaporowych , czy powstać z kolan i czuć się w Polsce, jak na gospodarza przystało-a w razie potrzeby bronić się, w świadomości słusznego wyboru.

Będąc, jak zawsze na styku Wschód-Zachód, jesteśmy w wyjątkowym momencie, kiedy naszy niezależność i kierowanie się własnym interesem jest w pełni zbieżne z interesem geopolitycznym Moskwy, i przynajmniej z tej strony nam nic nie grozi.
Musimy tylko uważać i nie pomylić interesu własnego z byciem antyamerykańskim lub antyeuropejskim, bo stawalibyśmy się wtedy narzędziem polityki innego ośrodka (Moskwy), co byłoby tragicznym w skutkach wyborem i kolejnym marnotrastwem polskiej tkanki narodowej.

Opór Rosji i próba sił , oraz naciski jakie obserwujemy to kolejny rozdział w histori naszej cywilizacji. Wygląda to na zatrzymanie się na przedostatnim zakręcię (przed konfronacją z Azją) ale tak naprawdę to wiemy tyle, ile nam powiedzą (zdezinformują).

Sama idea NWO czyli zjednoczenia świata nie jest zła, ale antywartości jakie się w ten sposób promuje i idea materializmu (czyli antyczłowieczeństwa-czlowiek jako element tego świata, a nie jedyny podmiot tego świata), stawiają go jako zawziętego przeciwnika ludzkości.Przyjęcie takich rozwiązań, to klęska człowieka w starciu z systemem.

Opór jaki stawia Rosja, jest jej prywatnym oporem, jednak możemy ten czas wykorzystać-pytanie czy będziemy w stanie to zrobić.

Możemy spróbować przekształcić nasze państwo w strukturę służącą człowiekowi i nieograniczającą jego naturalnej strefy wolności.
Musielibyśmy jednak najpierw dostrzec ten świat takim, jaki on jest, i mieć świadomość naszych potrzeb, które na poziomie podstawowym są jak idealny program wyborczy, wszyscy mamy je takie same.
Na poziome, na którym zachodzą naturalne różnice między nami, musimy mieć pełne prawo do nich, ograniczone jedynie krzywdą drugiego człowieka.

Łatwiej napisać, jak zrobić-ale najważniejsza jest świadomość, tego nie zabierze nam nikt. Wykonanie jest zawsze prostsze, kiedy mamy pewność, co chcemy zrobić.

Intronizacja Polaka Króla

Zakładanie że intronizacja coś zmieni, że dzięki temu będzie nam łatwiej wprowadzać potrzebne zmiany jest uleganiem symbolice (powierzchniowizmem-można by rzec) lub nie rozumieniem zmian jakie zajść powinny i ich mechaniki.

W Polsce potrzebujemy zmian, i to zmian podstawowych-mam tu na myśli fundamenty prawa, a co za tym idzie zdefiniowanie na nowo pojęcia obywatela, państwa oraz relacji pomiędzy nimi zachodzących.
To przypomnienie, czym jest tak naprawde wolność, co to jest sprawiedliwość i prawda, nie, zajmując przesadnie się tym dlaczego było tak a nie inaczej, należy budować naszą przyszłość na tych wartościach, zmieniając we właściwą stronę naszą świadomość ale i otoczenie.
Nie zapominając o historii, bo ta jest naszym najlepszym nauczycielem, musimy nasze wysiłki, a więc i czyny skierować na dzień dzisiejszy, mając na uwadze naszą przyszłość.

Te zmiany powiny następować ewolucyjnie, poprzez wprowadzanie kolejnych rozwiązań przybliżających nas do ideału, ale sama idea nie powinna im podlegać, ani ewoluować, tylko być powszechnie znaną, przez co dająca każdemu szansę na zaplanowanie swoich działań zgodnie z nią, oraz kontrolę działań innych (w tym państwa) pod tym względem.
W ten sposób mamy pewność że idziemy we właściwą stronę.

Ten fundament ideologiczny musi być neutralny światopoglądowo nie dlatego, że taka jest moda na neutralne i laickie państwo (prawo) ale dlatego że samo prawo i te wartości są takie, mimo że występują w wielu religiach i innych ideologiach. Ich występowanie tam nie jest związane z pochodzeniem, ale z ich uniwersalnością, która została wykorzystana i obwarowana symboliką idei. Neutralność to nie tylko sposób na potwierdzenie ich uniwersalności, ale i zapobiegnięcie niepotrzebnym nikomu kłótniom i odrzuceniem ze względu na skojarzenia, a nie treść.

Powinniśmy wprowadzać takie zmiany pod jakimś neutralnym hasłem (jak np; „dobra zmiana”🙂 ), które by nas łączyło w treści tych zmian, a nie pod przykrywką intronizacji Chrystusa króla, której nazwa już odstrasza część osób wyznających te zasady, i kontynuuje tradycję dzielenia ludzi według jakiś subiektywnych (czyli fałszywych) przesłanek.
Wprowadzanie tych zmian pod neutralnym hasłem, nie tylko nie zmienia niczego w samej istocie ich, ale pozwala każdemu na uczestnictwo w nim, bez względu na dotychczasowy światopogląd. Każdy może sobie to tłumaczyć na swój sposób, jako zwycięstwo rozumu nad zwierzęcą naturą człowieka, dla innych będzie to pokonanie miłością zła, inni uznają to za triumf idei humanizmu, wreszcie dla części będzie to ostateczne pokonanie szatana przez boga (Jezusa), i wiele innych opisów powstanie….I czy nie będzie w tym najważniejsze że wreszcie wszystko powróci na swoje miejsce???

Czy fakty nie powinny być obiektywne, a to jak je sobie tłumaczymy to drugorzędna sprawa, tak naprawdę nieistotna.
Gdy policjant zatrzymuje nas i informuje że dozwolony czas naszego życia upłynął, mamy się pożegnać bo za godzinę legalnie (w myśl obowiązujących przepisów) musi nas zabić, to nie interesuje nas czy to prawo to „Najlepsze Co Ludzkość Wymyśliła Do Tej Pory”, „Prawo Boże”, „Prawo Morskie”, „Prawo Tradycji” czy „Prawo Większości”, każdy z nas uważa je za niesprawiedliwe i już.
Gdyby najsprawiedliwsze prawo na świecie nazywało się Prawo Bolszewickie, to czy chcielibyśmy go wprowadzenia w Polsce pod tą nazwą?

Wprowadzajmy zmiany mające nas przybliżyć do naturalnego stanu rzeczy, czyli ustroju opartym na prawie naturalnym, ale nie róbmy tego powtarzając czy tworząc kolejne podziały, bo nie jest to działaniem na korzyść nas, a co za tym idzie na korzyść tego projektu. .

W tym kształcie jaki jest nam prezentowany, jest to działanie niezgodne z celem jaki oficjalnie się głosi, a prowadzi jedynie do ośmieszenia tej idei i stojących za nimi wartości.

Pamiętajmy że Chrystus by zostać naszym królem nie potrzebuje żadnej uroczystości, oficjali, korony czy innych koncelebracji-jedyną prawdziwą drogą jest uznanie go przez nas samych za króla, i noszenie w sercu tego postanowienia na dobre i na złe…

Jeśli chodzi o zmiany, powinny być one wprowadzane pod neutralnymi hasłami, a każdy dopowiadał by sobie swoją ideologię do nich. Jeśli miałoby kiedyś dojść do tej intronizacji, można by to zrobić jako oficjalne potwierdzenie tego faktu, np w rok od ostatniego przypadku wyrządzenia krzywdy drugiemu człowiekowi przez człowieka.

Wydaje się nierealne, ale w każdym innym przypadku jest to ośmieszanie Chrystusa, jego wyznawców, wartości które reprezentują—to żaden impuls do zmian, ale dawanie wrogom kija, którym nas będą bić po głowie….

Wszyscy jesteśmy ofiarami

 

 

Odłóżmy na chwilę masonów, iluminatów, USRAEL, i znane nam rody. Jest na tą chwilę nieistotne kto fizycznie za tym stoi-zobaczmy ten świat, jaki jest i jaki nam się wmawia, że jest.
System który nazywamy demokracją, nie jest systemem władzy, jak się go czasem mylnie określa, ale to podstawowa część iluzji, która nie tylko przykrywa prawdziwe mechanizmy władzy, ale i stanowi o jego sile.
Wmówiono nam, że demokracja to wolność, gdy tymczasem jest to nasze prawdziwe zniewolenie. Wydaje nam się że (współ)decydujemy, w rzeczywistości nie mamy nic do powiedzenia, to bezosobowa Większość podejmuje decyzje (o ile nie zmanipulowano wyników).
Jak w przykładzie referendum, daliśmy się ponieść iluzji decydowania o tym, w jakim wieku ja, Kowalski, Malinowski ma przechodzić na emeryture, i w jakim wieku nasze dzieci mają iść do szkoły. Niezależnie od naszych preferencji, czy nie lepiej by było, by każdy z nas podjął stosowną decyzję, i poniósł jej konsekwencje???
W imię iluzji władzy nad kimś innym, pozwalamy na odebranie nam WŁADZY REALNEJ nad swoim życiem i możliwością swobodnego kreowania go.
To nie koniec, demokracja powoduje nasze niepotrzebne napięcia i podziały, bo jedni chcą wcześniej brać mniejszą emeryturę, inni chcą dłużej pracować, by mieć ją większą, i zamiast solidarnie żądać prawa do samostanowienia, toczą ze sobą niepotrzebne boje.
Takich spraw jest wiele, i prowadzą one do wygodnego dla rządzących podziału, a właściwie wielu podziałów, tak że czując przynależność do jakiejś grupy w jednej sprawie, w wielu innych się różnimy. System ulg i przywilejów, oraz opłat i podatków to także sposób na dzielenie społaczeństwa, i często wbrew logice i sprawiedliwości, ci co mają ulgi, walczą o ich utrzymanie, ci co płacą podatki, walczą o to, by podatkami objąć wszystkich.
Zamiast widzieć w państwie sprawcę tych wszystkich nierówności, widzimy w nim opiekuna i obrońcę-ma nas bronić przed innymi…ludźmi. a tych innych przed nami, I kółko się zamyka. Tak oto ludzie gnębieni przez system zniewolenia, w tym systemie upatrują swojego obrońcy i dają mu podstawy istnienia.
System wyborów co cztery lata pozwala nie tyle na wymianę ekip zagospodarowujących elektorat, czyli mówiących to co ludzie chcą usłyszeć, i rozwiązujących wymyślone na poczekaniu problemy, ale dających nadzieję. Ta nadzieja na zmianę pacyfikuje nastroje buntownicze,co rusz okłamujemy się że następnym razem nie damy się oszukać, i po raz kolejny wpadamy w tą samą pułapkę.
Kolejny jej mocny atut, to sprytne, chociaż całkowicie nieuzasadnione przeniesienie odpowiedzialności z tych co rządzą, na ofiary ich rządów, czyli nas obywateli. Często spotykamy się z oskarżaniem sympatyków jakiejś partii o czyny polityków, oskarżenia kierujemy wobec tych co na nich głosowali, lub tych którzy nie głosowali.
„To wasza wina” te słowa kierujemy do ludzi którzy przestali wierzyć lub wierzą w coś innego, nasze wiary są subiektywne i wzajemnie sprzeczne nie dlatego że tak musi być, ale dlatego że wierzymy w fałszywe postulaty, odrzucając prawdę. A prawda mówi, że w 99% możemy o czymś zadecydować sami, ponosząc konsekwencje swoich decyzji, a nie UZURPUJąC sobie prawa do decydowania o czyimś życiu.
Władza boi się świadomych obywateli, dlatego program ogłupiania mas i zajmowania ich wymyślonymi problemami, oraz piętrzenie przed nimi trudności w życiu codziennym, tak by nie mieli chwili na zastanowienie się, to być albo nie być okupantów.

W przeciweństwie do ZOMO, jest to pałowanie i trzymanie w posłuszeństwie poddanych, robione nie tylko w białych rękawiczkach, ale i w samoorganizujących się grupach, gdzie każde wychylenie się, jest przez współtowarzyszy niedoli błyskawicznie sekowane-czy to nam czasem czegoś nie przypomina???
I tak tkwiąc w tym systemie, w którym oczywiście „niezależne” sądy i media istnieją tylko teoretycznie, pasując do legendy Najlepszego Ustroju Pod Słońcem, a naukowcy piszą to, na co jest zamówienie, dowolnie interpretując zjawiska i fakty historyczne, dochodzimy do sedna sprawy, będącego jednocześnie końcem naszej historii.
Front tej wojny, ostatniej potyczki człowieka rozumnego z głupotą i lenistwem mentalnym, przebiega przez  środek każdego z nas, bo to każdy z nas jest tu ofiarą, ale i katem. To nie jest wybór pomiędzy jedną z tych opcji, ale świadoma rezygnacja z bycia katem…
To w nas tkwi klucz do funkcjonowania tego systemu, oraz jego zagłady. To my napędzamy ten system swoimi niskimi pobudkami, powielamy kłamstwa, traktujemy drugiego człowieka jak wroga. Powtarzamy bezmyślnie slogany, udajemy że mamy jakieś poglądy, wybierając jeden z palety dla nas przygotowanych, i nawet do końca nie rozumiemy, do czego on nas prowadzi.
Niech nie będzie dla nikogo tajemnicą, że ten stan mas społecznych miał doprowadzić do przejęcia przez jedną grupę władzy nad światem, i cel ten jest niemal osiągnięty. Ostatnim akordem będzie pozbycie się nadmiaru obciążających system ludzi, i zmiana go na bardziej wydajny, czyli perspektywistyczny w sensie rozwoju ludzkości.
Na Ziemi może mieszkać i 60 miliardów ludzi, ale 6 miliardów ludzi, patrzących tylko na siebie, wierzących w każdą bzdurę i kombinujących jak drugiemu wsadzić kij w szprychy, to o 6 miliardów za dużo.

I nikt po nas płakać nie będzie, tak jak nikt nie chce spełniać swoich obietnic wyborczych, jesteśmy dla nich tłem, niczym więcej…
Jeśli chcemy by traktowano nas jak ludzi, zacznijmy w końcu nimi być

Autorytety…

Nie kwestionuje autorytetów naturalnych, a więc takich, jakich mamy bardzo często pod ręką, którzy posiadają faktyczną wartość dodaną w danej dziedzinie lub społeczności. Znajdujemy ich w rodzinach lub w najbliższym otoczeniu, dzięki temu znamy ich dokładnie takimi, jakimi są, bez żadnej kreacyjnej ściemy. Autorytet to ktoś, kto osiągnął autentyczny sukces w jakiejś dziedzinie zawdzięczając go swoim umiejętnością i sile charakteru, a nie koneksjom, lepszą pozycją wyjściową, lub krzywdzie innych ludzi (np: kapuś)

To ludzie od których warto się czegoś nauczyć, w przeciwieństwie do tych, których jedynie nauczono uczyć, czyli przekazywać cudze osiągnięcia, często nie do końca je rozumiejąc. Przykładem niech będzie tu Wiesława Szymborska, która analizując swój wiersz , będący jednym z zadań na maturze, zdobyła niewiele ponad połowę punktów na niego przewidzianych, widocznie do końca nie wiedziała, co tak naprawdę chciała wyrazić swoim wierszem….Na szczęście inni wiedzieli lepiej🙂

Nieporozumienie może polegać przez tą nowoczesną definicję autorytetu, i co za tym idzie, promowanie takich a nie innych miernot jako „ekspertów” czy „autorytety”. Ta zmiana znaczeń wyrazów (iście szatańska taktyka) doprowadza do takich nieporozumień, i do tego, że jestem czasem odbierany jako wróg wolności (bo demokracja to wolność według nowomowy), czy jako fantasta, gdy chcę porzucić tą wymyśloną rzeczywistość-to chyba najgorsze uczucie, kiedy proponując byśmy zeszli na ziemię, i zaczeli żyć w realnym świecie, a inni odbierają mnie jakbym im proponował udział w jakiejś nierealnej utopii  ;) 

„Autorytety” nam proponowane nie różnią się niczym od takiego Petru, który to dalej nas niestrudzenie przekonywał o bliskiej stabilizacji franka, kiedy w rzeczywistości sam swój dawno przewalutował-to tylko czubek góry lodowej całej masy krętaczy i ludzi pysznych, którzy za garść poklasku i wątpliwej sławy, dzień i noc nam mówią co mamy robić, jak „widzieć” pewne rzeczy, a o ich faktycznym miejscu i statusie świadczy wyłącznie tytuł naukowy, medialność lub plastyczność poglądowa.

90% (albo i więcej) wykładowców z uczelni ekonomicznych nie potrafiłaby poprowadzić warzywniaka bez plajty, prawnicy próbują krzesać przepisy w kotle tradycji i nowoczesności, i dziwią się że wciąż wychodzą im sprzeczności i niedomówienia, i tak można w nieskończonoś, Rektor uniwersytetu, który zrezygnował z tradycyjnej autonomi terenu uczelni, nie mogąc poradzić sobie ze studentami (!), nadal dumnie paradujący w szynszylach, to znak tego rozkładu.

Autorytety ostatecznie pogrzebał najwyższy teolog Benedykt Ostatni, który w swojej encyklice, (teoretycznie bardzo poważnej formie rozpraw teologicznych)  poświęcił się temu, jakże ważnemu dla wszystkich chrześcijan zagadnieniu, czy w szopce bożonarodzeniowej były zwierzęta, czy też nie… W ten oto symboliczny sposób, zamknął on szczęśliwie etap nauczania autorytarnego, i dał nam wszystkim wskazówkę na drogę, by się od wszelakich „ekspertów” trzymać z dala, a już na pewno, nigdy ich słów nie traktować poważnie, lub bezinteresownie, bo srodze się zawieść możemy.

Kiedy większość odwraca głowę i liżąc się po kręgosłupie, zadaje dręczące ich pytanie; „dokąd to zmierza?” niezłośliwie i zgodnie z tym co widzę odpowiadam; „do dupy-jeszcze trochę i sięgniesz tam językiem”, oburzenie liżących wcale mnie nie cieszy, wręcz przeciwnie, chciałbym by wreszcie przestali to robić, ale nie dlatego że ja już przestałem, tylko dlatego że to nie jest wyjście , a spokój jaki przynosi jest złudny. Iść do przodu należy z głową skierowaną naprzód, nie ma innej lepszej do tego pozycji…

Przeglądając portale prawicowe mam wrażenie że oglądam galerie zbrodni i zdrad na narodzie polskim, lewicowe natomiast zajmują się wymyślaniem jak najbardziej dziwnych propozycji, które mają wzburzyć społeczeństwo i konserwatystów, bo za to przecież mają płacone. Jedni zajmują się żydami i agentami, drudzy mniejszościami -większość i Polacy nie istnieją w ich planach, to tylko nieistotne tło, mające ich słuchać i się nie wychylać-tak wygląda polityczna alternatywa dla nas…

Dla nich liczy się tylko to, byś był za tym lub za tym, mamy być zwolennikami jakiejś opcji, odbiera nam się jednak prawo do stworzenia własnej opcji, mamy być nieświadomi i wymęczeni, system i stres robią swoje.

W tym układzie autorytet, czyli ktoś kogo automatycznie słuchamy, to, narzędzie kontroli nad zniewolonymi ludźmi pozbawionymi świadomości-ktoś kto twierdzi że chce z tym walczyć, i używa tych samych narzędzi, jest nie tylko kolejnym oszustem, ale nawet jeśli by miał szczere intencje, to tylko wywiedzie ludzi na rzeź-używanie fałszu w walce z nim, to jak próba oszukania szulera, używając jego znaczonych kart.

Nie da się przelicytować kogoś, kto drukuje dowolnie potrzebną ilość pieniędzy, nie się zagłodzić wsi-chyba że wcześniej się ją doszczętnie ograbi, ale to tylko pozorne zwycięstwo, bo po wsi głód przyjdzie do miasta, a zasobów nikt nie uzupełni, skoro wieś martwa. I tak samo jest i teraz.

Ci którzy zabrali nam wolność, sami dawno ją stracili,..Tkwią w miejscach, w których wydają się nam wrodzy, ale tak naprawdę, oni tak samo czekają na moment wyzwolenia z tego wszystkiego co nas otacza.

Boją się rewanżu i zostania kozłami ofiarnymi, bo znają te koleje losu, które wywyższają i rzucają na pożarcie, stąd ich strach przed jakąkolwiek zmianą, a nasza nieprzejednana postawa wcale w tym nie pomaga

NIe można do nikogo podchodzić jak do wroga, dopóki sam nam się, jako taki świadomie nie przedstawi swoim uczynkiem. Nie można też nikogo prowadzić na bój o wolność, należy po prostu przestać być niewolnikiem…

System nie posiada nic poza nami, i naszymi słabościami, które nie pozwalają się nam wyzwolić, tylko pokonanie swoich ograniczeń, oraz przełamanie bariery strachu nas wszystkich, może przynieść owoce wolności